Zaniosłam kwiaty do mieszkania. Oczywiście widok mnie w tak wielkim bukietem kwiatów, nie obył się od komentarzy sąsiadów. Zamknęłam mieszkanie i wyszłam z kamienicy. Wsiadłam do samochodu i pojechałyśmy z Mią do Galerii.
*godzinę później*
Kupiłyśmy sobie po dwie pary nowych spodenek i kilka bluzek. Są śliczne.
- Kylii, chodźmy na obiad bo nie chce mi się nic gotować. - oznajmia mi Mia.
- No dobra, ale szybko bo jest już po 16-tej, a nie chce się spóźnić po raz kolejny. - śmieje się.
- No oki. Co chcesz do jedzenia? - pyta kiedy wchodzimy do restauracji.
- Paelle z kurczakiem. - mówię jej. - I sok pomarańczowy.
- Oki. - poszła zamówić.
Pół godziny później byłyśmy już w domu. Mia zadzwoniła po Jacka, a ja poszłam się przebrać, bo od tych szpilek bolały mnie już nogi. Było ciepło, więc założyłam spodenki, czarne roshe, zwykłą szarą koszulkę i moją ulubioną bluzę. Zabrałam torebkę, pożegnałam się z Mią i wyszłam z mieszkania. Po 15-nastu minutach byłam już w parku. Jest godzina 18.15 nie ma go.. Zaczęłam się niepokoić, postanowiłam, że poczekam jeszcze 5 minut. Jeśli nie przyjdzie wrócę do domu. Minęło 5 minut, nie przyszedł. Więc wstałam z ławki i poszłam sobie w stronę mojej kamienicy. Nagle ktoś zamknął mi dłońmi oczy. Przestraszyłam się. Odepchnęłam się od niego z całej siły łokciami. Krzyknął "kurwa, ała!". Odwróciłam się a na przeciwko mnie stał zgięty w pół Alexis. Śmieszył mnie ten widok, ale tego nie okazywałam. Obraziłby się.
- Ojeju przepraszam. Nie wiedziałam, że to Ty. - patrzę na niego z troską.
- Ale masz pary w łokciach. Nieźle. - mówi. - Chciałem Ci zrobić niespodziankę.
- Niespodziankę? Debilu ja myślałam, że to jakiś gwałciciel! - besztam go. - Ten park nie należy do najbezpieczniejszych!
- Dobra przepraszam. Chodź. - podaje mi rękę.
- Gdzie? - pytam.
- Do samochodu. Jedziemy do mnie. Mam dla Ciebie prezent. - śmieje sie.
- Okey. - podałam mu swoją dłoń i poszliśmy. Po 15-nastu minutach byliśmy już na parkingu gdzie stało Jego Audi. - Wiesz co? Ty chyba nie jesteś w stanie prowadzić. - mówię mu.
- No niestety chyba nie. Tak mnie bolą żebra. - mówi.
- Biedactwo. To może ja poprowadzę. - wyskoczyłam z propozycją. - Prawo jazdy mam nie od dziś.
- No dobra, tylko nie popsuj mi go. - ostrzega mnie.
Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłam go i odjechaliśmy. Kiedy byliśmy już na autostradzie, dodałam gazu, aż wbiło nas w fotele.
- Co Ty robisz?! - pyta przestraszony. - Chcesz nas zabić?!
- Alexis, nie przesadzaj, jesteśmy na autostradzie! - krzyczę na Niego w ogóle nie patrząc na Niego. Licznik przekroczył 200 km/h.
- Zwolnij, chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu. - mówi zdenerwowany. Zignorowałam jego prośbę i jechałam dalej w tym samym tępię. Dojechaliśmy do jego willi o wiele szybciej niż wcześniej, kiedy tu byłam.
- Wpisz kod. - burczy Alexis.
- Przecież nie znam kodu. Jak mam go wpisać? - pytam poirytowana.
- Rok mojego urodzenia. - mówi. - 1988 - dodał. Wpisałam kod i wielka brama się otworzyła. - Wjedź do garażu. - nakazuje mi. Wjechałam, zgasiłam pojazd i wyszliśmy z Niego. A następnie udaliśmy się do domu. Alexis zachowywał się jak rozwydrzone dziecko, bo coś nie poszło po Jego myśli. Zirytował mnie tym.
- Weź się już ogarnij. Przecież nic się nie stało. Żyjemy. Lubie szybką jazdę i nic na to nie poradzę. - burczę. A on siedzi z rękami skrzyżowanymi na piersi z miną oburzonego 10-latka.
- No może i tak. - wreszcie się odzywa.
- A czy mógłbyś oddać mi mój łańcuszek? - pytam. - Dostałam do od Mii jest dla mnie bardzo ważny. - dodaje po chwili.
- Dobrze. - wyciąga z kieszeni łańcuszek. - Proszę. - podaje mi, a ja chowam go do torebki.
- Dziękuje Ci bardzo. - daje mu buziaka w policzek.
- Powinienem częściej znajdywać Twoje rzeczy. - mówi, uśmiechając się uwodzicielsko. - Chcesz coś zjeść? - pyta.
- Nie, ale mógłbyś mnie poczęstować ciastkami jeśli masz. - mówię.
- Poczekaj, zaraz przyniosę. - wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z wielkim talerzem ciastek - Proszę bardzo, moja kucharka je upiekła. - zjadłam jedno ciastko, było pyszne! Po kilku minutach był już pusty talerz.
- Jakie dobre. - mówię na głos. - Od kiedy masz swoją prywatną kucharkę?
- Od dawna. Jakoś muszę sobie sam radzić. - uśmiecha się cierpko. - Proszę. - podał mi kieliszek wina. - To co robimy?
- Jeśli Ci to odpowiada, to możemy obejrzeć jakiś film. - proponuje.
- A jaki?
- Trzy metry nad niebem. - mówię z uśmiechem. Uwielbiam ten film.
- No skoro chcesz. - uśmiechnął się i włączył film. Usiedliśmy na kanapie, przytuliłam się do Niego, on objął mnie i oglądaliśmy film.
- No to czas się umyć i spać. - oznajmił mi kiedy skończył się film.
- Umyć się i spać? - pytam ze zdziwieniem. - Nie odwieziesz mnie?
- Jest już późno, zresztą wypiłem. - uśmiecha się szyderczo.
- Dobra, niech Ci będzie. - burczę. - To mam tutaj spać? - zerkam na kanapę.
- Nie. - mówi. - Ze mną. - dodaje szybko
- Z Tobą? - irytuje się.
- Przeszkadza Ci to? Przecież już raz ze mną spałaś i nie przeszkadzało Ci to. - robi mi wyrzuty.
- Weź przestań. - burczę. - Dobra, mogę z Tobą spać, tylko pod jednym warunkiem. Nic nie robimy. -
Alexis zaczyna się śmiać. Chyba śmieszy go moja powaga. Cóż no trudno.
- Dobrze, na te rzeczy przyjdzie czas. - śmieje sie jeszcze głośniej i sprawia, że i ja zaczynam się śmiać. - Dobra, a teraz idź pod prysznic.
Udałam się do łazienki. Jejku jaka ona jest taka wielka. Jest w niej ogromne lustro, kabina prysznicowa, wielka wanna, sedes, i duża masywna umywalka. Obok stoi szafka, zajrzałam do niej. Stało w niej mnóstwo żeli i szamponów. Wzięłam pierwszy lepszy szampon i żel i poszłam się wykąpać. Wyszłam z kabiny, wytarłam się założyłam swoje bokserki i owinęłam się ręcznikiem, a włosy rozczesałam jego grzebieniem i związałam w kucyka. Podeszłam do umywalki i zmyłam resztki makijażu. Postanowiłam też umyć zęby. Chyba się nie obrazi jeśli użyję Jego szczoteczki. Kiedy ogarnęłam się już, zrobiłam porządek w łazience i zabrałam swoje rzeczy. Weszłam do sypialni i położyłam je na krześle, które stało w rogu. Alexis chyba usłyszał, że wyszłam z łazienki i poszedł się umyć. Kiedy się mył stanęłam przy oknie i przyglądałam się niebu i gwiazdom. Zaczęłam rozmyślać jakby to było gdybym była z nim. Ciekawe czy takie życie u Jego boku byłoby ciężkie? Tyle rzeczy przychodzi mi na myśl. " Ty głupia idiotko, jak mogłoby być ciężkie, skoro ma tyle forsy! " mówi mi moja podświadomość. No, ale przecież pieniądze się nie liczą, ważniejsze jest to jaki człowiek jest. Ciekawe czy ma swoją ciemną stronę. Muszę coś z Niego wyciągnąć. W końcu jestem psychologiem więc dam radę.
- I jak tam? - przerywa moje przemyślenia.
- Dobrze. - odwracam się do Niego. A on stoi w samym ręczniku. - Ale Ty masz mięśnie.
- Dzięki, o ile to komplement. - śmieje sie.
- No komplement. - uśmiecham się do Niego. - Wiesz, nie mam się w co ubrać. - skarżę się.
- Poczekaj, coś na to zaradzimy. - wyszedł do garderoby i przyniósł mi koszulkę. - Proszę, taką znalazłem idź załóż sobie i połóżmy się spać. - podał mi koszulkę, odwinął mój ręcznik i założyłam Jego koszulkę. Powiesiłam ręcznik na grzejnik i położyłam się obok niego. Zgasił światło i chyba usnął, a ja leżałam obok Niego i przekręcałam się z boku na bok. Nie mogłam usnąć.
- Alexis - szepczę.
- Co? - odszeptuje.
- Nie mogę usnąć.
- Przysuń się. - mówi głośniej i stanowczo. Przysunęłam się do Niego. - Użyłaś mojego ulubionego żelu i szamponu. - dał mi buziaka w czoło i przytulił do siebie. Usnęłam.
*następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słoneczne padające na sypialnie. Otworzyłam oczy, widzę śpiącego Alexisa obok siebie. Przecieram swoje zaspane oczy, ciągle mi się wydaje, że mi się to śni. Jej to jednak nie jest sen. Podniosłam się, choć było to ciężkie do zrobienia, bo Alexis strasznie mocno mnie objął. Opadłam na poduszkę. On jeszcze spał, więc miałam czas, aby mu się poprzyglądać. Kiedy spał wyglądał tak bezbronnie. Jego włosy były w nieładzie. Chyba tylko ja widziałam go w takim stanie, poza Jego byłymi dziewczynami. Znowu przerywa moje przemyślenia. Tym razem budząc się. Uśmiecha się do mnie znacząco. Leżałam trochę wyżej od Niego więc oparł się na łokciach i pocałował mnie namiętnie.
- Hej, jak się spało? - pyta troskliwie.
- Cześć, świetnie. - odpowiadam mu z uśmiechem. - A Tobie jak się spało?
- U Twego boku super, jak z nikim innym. - wow, to takie słodkie.. Przytuliłam się do Niego i leżeliśmy sobie tak wtuleni w siebie. - Najwspanialszy poranek w moim życiu... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek do drzwi. - Kurde. Idę otworzyć. - powiedział i wyszedł w samych boksekach, tak jak spał. Włosy trochę poprawił. Przez dłuższą chwilę nie wracał, więc postanowiłam zejść na dół i sprawdzić, kto go odwiedził. Zeszłam na dół i słyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Siedzieli w jadalni przy stole. Weszłam do jadalni i im przerwałam.
- Dzień dobry. - powiedziałam do grubszego Pana siedzącego naprzeciwko Alexisa.
- Cześć. - powiedział ciepłym głosem. - No Sanchi nie chwaliłeś się, że masz nową dziewczynę.
- Bo jej nie mam. - burczy do tego mężczyzny.
- No to kim jest ta śliczna dziewczyna stojąca koło Ciebie? - pyta zdziwiony. A Alexis spogląda na mnie, a potem na brata. Chyba nie wie co powiedzieć.
- Kimś.. - przerywa. - Kimś ważnym. - dodaje.
- Alexis się zakochał, hahah. - śmieje się z Niego.
- Zamknij się. - widzę, że Alexis jest zdenerwowany.
- Przedstaw mi ją może. - proponuje mu grubszy mężczyzna.
- Kyli to Humberto, mój brat. - wow poznałam Jego brata.
- Kylie - mówię cicho.
- Humberto. - odpowiada z uśmiechem i podaje mi rękę. - Dobra młody ja się będę zbierał. Żegnam, do zobaczenia pojutrze na lotnisku. - pożegnał się i wyszedł z domu.
- Jeśli, coś źle zrobiłam to przepraszam. - mówię smutnym głosem.
- No coś Ty. Zrobisz mi śniadanie? - pyta.
- Zrobię, a Ty idź się ubrać bo, jak znowu będziesz mieć niezapowiedzianego gościa?
- Dobrze już idę. - śmieje sie. A ja idę do kuchni i robię omlety. Gdy zrobiłam śniadanie, do jadalni zeszedł Alexis, założył niebieską koszulkę i czarne spodenki.
- Proszę bardzo. - podaje mu talerz z jedzeniem.
- Jakie dobre! - chwali mnie. - Kiedyś będziesz mi tak gotować. - śmieje się.
*godzinę później*
Kupiłyśmy sobie po dwie pary nowych spodenek i kilka bluzek. Są śliczne.
- Kylii, chodźmy na obiad bo nie chce mi się nic gotować. - oznajmia mi Mia.
- No dobra, ale szybko bo jest już po 16-tej, a nie chce się spóźnić po raz kolejny. - śmieje się.
- No oki. Co chcesz do jedzenia? - pyta kiedy wchodzimy do restauracji.
- Paelle z kurczakiem. - mówię jej. - I sok pomarańczowy.
- Oki. - poszła zamówić.
Pół godziny później byłyśmy już w domu. Mia zadzwoniła po Jacka, a ja poszłam się przebrać, bo od tych szpilek bolały mnie już nogi. Było ciepło, więc założyłam spodenki, czarne roshe, zwykłą szarą koszulkę i moją ulubioną bluzę. Zabrałam torebkę, pożegnałam się z Mią i wyszłam z mieszkania. Po 15-nastu minutach byłam już w parku. Jest godzina 18.15 nie ma go.. Zaczęłam się niepokoić, postanowiłam, że poczekam jeszcze 5 minut. Jeśli nie przyjdzie wrócę do domu. Minęło 5 minut, nie przyszedł. Więc wstałam z ławki i poszłam sobie w stronę mojej kamienicy. Nagle ktoś zamknął mi dłońmi oczy. Przestraszyłam się. Odepchnęłam się od niego z całej siły łokciami. Krzyknął "kurwa, ała!". Odwróciłam się a na przeciwko mnie stał zgięty w pół Alexis. Śmieszył mnie ten widok, ale tego nie okazywałam. Obraziłby się.
- Ojeju przepraszam. Nie wiedziałam, że to Ty. - patrzę na niego z troską.
- Ale masz pary w łokciach. Nieźle. - mówi. - Chciałem Ci zrobić niespodziankę.
- Niespodziankę? Debilu ja myślałam, że to jakiś gwałciciel! - besztam go. - Ten park nie należy do najbezpieczniejszych!
- Dobra przepraszam. Chodź. - podaje mi rękę.
- Gdzie? - pytam.
- Do samochodu. Jedziemy do mnie. Mam dla Ciebie prezent. - śmieje sie.
- Okey. - podałam mu swoją dłoń i poszliśmy. Po 15-nastu minutach byliśmy już na parkingu gdzie stało Jego Audi. - Wiesz co? Ty chyba nie jesteś w stanie prowadzić. - mówię mu.
- No niestety chyba nie. Tak mnie bolą żebra. - mówi.
- Biedactwo. To może ja poprowadzę. - wyskoczyłam z propozycją. - Prawo jazdy mam nie od dziś.
- No dobra, tylko nie popsuj mi go. - ostrzega mnie.
Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłam go i odjechaliśmy. Kiedy byliśmy już na autostradzie, dodałam gazu, aż wbiło nas w fotele.
- Co Ty robisz?! - pyta przestraszony. - Chcesz nas zabić?!
- Alexis, nie przesadzaj, jesteśmy na autostradzie! - krzyczę na Niego w ogóle nie patrząc na Niego. Licznik przekroczył 200 km/h.
- Zwolnij, chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu. - mówi zdenerwowany. Zignorowałam jego prośbę i jechałam dalej w tym samym tępię. Dojechaliśmy do jego willi o wiele szybciej niż wcześniej, kiedy tu byłam.
- Wpisz kod. - burczy Alexis.
- Przecież nie znam kodu. Jak mam go wpisać? - pytam poirytowana.
- Rok mojego urodzenia. - mówi. - 1988 - dodał. Wpisałam kod i wielka brama się otworzyła. - Wjedź do garażu. - nakazuje mi. Wjechałam, zgasiłam pojazd i wyszliśmy z Niego. A następnie udaliśmy się do domu. Alexis zachowywał się jak rozwydrzone dziecko, bo coś nie poszło po Jego myśli. Zirytował mnie tym.
- Weź się już ogarnij. Przecież nic się nie stało. Żyjemy. Lubie szybką jazdę i nic na to nie poradzę. - burczę. A on siedzi z rękami skrzyżowanymi na piersi z miną oburzonego 10-latka.
- No może i tak. - wreszcie się odzywa.
- A czy mógłbyś oddać mi mój łańcuszek? - pytam. - Dostałam do od Mii jest dla mnie bardzo ważny. - dodaje po chwili.
- Dobrze. - wyciąga z kieszeni łańcuszek. - Proszę. - podaje mi, a ja chowam go do torebki.
- Dziękuje Ci bardzo. - daje mu buziaka w policzek.
- Powinienem częściej znajdywać Twoje rzeczy. - mówi, uśmiechając się uwodzicielsko. - Chcesz coś zjeść? - pyta.
- Nie, ale mógłbyś mnie poczęstować ciastkami jeśli masz. - mówię.
- Poczekaj, zaraz przyniosę. - wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z wielkim talerzem ciastek - Proszę bardzo, moja kucharka je upiekła. - zjadłam jedno ciastko, było pyszne! Po kilku minutach był już pusty talerz.
- Jakie dobre. - mówię na głos. - Od kiedy masz swoją prywatną kucharkę?
- Od dawna. Jakoś muszę sobie sam radzić. - uśmiecha się cierpko. - Proszę. - podał mi kieliszek wina. - To co robimy?
- Jeśli Ci to odpowiada, to możemy obejrzeć jakiś film. - proponuje.
- A jaki?
- Trzy metry nad niebem. - mówię z uśmiechem. Uwielbiam ten film.
- No skoro chcesz. - uśmiechnął się i włączył film. Usiedliśmy na kanapie, przytuliłam się do Niego, on objął mnie i oglądaliśmy film.
- No to czas się umyć i spać. - oznajmił mi kiedy skończył się film.
- Umyć się i spać? - pytam ze zdziwieniem. - Nie odwieziesz mnie?
- Jest już późno, zresztą wypiłem. - uśmiecha się szyderczo.
- Dobra, niech Ci będzie. - burczę. - To mam tutaj spać? - zerkam na kanapę.
- Nie. - mówi. - Ze mną. - dodaje szybko
- Z Tobą? - irytuje się.
- Przeszkadza Ci to? Przecież już raz ze mną spałaś i nie przeszkadzało Ci to. - robi mi wyrzuty.
- Weź przestań. - burczę. - Dobra, mogę z Tobą spać, tylko pod jednym warunkiem. Nic nie robimy. -
Alexis zaczyna się śmiać. Chyba śmieszy go moja powaga. Cóż no trudno.
- Dobrze, na te rzeczy przyjdzie czas. - śmieje sie jeszcze głośniej i sprawia, że i ja zaczynam się śmiać. - Dobra, a teraz idź pod prysznic.
Udałam się do łazienki. Jejku jaka ona jest taka wielka. Jest w niej ogromne lustro, kabina prysznicowa, wielka wanna, sedes, i duża masywna umywalka. Obok stoi szafka, zajrzałam do niej. Stało w niej mnóstwo żeli i szamponów. Wzięłam pierwszy lepszy szampon i żel i poszłam się wykąpać. Wyszłam z kabiny, wytarłam się założyłam swoje bokserki i owinęłam się ręcznikiem, a włosy rozczesałam jego grzebieniem i związałam w kucyka. Podeszłam do umywalki i zmyłam resztki makijażu. Postanowiłam też umyć zęby. Chyba się nie obrazi jeśli użyję Jego szczoteczki. Kiedy ogarnęłam się już, zrobiłam porządek w łazience i zabrałam swoje rzeczy. Weszłam do sypialni i położyłam je na krześle, które stało w rogu. Alexis chyba usłyszał, że wyszłam z łazienki i poszedł się umyć. Kiedy się mył stanęłam przy oknie i przyglądałam się niebu i gwiazdom. Zaczęłam rozmyślać jakby to było gdybym była z nim. Ciekawe czy takie życie u Jego boku byłoby ciężkie? Tyle rzeczy przychodzi mi na myśl. " Ty głupia idiotko, jak mogłoby być ciężkie, skoro ma tyle forsy! " mówi mi moja podświadomość. No, ale przecież pieniądze się nie liczą, ważniejsze jest to jaki człowiek jest. Ciekawe czy ma swoją ciemną stronę. Muszę coś z Niego wyciągnąć. W końcu jestem psychologiem więc dam radę.
- I jak tam? - przerywa moje przemyślenia.
- Dobrze. - odwracam się do Niego. A on stoi w samym ręczniku. - Ale Ty masz mięśnie.
- Dzięki, o ile to komplement. - śmieje sie.
- No komplement. - uśmiecham się do Niego. - Wiesz, nie mam się w co ubrać. - skarżę się.
- Poczekaj, coś na to zaradzimy. - wyszedł do garderoby i przyniósł mi koszulkę. - Proszę, taką znalazłem idź załóż sobie i połóżmy się spać. - podał mi koszulkę, odwinął mój ręcznik i założyłam Jego koszulkę. Powiesiłam ręcznik na grzejnik i położyłam się obok niego. Zgasił światło i chyba usnął, a ja leżałam obok Niego i przekręcałam się z boku na bok. Nie mogłam usnąć.
- Alexis - szepczę.
- Co? - odszeptuje.
- Nie mogę usnąć.
- Przysuń się. - mówi głośniej i stanowczo. Przysunęłam się do Niego. - Użyłaś mojego ulubionego żelu i szamponu. - dał mi buziaka w czoło i przytulił do siebie. Usnęłam.
*następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słoneczne padające na sypialnie. Otworzyłam oczy, widzę śpiącego Alexisa obok siebie. Przecieram swoje zaspane oczy, ciągle mi się wydaje, że mi się to śni. Jej to jednak nie jest sen. Podniosłam się, choć było to ciężkie do zrobienia, bo Alexis strasznie mocno mnie objął. Opadłam na poduszkę. On jeszcze spał, więc miałam czas, aby mu się poprzyglądać. Kiedy spał wyglądał tak bezbronnie. Jego włosy były w nieładzie. Chyba tylko ja widziałam go w takim stanie, poza Jego byłymi dziewczynami. Znowu przerywa moje przemyślenia. Tym razem budząc się. Uśmiecha się do mnie znacząco. Leżałam trochę wyżej od Niego więc oparł się na łokciach i pocałował mnie namiętnie.
- Hej, jak się spało? - pyta troskliwie.
- Cześć, świetnie. - odpowiadam mu z uśmiechem. - A Tobie jak się spało?
- U Twego boku super, jak z nikim innym. - wow, to takie słodkie.. Przytuliłam się do Niego i leżeliśmy sobie tak wtuleni w siebie. - Najwspanialszy poranek w moim życiu... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek do drzwi. - Kurde. Idę otworzyć. - powiedział i wyszedł w samych boksekach, tak jak spał. Włosy trochę poprawił. Przez dłuższą chwilę nie wracał, więc postanowiłam zejść na dół i sprawdzić, kto go odwiedził. Zeszłam na dół i słyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Siedzieli w jadalni przy stole. Weszłam do jadalni i im przerwałam.
- Dzień dobry. - powiedziałam do grubszego Pana siedzącego naprzeciwko Alexisa.
- Cześć. - powiedział ciepłym głosem. - No Sanchi nie chwaliłeś się, że masz nową dziewczynę.
- Bo jej nie mam. - burczy do tego mężczyzny.
- No to kim jest ta śliczna dziewczyna stojąca koło Ciebie? - pyta zdziwiony. A Alexis spogląda na mnie, a potem na brata. Chyba nie wie co powiedzieć.
- Kimś.. - przerywa. - Kimś ważnym. - dodaje.
- Alexis się zakochał, hahah. - śmieje się z Niego.
- Zamknij się. - widzę, że Alexis jest zdenerwowany.
- Przedstaw mi ją może. - proponuje mu grubszy mężczyzna.
- Kyli to Humberto, mój brat. - wow poznałam Jego brata.
- Kylie - mówię cicho.
- Humberto. - odpowiada z uśmiechem i podaje mi rękę. - Dobra młody ja się będę zbierał. Żegnam, do zobaczenia pojutrze na lotnisku. - pożegnał się i wyszedł z domu.
- Jeśli, coś źle zrobiłam to przepraszam. - mówię smutnym głosem.
- No coś Ty. Zrobisz mi śniadanie? - pyta.
- Zrobię, a Ty idź się ubrać bo, jak znowu będziesz mieć niezapowiedzianego gościa?
- Dobrze już idę. - śmieje sie. A ja idę do kuchni i robię omlety. Gdy zrobiłam śniadanie, do jadalni zeszedł Alexis, założył niebieską koszulkę i czarne spodenki.
- Proszę bardzo. - podaje mu talerz z jedzeniem.
- Jakie dobre! - chwali mnie. - Kiedyś będziesz mi tak gotować. - śmieje się.
- Ależ oczywiście. - uśmiecham się do Niego. Zjedliśmy śniadanie i ja poszłam na górę się przebrać. Założyłam to co miałam na sobie wczoraj i zeszłam na dół.
- A Ty gdzie? - pyta zdziwiony.
- No do domu, muszę wszystko ogarnąć. W końcu Mia tego nie zrobi. - oznajmiam mu.
- I Ty chcesz jechać autobusem? - pyta jeszcze bardziej zdziwiony.
- No tak, przecież przystanek jest blisko.
- Nie pozwolę, żebyś się tłukła w autobusach. - mówi - za 20 minut Cię odwiozę, poczekaj tutaj muszę Ci coś dać. - poszedł na górę, a ja usiadłam na kanapie wzięłam pilot i włączyłam sobie bajkę, nie było go dłuższą chwilę. - Dobra jestem. Proszę to dla Ciebie. - podaje mi czarną torbę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to czerwona koszulka z jego numerem i nazwiskiem. A pod spodem było pudełeczko, a w nim łańcuszek z napisem "Alexis". Wow był z różowego złota, taki śliczny.
- Jest.. - przerywam - Jest piękny! - wykrzykuję i rzucam się jemu na szyje. - Musiałeś na niego dużo wydać. - mina mi posmutniała. - Nie będę go mogła przyjąć, nie mam tylu pieniędzy, aby Ci oddać.
- Ależ, nie gadaj głupot, to taki prezent! - mówi spokojnie.
- Taki prezent? - pytam - Serio? Dajesz takie rzeczy, byle jakiej dziewczynie?
- Byle jakiej? Albo Ty jesteś jakaś głucha, albo nie wiem. - uniósł się. - A co powiedziałem bratu? Chciałem powiedzieć mu, że nie będę się chwalił swoją dziewczyną, ale powiedziałem, że jej nie mam. - kończy. - Tylko nie wiedziałem jak zareagujesz. - dodał ciszej. Jeju w ciągu dwóch dni był na mnie zdenerwowany. Chciałam powiedzieć mu "przepraszam", ale zadzwonił dzwonek do drzwi. Alexis poszedł otworzyć, a ja wyjrzałam zza rogu. Był tam Rafinha i Jonatan. Raf był moim bratem ciotecznym. Tylko co on tutaj robi.
- Raf! - krzyknęłam i wybiegłam z salonu. We trzej się zdziwili.
- Kylson? - krzyknął i przytulił się do mnie.
- Jeju to już z pięć lat! - krzyknął ucieszony. - Mogłabyś wpaść do Barcelony. Co tam słychać? Bo słyszałem od twoich rodziców, że pracujesz jako architekt wnętrz.
- Wszystko dobrze. - mówię cierpkim głosem. - Z chęcią bym przyleciała, ale Ty też mógłbyś mnie kiedyś odwiedzić! - śmieje się. - Tak w ogóle to hej Jonatan. - przytuliłam go.
- No hej, hej. - odpowiada ucieszony.
- Skąd wy się znacie? - pyta zdziwiony Alexis.
- To jest moja siostrunia! - Raf objął mnie i powiedział dumnie, a ja zaczęłam się śmiać.
- Yyy to Ty Kylie jesteś z Barcelony, czego nic nie mówiłaś? - pyta.
- Bo nigdy nie pytałeś. - odpowiadam i się rumienie.
- A tak w ogóle to dlaczego Ty tutaj jesteś? Skąd Ty się tu wzięłaś? Jesteście razem? Skąd się znacie? - wypytują Raf i Jon na zmianę.
- To długa historia. Nie, nie jesteśmy razem. - mina mi zrzędnie, spoglądając na Alexisa, on też nie ma wesołego wyrazu twarzy.
- Dobra, okey. - Raf daje sobie spokój.
- I tak się dowiemy. - śmieje się Jonatan. Spoglądam na Niego. W końcu nie da się na Niego złościć. Jest taki śmieszny. Uśmiecham się szczerze do Niego.
- A Ty po jakiego grzyba przyjechałeś tutaj z Jonatanem? - pytam.
- A ja wraz z tym oto kolegą Jonatanem. Po to aby przekazać Alexisowi, że wpadniemy do Chile. - oznajmia, bardzo śmiesznie.
- Ich też zaprosiłeś? - pytam Alexisa zdziwiona.
- No tak. - uśmiecha się. - To moi najlepsi kumple. Musiałem. - cieszy się.
- Eee to w takim razie do czwartku kochani. - śmieje się do nich.
- A Ty gdzie lecisz? - pyta Raf.
- Do mieszkania swojego. - mówię. - Alexis chodź mnie odwieź. - nakazuje mu.
- Rozgośćcie się tutaj za 2 godziny wrócę. - mówi Alexis.
- Nie! - protestuje Jonatan. - My pojedziemy z wami, podrzucicie nas do centrum. Chcemy troszkę pozwiedzać. - tłumaczy.
- No dobra to chodźcie. - mówi. Wsiedliśmy do samochodu. Jadąc do centrum rozmawialiśmy o różnych sprawach. Kiedy stanęliśmy w korku. Raf zadał mi dziwne pytanie.
- Poznałaś już Atoma i Humbera?
- Kogo i kogo? - pytam jeszcze raz.
- No Atoma i Humbera. Psy Alexisa. - tłumaczy.
- To Ty masz dwa psy? - krzyczę na cały samochód. - O matko...
- Co się stało? - pyta zdziwiony.
- Jak była mała to pies ją pogryzł, że aż na oiomie wylądowała. - wtrąca się Raf.
- To dlatego masz na lewym biodrze i udzie taką bliznę? - pyta mnie przy nich. Piorunuje go wzrokiem.
- Oooo! - krzyczy Raf. - Więc Alexisek zaruchał już. - drze się jeszcze głośniej.
- Przy dziewczynie tak mówisz? Ty głupku. - śmieje się z Niego Alexis. A ja patrze na Niego tak jakbym chciała go zabić. Wydaje mi się, że mam podobny wyraz twarzy do jego z wczoraj. Odwróciłam głowę i przez całą drogę do domu w ogóle się nie odzywałam do Niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz