Obudziłam się wyspana i wypoczęta. Spojrzałam na zegarek, była godzina 11;30. No to poszalałam sobie. Wczoraj nie było po pijaku. Ja chyba dalej śnię. Poszłam do łazienki, żeby się umyć, pomalować i ubrać. Stanęłam przed lustrem. Jeju, tych malinek nie zamaskuje. W dodatku nawet nie wiedziałam, że trzecią mi zrobił na szyi. No zamorduje go po prostu. Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy, wysuszyłam je i podpięłam sobie grzywkę. Umyłam zęby, zrobiłam sobie cienkie kreski, pomalowałam rzęsy i pomalowałam usta jasnoróżową pomadką. Wyglądam w miarę okey. Założyłam sobie moje czarne rurki i białą bokserkę z misiem, a na to szary sweterek. W końcu założyłam swoje czarne vansy. Kurde nie mam żadnej bluzki, żeby zakryć te malinki. Wzięłam telefon i poszłam na dół, na śniadanie. Siedziała tam już Mia. Szybko dosiadłam się do niej.
- Co z Jonatanem?
- No.. - przerywa i się uśmiecha. - Jesteśmy znowu razem.
- Jeju to super! - ściskam ją z radości.
- A z tym twoim alvaro jak tam? - śmieje sie.
- Dobrze, powiedział, że mnie kocha i zabiera mnie dzisiaj na wycieczkę.
- Wow ! Kocha Cie? To ekstra. Ale jesteście razem?
- Ymm.. Nie.. - chowam wzrok na dół.
- Jejć jaka szkoda. - mówi. - Dobra jedz, bo zaraz on wróci z treningu.
- A no tak. - szybko zjadam śniadanie i idę do pokoju. A on wychodzi z łazienki.
- Jedziemy czy nie? - pytam.
- No już czekaj, przebiorę się. - burczy.
- Szybciej! - pośpieszam go.
- Już. - wychodzi z łazienki, bierze mnie za rękę, chwytam szybko torebkę i wychodzimy z pokoju. - Chodź pojedziemy windą. - o matko, po windzie kręci mi się w głowie.. Oj tam może mi nic nie będzie. Wsiadamy szybko do windy, Alexis wciska guzik na -1. I jedziemy z 20-tego piętra. Oddycham szybciej, zawsze bałam się jeździć windą. Chwilę potem wysiadamy z niej. Znajdujemy się na podziemnym parkingu.
- O Jezu ja chyba lecę. - mówię. Robi mi się ciemno przed oczami.
- Kylie nic Ci nie jest? - pyta mnie, trzymając mnie w talii i patrząc troskliwym wzrokiem.
- Nie. - mówię cicho. - Od windy kręci mi się w głowie. To już nie pierwszy raz.
- Czyli to już nie pierwszy raz jakiś chłopak Cie ratuje?
- Tak - śmieje się. - Gdzie ten Twój samochód?
- Chodź. - tym razem obejmuje mnie ramieniem i idziemy do Jego samochodu. - Oto on.
- Woow. - buzia sama mi się otworzyła. - Kolejne Audi R8?
- Tak, uwielbiam te samochody. W Barcelonie mam jeszcze czarną.
- O matko, to ja jeszcze na swój porządny samochód a Ty masz już trzy. - śmieje się.
- Kupię Ci kiedyś takie. A teraz wsiadaj i jedziemy, bo nie chcę się spóźnić. - mówi poważnie.
- Okey. - wsiadam do samochodu. - A ile będziemy jechać?
- Ponad 1000 kilometrów, myślę, że w niecałe trzy godziny się wyrobimy. - odpowiada mi.
- To gdzie my jedziemy? - pytam kiedy wyjeżdża z parkingu i kieruje się na autostradę.
- Do Tocopilli. - oznajmia.
- Po co? - pytam - Aż tak daleko?
- Zobaczysz. - odpowiada.
Faktycznie w niecałe trzy godziny byliśmy na miejscu. Jechał o wiele szybciej niż w Londynie. To chyba dlatego, że jest u siebie i czuje się pewniej. Dojechaliśmy do tej Tocopilli. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to jakieś góry. Następnie zauważyłam, że wszystkie domki były malutkie. Po prostu wyglądały na ruiny. Po ulicach biegały dzieci i grały w piłkę. Jego samochód w ogóle nie pasował do otoczenia, przez jakie przejeżdżaliśmy. Tuż koło tej góry wjechaliśmy w jakąś drogę były tam skromne domki. Alexis zaparkował przy jednym z nich i wysiedliśmy. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Tutaj się wychowałem. - mówi mi.
- W tej miejscowości tak? - pytam. Nie pasuje to wcale do Niego.
- Tak. - odpowiada. - A to jest mój rodzinny dom. - pokazuje palcem na dom stojący na przeciwko nas. Jest niebieski, widać, że nowy. - Przerobiłem go. Kiedyś była to jedna wielka ruina. Ale zrobiłem to dla mojej mamy, żeby żyło jej się lepiej. - w Jego oczach widać łzy. Wyplątuje się z Jego objęć i mocno go przytulam. Odwzajemnia ten uścisk. Chwilę potem z Tego skromnego domku wychodzi starsza kobieta.
- Cześć mamo. - przytula ją Alexis. Jeju są tacy do siebie podobni.
- Cześć synku. - odwzajemnia Jego uścisk. - Co to za śliczna dziewczyna? - A ja robię się czerwona jak burak. Jestem śliczna. Ja tak nie sądzę.
- Mamo to jest Kylie. - mówi Alexis i spogląda dziwnym wzrokiem na mnie. Nie wiem co miało to oznaczać. Oj tam.
- Dzień dobry Kylie. - mówi Jego mama. - Ja jestem Martina, mama Alexisa.
- Dzień dobry. Domyśliłam się. Jej jacy wy jesteście do siebie podobni. - mówię do Niej. A ona się śmieje.
- Jesteście razem? - pyta od razu Jego mama.
- Tak. - mówię szybko, zanim Alexis chciał coś powiedzieć. Po chwili spogląda na mnie zdziwiony i się uśmiecha.
- Wow jesteś pierwszą dziewczyną Alexisa, taką nie popularną. - stwierdza Jego mama. A ja na Niego spoglądam. - Zapraszam do środka, przecież nie będziemy tutaj stać. Alexis Atom i Humber siedzą z babcią i chyba oglądają telewizję. Idź tam zobacz.
- Kylii chodź. - bierze mnie za rękę. I udajemy się na schody. - Dlaczego powiedziałaś mojej mamie, że jesteśmy razem? - pyta Alexis.
- Yyy.. - nie wiem co powiedzieć. - Mogę pójść i to odkręcić jeśli Ci to nie odpowiada. - prycham.
- Nie! - mówi donośnym głosem. - Bardzo mi to odpowiada. - przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje. Kiedy przestaje, mówi od razu. - Chodź zobaczysz Atoma i Humbera, obiecuje, że nic Ci nie zrobią. A no i przy okazji poznasz moją babcię. - śmieje się. Ja nie mówię nic, tylko idę za nim. Kiedy wchodzimy do pokoju ściskam Jego dłoń o wiele mocniej niż wcześniej. Te psy są wielkie. Boje się ich. - Spokojnie. - uspokaja mnie. - Atom ! Humber! - one się zrywają i biegną do Niego. Kiedy podskakują są prawie równe z nim. - Nie bój się ich, pogłaskaj je. - mówi. Podchodzę do Nich, rzeczywiście. Nie są takimi bestiami na jakie się wydają. - To jest moja babcia. - pokazuje palcem Alexis. - Cześć babciu. - krzyczy na cały pokój.
- Ojej cześć wnusiu. - odpowiada mu.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić. - oznajmia jej. - To moja dziewczyna Kylie. - wskazuje na mnie.
- Dzień dobry, mam nadzieje, że Ty chociaż nie jesteś sławna. - śmieje sie.
- Nie, nie jestem. - uśmiecham się ciepło.
- Alexis, Kylie, mamo! - krzyczy mama Alexisa. - Chodźcie na obiad. - schodzimy, a przy stole siedzi już Jego brat, jakaś kobieta, dwie dziewczyny, jedna nie wiele starsza ode mnie i chłopczyk.
- Cześć Kylie. - mówi ciepło Humberto.
- Cześć. - odpowiadam. Przedstawiłam się wszystkim i usiedliśmy przy stole, aby zjeść obiad. Był pyszny!
- Wiecie co. My idziemy się przejść. Pokażę Kylie Tocopille. - oznajmia Alexis. - Chodź. - mówi do mnie, a ja wstaje od stołu, podaje mu rękę i wychodzimy z pokoju. - Zakładaj buty, a ja idę po Atoma i Humbera. - mówi. Założyłam buty i wyszliśmy z domu. Alexis trzymał w jednej ręce jedną smycz, a w drugiej drugą. - Którego chcesz prowadzić? - pyta.
- Tego złotego. - mówię mu. - On jest chyba spokojniejszy. - uśmiecham się do Niego. A on podaje mi smycz. - Gdzie idziemy? - pytam.
- Nad wybrzeże. - mówi.
- A czemu nie pójdziemy tam? - pokazuje na góry.
- Bo tam są kopalnie. - śmieje sie. - Pracowałem tam, zanim zacząłem grać tak na serio w piłkę. Musiałem jakoś pomóc utrzymać rodzinę. - opowiada.
- A Twój tata? - pytam ciekawsko.
- Yyy.. nie żyje. - odpowiada cierpko. - Zmarł kilka lat temu. Jak byłem mały w ogóle nie miał dla mnie czasu, ciągle pracował. Wyjeżdżał nawet do innego miasta. A mi została tylko mama. - mówi, widać, że jest smutny. Chyba nie będę się wypytywać. Dam mu spokój.
- Rozumiem. - mówię cicho. Przez pół drogi idziemy bez słowa. To wszystko chyba nim wstrząsnęło. Spojrzałam na Niego i lekko go szturchnęłam. Spojrzał na mnie, a ja wyciągnęłam do Niego rękę. Podał mi swoją i szliśmy razem. Ale nie potrwało to długo. Zatrzymała nas kilkunastoosobowa grupka fanów.
- Popilnuj ich. - podaje mi drugą smycz, a on poszedł do nich i rozdawał autografy. Poszłam trochę dalej od tej całej gromady. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Dziwne uczucie. Stałam sama może z 15 minut. Przyszedł Alexis i poszliśmy dalej. Kilka minut później byliśmy już na wybrzeżu. Jaki piękny zachód słońca. Atom i Humber biegały sobie koło nas, a my usiedliśmy na ławce.
- Przyprowadzasz tutaj każdą swoją dziewczynę? - śmieje się.
- Tak. - on też się zaczyna śmiać. - A tak serio to tylko Ciebie i Laię.
- Okey. - odpowiadam. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i to bardzo. - mówi mi i wtula się we mnie. Jemu chyba na prawdę brakuje miłości. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do Jego domu. Zostawiliśmy psy i pojechaliśmy do hotelu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz