niedziela, 26 lipca 2015
This isn't game.
Obudził nas budzik. Znaczy tylko mnie, bo Alexis dalej spał jak zabity. Wstałam, aby skorzystać z toalety i od razu wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w jasne szorty i koszulkę. Włosy miałam jeszcze mokre i nie chciało mi się ich suszyć. Położyłam się jeszcze obok Alexisa, a ten się obudził.
- Od kiedy nie śpisz? - pyta zaspany.
- Nie wiem, od koło godziny. - odpowiedziałam mu. - O której mamy lot?
- O 14;00. - mówi i spogląda na iPhona. - O kurde! Już 11;30 czemu mnie nie obudziłaś?
- Chciałam żebyś się wyspał. - mówię do Niego, kiedy biegł szybko do łazienki. Chwilę potem weszłam do Niego. A ten stał już z zawiniętym ręcznikiem na biodrach i mył zęby. Miał potargane włosy, wyglądał tak słodko. Podeszłam do Niego, tak, że stałam za nim i objęłam go. Czułam jak po Jego ciele przebiega dreszcz. Odwrócił się do mnie i zaczął mnie całować.
- Przestań, bo mnie wybrudzisz! - krzyknęłam, a on przestał, a ja spojrzałam w lustro a On zaczął się śmiać. - Nie śmiej się to przez Ciebie! - mówię wycierając się.
- Wcale, że nie. - śmiał sie, po tym jak wypukał buzię.
- Może byś założył bokserki? - mówię do Niego.
- No zaraz. - wybuchł śmiechem. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej bokserki, jeansowe spodenki i niebieski sweterek. Włosy miał nadal potargane. Udał się do łazienki, po piętnastu minutach wyszedł z niej.
- Nie wierzę, że tyle czasu zajęło Ci ubieranie się. - mówię. - To chyba przez tą twoją fryzurkę. - zaczęłam się śmiać.
- Chcę ładnie wyglądać. - wybucha śmiechem.
- Dobra, dobra. - mówię. - Czas się pakować i idziemy na śniadanie. - i tak też zrobiliśmy. O godzinie 12;40 byliśmy już spakowani i poszliśmy na śniadanie. Zabrałam swój telefon i podczas śniadania przeglądałam aktualności na facebook'u.
- O kuźwa. - mówię zdziwiona, a wszyscy się na mnie patrzą. - Czytaj to! - podaje Alexisowi telefon.
- Czyżby nasz chilijski crack zapomniał o Laii Grassi? Na to wygląda! Alexis Sanchez ma nową dziewczynę! Piękną brunetkę. To wszystko potwierdzają pocałunki po wygranym CA i Jego post na instagramie z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ". Życzymy szczęścia naszej nowej parze. - czyta Alexis. - No i co? - śmieje sie. - Patrz jakie ładne zdjęcie nam zrobili, chyba sobie na tapetę je ustawię. - mówi.
- Hahaha. - zaczęłam się śmiać i na moją reakcje, nasze towarzystwo wybuchnęło śmiechem. Była już godzina trzynasta. Wyszliśmy z hotelu ze swoimi bagażami. Oczywiście Alexis trzymał mnie za rękę. Całą drogę do samochodu, zaczepiali nas fani i chłopaki dawali im autografy. Nareszcie dotarliśmy na lotnisko, pobiegliśmy na odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Ja siedziałam znowu przy oknie.
- Uwaga, uwaga! Proszę o zapięcie pasów, za chwilę startujemy. - powiedziała blondynka.
- O nie! - nienawidzę startu i lądowania. Alexis trzymał mnie za rękę, a ja wtuliłam się w Niego.
- Już wystartowaliśmy. - oznajmia mi.
- Szkoda, bo chciałam się poprzytulać. - mówię smutnym głosem.
- A proszę bardzo. - wyciągnął w moją stronę ręce. A ja przytuliłam się do Niego i nie puściłam go dopóki nie wylądowaliśmy. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy na lotnisku w Barcelonie. Samochód Alexisa, stał na parkingu.
- Nie obrazicie się jeśli już pojedziemy? - zapytał ich.
- Oczywiście, że nie. - powiedzieli jednym głosem.
- Spodziewaj się telefonu od Twojego menadżera. - powiedział Raf.
- Dobra. - powiedział i odjechaliśmy po niecałych dwudziestu minutach byliśmy już pod Jego domem. Wyciągnęliśmy bagaże i weszliśmy do środka, czekali już tam na nas Atom i Humber. - Chodź pokażę Ci naszą sypialnie. - oznajmił i poszliśmy na górę. Była trochę podobna do tej co ma w Londynie, ale jest urządzona na czarno. Była śliczna. - A tam jest garderoba. Rozpakuj swoje rzeczy. - pokazał mi. A ja weszłam do niej i rozpakowałam swoje wszystkie rzeczy. W Barcelonie było dzisiaj wyjątkowo bardzo gorąco. Przebrałam się i zeszłam na dół. Alexis rozmawiał z kimś.
- Jak to? .. Na prawdę? ... Tak! Tak! Tak! ... Dobra, do zobaczenia. - rozłączył się.
- Co jest? Co Ty taki szczęśliwy? - pytam go z ciekawością.
- Barcelona chce mnie z powrotem! - krzyknął.
- Ojej gratulacje! - przytuliłam się do Niego.
- Za tydzień mam podpisać kontrakt. - mówi. - A teraz idź załóż strój kąpielowy i zabieram Cię na plażę.
- Dobra Skrabie. - poszłam do garderoby, zabrałam strój i poszłam go założyć. Na strój nałożyłam jakąś sukienkę. Chwilę potem byłam już gotowa. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się na plażę.
- Atom, Humber. - wołał ich Alexis.
- Nie boisz się, że uciekną? - pytam jak jakaś idiotka.
- No coś Ty. One są tak nauczone. - odpowiada i obejmuje mnie ramieniem.
- Ojej, ojej, ojej! - piszczy przed nami jakaś dziewczynka. - Alexis, Alexis Sanchez! Uwielbiam Cię. Czy mogę prosić zdjęcie i autograf? - pyta podekscytowana.
- Jasne. - odpowiada jej i robią sobie selfie.
- A czy zgodzisz się, żebym zrobiła sobie zdjęcie też z Tobą? - pyta mnie dziewczynka. To było miłe zaskoczenie.
- Jasne, że tak. - odpowiadam jej i robimy sobie selfie.
- A mogę Cię przytulić? - pyta jeszcze.
- Oczywiście, że tak. - przytuliłam ją.
- Dziękuje! - powiedziała ucieszona i odeszła, a my ruszyliśmy na plażę.
- Jejku to było miłe. - mówię i uśmiecham się promiennie. On nic na to nie odpowiada, tylko się uśmiecha. W ciszy docieramy na plażę.
- Pokażę Ci takie śliczne miejsce. - wziął mnie za rękę i poszliśmy tam. Było tam tak pięknie.
- Jej jak tu ślicznie! - krzyczę i rzucam się na Niego.
- Mi też się podoba. - uśmiechnął się. Wyciągnęłam z torebki koc i rozłożyłam go na piasku. - Idziesz ze mną popływać? - pyta mnie.
- Nie, może potem. - odpowiadam.
- Okey. - poszedł sobie, a ja mogłam się poopalać. Usiadłam na kocu, ściągnęłam sukienkę i położyłam się. Włożyłam słuchawki w uszy i nawet nie zwróciłam uwagi kiedy usnęłam.
Obudziły mnie krople wody, które spływały po moim brzuchu. Momentalnie otworzyłam oczy, a na mnie leżał Alexis.
- Ooo moja księżniczka zasnęła. - mówi i całuje mnie. - Chodź ze mną popływać.
- Ale ja nie umiem. - posmutniałam.
- Trudno!- krzyknął, wziął mnie na ręce i zaniósł do wody.
- Nie! - piszczę, gdy Alexis trzymał mnie już w wodzie.
- Mam Cię puścić? - pyta z uśmieszkiem. Chyba bawił go mój strach.
- Nie! Nigdy! - krzyczę.
- Spokojnie, spokojnie. - zaczął mnie całować.
- Kocham Cię. - mówię bez tchu.
- Ja Ciebie też. - trzyma mnie mocno.
- Zbieramy się już? - pytam. - Chcę do domu.
- Możemy się zbierać. - odpowiada. Spakowałam koc do torebki i założyłam sukienkę na strój. Szybko wróciliśmy do domu. Wracaliśmy w ciszy.
- Może coś obejrzymy? - zaproponował.
- Z chęcią. - odparłam. - Ale Ty wybierasz.
- Dobra. - mówi uradowany. - To idź się umyć. - i tak też zrobiłam. Dwadzieścia minut później byłam już na dole, Alexis siedział przed telewizorem i czekał na mnie.
- To co oglądamy ? - zapytałam.
- Horror. - śmieje sie.
- O nie. - mówię. - Boję się.
- Spokojnie, jestem przy Tobie. - odpowiada mi. Ten film był jakiś okropny. Cały czas leżałam wtulona w Niego. On specjalnie to zrobił, żebym się przytulała do Niego. Alexis wyłączył telewizor i poszliśmy na górę.
- Dobranoc Misiu. - pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc. - odpowiedziałam mu i zasnęłam w Jego ramionach.
sobota, 25 lipca 2015
So cute
Nadszedł ten wielki dzień. 4 lipca, finał Copa America. Chile dotarło do finału i spotka się w nim dzisiaj z Argentyną. Alexis jest prze szczęśliwy. Nie dziwię mu się. O szesnastej jest finał, więc nie mam za dużo czasu. Ubrałam swoją koszulkę, która dostałam od Alexisa, do tego czarne spodenki i czarne vansy. Pomalowałam się lekko i podpięłam sobie grzywkę.
- I jak gotowa? - pyta mnie Mia.
- Jasne kochana. - odpowiadam jej.
- To chodź nasz kierowco. Wiesz, że musisz prowadzić, bo oni już wypili dwa piwa. Zostawić ich samych. - mówi Mia i Rafinhii i Jonatanie.
- Chodźmy na spacer, w końcu stadion jest bardzo blisko. 10 minut drogi. - proponuję.
- No to jest dobry pomysł. - mówi. Mia zawołała chłopaków i Ritę i poszliśmy na mecz. Byliśmy na stadionie już po piętnastej. Na murawę przed meczem wybiegli jeszcze piłkarze, aby się rozgrzać. Alexis od razu zauważył mnie na trybunach. Poszłam na dół, a on podbiegł do mnie.
- No to życzę Ci powodzenia. - powiedziałam i pocałowałam go słodko.
- Dziękuje mój skarbeńku. - odpowiedział i jeszcze raz go pocałowałam, odwzajemnił ten pocałunek. Ludzie patrzyli się na nas. Kiedy pobiegł do reszty kolegów z reprezentacji puścił mi oczko, a ja poszłam na swoje miejsce do dziewczyn, Jona i Rafa. Kiedy wchodziłam zaatakowało mnie mnóstwo dziennikarzy, w kółko pytali o to samo. Miałam już tego dość. Olałam ich i wróciłam na swoje miejsce. Minęło 10 minut i piłkarze wyszli na murawę. Mecz się zaczął. Był bardzo ekscytujący. Niestety mecz zakończył się serią rzutów karnych. Chile wykorzystało jak na razie trafiło 3 razy, a Argentyna tylko raz. Wreszcie przyszedł decydujący moment dla Chile. Ostatni rzut karny. Wykonywał go Alexis. Trafił i zapewnił wygraną Chile w Copa America. Radość była ogromna. Odrazy wybiegłam z trybun i pobiegłam do Alexisa na murawę. Skoczyłam na Niego i pocałowałam go, trzymając mnie na rękach.
- To dla Ciebie kochanie. - szepnął mi do ucha.
- Dzięku... - nie zdążyłam nawet dokończyć, a on już złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- Kocham Cię najbardziej na świecie! - powiedział, kiedy skończył mnie całować.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam mu, a on puścił mnie i mocno się do mnie przytulił.
- Dziękuje, że jesteś. - nigdy mi za to nie podziękował.
- Nie ma za co.
- Ej, ej, ej gołąbeczki! - przerwał nam Raf.
- Kurde czy Ty musisz nam wiecznie przeszkadzać? - śmieje się z Niego.
- No przepraszam. - śmieje sie. - Gratulacje stary!
Alexis odebrał medal i podnieśli puchar. Zrobiliśmy sobie zdjęcie i Alexis wstawił je od razu na instagram z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ".
- Poczekaj tu, pójdę porobić zdjęcia z fanami i porozdawać autografy. - oznajmia.
- Oki. - poczekałam może z 15 minut i Alexis podszedł do mnie, złapał mnie z rękę i poszliśmy do szatni. Porobiliśmy sobie zdjęcia z pucharem. Wypiliśmy szampana i wróciliśmy do hotelu. Musieliśmy się wyspać, bo jutro wylatujemy do Barcelony na wakacje. Alexis wziął szybki prysznic, a potem ja i położyliśmy się spać.
poniedziałek, 20 lipca 2015
I love you
- Co z Jonatanem?
- No.. - przerywa i się uśmiecha. - Jesteśmy znowu razem.
- Jeju to super! - ściskam ją z radości.
- A z tym twoim alvaro jak tam? - śmieje sie.
- Dobrze, powiedział, że mnie kocha i zabiera mnie dzisiaj na wycieczkę.
- Wow ! Kocha Cie? To ekstra. Ale jesteście razem?
- Ymm.. Nie.. - chowam wzrok na dół.
- Jejć jaka szkoda. - mówi. - Dobra jedz, bo zaraz on wróci z treningu.
- A no tak. - szybko zjadam śniadanie i idę do pokoju. A on wychodzi z łazienki.
- Jedziemy czy nie? - pytam.
- No już czekaj, przebiorę się. - burczy.
- Szybciej! - pośpieszam go.
- Już. - wychodzi z łazienki, bierze mnie za rękę, chwytam szybko torebkę i wychodzimy z pokoju. - Chodź pojedziemy windą. - o matko, po windzie kręci mi się w głowie.. Oj tam może mi nic nie będzie. Wsiadamy szybko do windy, Alexis wciska guzik na -1. I jedziemy z 20-tego piętra. Oddycham szybciej, zawsze bałam się jeździć windą. Chwilę potem wysiadamy z niej. Znajdujemy się na podziemnym parkingu.
- O Jezu ja chyba lecę. - mówię. Robi mi się ciemno przed oczami.
- Kylie nic Ci nie jest? - pyta mnie, trzymając mnie w talii i patrząc troskliwym wzrokiem.
- Nie. - mówię cicho. - Od windy kręci mi się w głowie. To już nie pierwszy raz.
- Czyli to już nie pierwszy raz jakiś chłopak Cie ratuje?
- Tak - śmieje się. - Gdzie ten Twój samochód?
- Chodź. - tym razem obejmuje mnie ramieniem i idziemy do Jego samochodu. - Oto on.
- Woow. - buzia sama mi się otworzyła. - Kolejne Audi R8?
- Tak, uwielbiam te samochody. W Barcelonie mam jeszcze czarną.
- O matko, to ja jeszcze na swój porządny samochód a Ty masz już trzy. - śmieje się.
- Kupię Ci kiedyś takie. A teraz wsiadaj i jedziemy, bo nie chcę się spóźnić. - mówi poważnie.
- Okey. - wsiadam do samochodu. - A ile będziemy jechać?
- Ponad 1000 kilometrów, myślę, że w niecałe trzy godziny się wyrobimy. - odpowiada mi.
- To gdzie my jedziemy? - pytam kiedy wyjeżdża z parkingu i kieruje się na autostradę.
- Do Tocopilli. - oznajmia.
- Po co? - pytam - Aż tak daleko?
- Zobaczysz. - odpowiada.
Faktycznie w niecałe trzy godziny byliśmy na miejscu. Jechał o wiele szybciej niż w Londynie. To chyba dlatego, że jest u siebie i czuje się pewniej. Dojechaliśmy do tej Tocopilli. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to jakieś góry. Następnie zauważyłam, że wszystkie domki były malutkie. Po prostu wyglądały na ruiny. Po ulicach biegały dzieci i grały w piłkę. Jego samochód w ogóle nie pasował do otoczenia, przez jakie przejeżdżaliśmy. Tuż koło tej góry wjechaliśmy w jakąś drogę były tam skromne domki. Alexis zaparkował przy jednym z nich i wysiedliśmy. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Tutaj się wychowałem. - mówi mi.
- W tej miejscowości tak? - pytam. Nie pasuje to wcale do Niego.
- Tak. - odpowiada. - A to jest mój rodzinny dom. - pokazuje palcem na dom stojący na przeciwko nas. Jest niebieski, widać, że nowy. - Przerobiłem go. Kiedyś była to jedna wielka ruina. Ale zrobiłem to dla mojej mamy, żeby żyło jej się lepiej. - w Jego oczach widać łzy. Wyplątuje się z Jego objęć i mocno go przytulam. Odwzajemnia ten uścisk. Chwilę potem z Tego skromnego domku wychodzi starsza kobieta.
- Cześć mamo. - przytula ją Alexis. Jeju są tacy do siebie podobni.
- Cześć synku. - odwzajemnia Jego uścisk. - Co to za śliczna dziewczyna? - A ja robię się czerwona jak burak. Jestem śliczna. Ja tak nie sądzę.
- Mamo to jest Kylie. - mówi Alexis i spogląda dziwnym wzrokiem na mnie. Nie wiem co miało to oznaczać. Oj tam.
- Dzień dobry Kylie. - mówi Jego mama. - Ja jestem Martina, mama Alexisa.
- Dzień dobry. Domyśliłam się. Jej jacy wy jesteście do siebie podobni. - mówię do Niej. A ona się śmieje.
- Jesteście razem? - pyta od razu Jego mama.
- Tak. - mówię szybko, zanim Alexis chciał coś powiedzieć. Po chwili spogląda na mnie zdziwiony i się uśmiecha.
- Wow jesteś pierwszą dziewczyną Alexisa, taką nie popularną. - stwierdza Jego mama. A ja na Niego spoglądam. - Zapraszam do środka, przecież nie będziemy tutaj stać. Alexis Atom i Humber siedzą z babcią i chyba oglądają telewizję. Idź tam zobacz.
- Kylii chodź. - bierze mnie za rękę. I udajemy się na schody. - Dlaczego powiedziałaś mojej mamie, że jesteśmy razem? - pyta Alexis.
- Yyy.. - nie wiem co powiedzieć. - Mogę pójść i to odkręcić jeśli Ci to nie odpowiada. - prycham.
- Nie! - mówi donośnym głosem. - Bardzo mi to odpowiada. - przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje. Kiedy przestaje, mówi od razu. - Chodź zobaczysz Atoma i Humbera, obiecuje, że nic Ci nie zrobią. A no i przy okazji poznasz moją babcię. - śmieje się. Ja nie mówię nic, tylko idę za nim. Kiedy wchodzimy do pokoju ściskam Jego dłoń o wiele mocniej niż wcześniej. Te psy są wielkie. Boje się ich. - Spokojnie. - uspokaja mnie. - Atom ! Humber! - one się zrywają i biegną do Niego. Kiedy podskakują są prawie równe z nim. - Nie bój się ich, pogłaskaj je. - mówi. Podchodzę do Nich, rzeczywiście. Nie są takimi bestiami na jakie się wydają. - To jest moja babcia. - pokazuje palcem Alexis. - Cześć babciu. - krzyczy na cały pokój.
- Ojej cześć wnusiu. - odpowiada mu.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić. - oznajmia jej. - To moja dziewczyna Kylie. - wskazuje na mnie.
- Dzień dobry, mam nadzieje, że Ty chociaż nie jesteś sławna. - śmieje sie.
- Nie, nie jestem. - uśmiecham się ciepło.
- Alexis, Kylie, mamo! - krzyczy mama Alexisa. - Chodźcie na obiad. - schodzimy, a przy stole siedzi już Jego brat, jakaś kobieta, dwie dziewczyny, jedna nie wiele starsza ode mnie i chłopczyk.
- Cześć Kylie. - mówi ciepło Humberto.
- Cześć. - odpowiadam. Przedstawiłam się wszystkim i usiedliśmy przy stole, aby zjeść obiad. Był pyszny!
- Wiecie co. My idziemy się przejść. Pokażę Kylie Tocopille. - oznajmia Alexis. - Chodź. - mówi do mnie, a ja wstaje od stołu, podaje mu rękę i wychodzimy z pokoju. - Zakładaj buty, a ja idę po Atoma i Humbera. - mówi. Założyłam buty i wyszliśmy z domu. Alexis trzymał w jednej ręce jedną smycz, a w drugiej drugą. - Którego chcesz prowadzić? - pyta.
- Tego złotego. - mówię mu. - On jest chyba spokojniejszy. - uśmiecham się do Niego. A on podaje mi smycz. - Gdzie idziemy? - pytam.
- Nad wybrzeże. - mówi.
- A czemu nie pójdziemy tam? - pokazuje na góry.
- Bo tam są kopalnie. - śmieje sie. - Pracowałem tam, zanim zacząłem grać tak na serio w piłkę. Musiałem jakoś pomóc utrzymać rodzinę. - opowiada.
- A Twój tata? - pytam ciekawsko.
- Yyy.. nie żyje. - odpowiada cierpko. - Zmarł kilka lat temu. Jak byłem mały w ogóle nie miał dla mnie czasu, ciągle pracował. Wyjeżdżał nawet do innego miasta. A mi została tylko mama. - mówi, widać, że jest smutny. Chyba nie będę się wypytywać. Dam mu spokój.
- Rozumiem. - mówię cicho. Przez pół drogi idziemy bez słowa. To wszystko chyba nim wstrząsnęło. Spojrzałam na Niego i lekko go szturchnęłam. Spojrzał na mnie, a ja wyciągnęłam do Niego rękę. Podał mi swoją i szliśmy razem. Ale nie potrwało to długo. Zatrzymała nas kilkunastoosobowa grupka fanów.
- Popilnuj ich. - podaje mi drugą smycz, a on poszedł do nich i rozdawał autografy. Poszłam trochę dalej od tej całej gromady. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Dziwne uczucie. Stałam sama może z 15 minut. Przyszedł Alexis i poszliśmy dalej. Kilka minut później byliśmy już na wybrzeżu. Jaki piękny zachód słońca. Atom i Humber biegały sobie koło nas, a my usiedliśmy na ławce.
- Przyprowadzasz tutaj każdą swoją dziewczynę? - śmieje się.
- Tak. - on też się zaczyna śmiać. - A tak serio to tylko Ciebie i Laię.
- Okey. - odpowiadam. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i to bardzo. - mówi mi i wtula się we mnie. Jemu chyba na prawdę brakuje miłości. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do Jego domu. Zostawiliśmy psy i pojechaliśmy do hotelu.
piątek, 17 lipca 2015
I Will Never Let You Down
Piik Piik Piik
Dzwoni mój budzik. Cholera jasna. Kto go tutaj nastawił na 6;30? Zapewne Mia! Kurde, chciałam się wyspać. Jeju jak się nie wyśpię to usnę w samolocie. No trudno, tylko żebym nie powiedziała nic głupiego przez sen.
- Mia! - krzyczę na całe mieszkanie.
- Witam, robię omlety. - mówi ucieszona wchodząc do mojego pokoju. - Chcesz?
- Chce. - burczę - Po co nastawiłaś mi budzik na 6;30?
- Żebyś się nie spóźniła. Znowu. - śmieje się.
- Jak usnę w samolocie i zacznę gadać przez sen jakieś głupoty to będzie twoja wina. - mówię jej.
- Spokojnie. - uspokaja mnie.
- Alexis chce ze mną siąść. - mówię - A ja się boje wylotu i lądowania, więc będę się czuła bezpieczniej. - tłumaczę jej. - A Raf pewnie siądzie z bratem Alexisa, więc będziesz zmuszona siąść z Jonatanem.
- O matko, no skoro muszę. Przynajmniej postaram się to wszystko wyjaśnić. - mówi i wychodzi do kuchni, a ja za nią.
- Przynajmniej.
Zjadłyśmy śniadanie i po 7;00 zadzwonił Alexis.
- Wow odebrałaś za pierwszym razem. Budzenie Cie, nie było takie trudne. - śmieje się do słuchawki.
- Nie śpię już od 6;30. Mia bez mojej wiedzy nastawiła mi budzik, żebym się nie spóźniła.
- No to dobrze. - odparł.
- No nie wiem. - śmieję się. - Kurde przez Twój telefon Mia zajęła mi łazienkę.
- No przepraszam Cię bardzo. - mówi, i czuję, że się uśmiecha.
- Takie przepraszam nie wystarczy.
- To przeproszę Cię później. Do zobaczenia pa.
- Pa. - odpowiadam. To przeproszę Cię później. O co mu chodziło. Oj tam. Lepiej pójdę naszykować sobie ciuchy zanim Mia wyjdzie z łazienki. Poszłam do pokoju, stanęłam przy szafie. Nie wiem co mam założyć. Zimno w sumie. Większość rzeczy już spakowałam więc zostały mi same okropne rzeczy. Na szczęście zostawiłam sobie moje spodnie jeansowe z dziurami. I kilka bluzek, ale wybrałam szarą z napisem " I LOVE MY BOYFRIEND". Dobra narazie tyle wystarczy. Mia na szczęście wyszła z łazienki i poszłam się wykąpać. Założyłam ubranie i poszłam się malować. Narysowałam sobie cienkie kreski eyelinerem, pomalowałam rzęsy i nałożyłam jasno różową pomadkę. Do torebki spakowałam sobie balsam eos, telefon, ładowarkę i słuchawki. Oczywiście prawie zapomniałabym spakować dokumentów. Była już prawie 8;00 szybko założyłam skarpetki, moje ulubione roshe i czarny sweter z kapturem.
- Okulary! - przypomina mi Mia. Pośpiesznie pakuję okulary przeciwsłoneczne i moje zwykłe, których oczywiście nie noszę. Na szczęście włosy mi się ułożyły i nie musiałam nic z nimi robić. Wyszłyśmy z walizkami Mia zamknęła mieszkanie i wyszłyśmy z kamienicy. Tuż przed kamienicą czekał już na nas duży samochód. Spakowałyśmy walizki i wsiadłyśmy do niego. Raf prowadził, a Alexis siedział tuż obok Niego. Za nimi Jonatan, a za Jonatanem jakaś dziewczyna. Mia od razu przysiadła się do Jonatana, a ja do tej ładnej jasnowłosej dziewczyny. I odjechaliśmy.
- Cześć, kim jesteś? - Witam się z nią, troszkę mi głupio, że wypaliłam z takim pytaniem.
- Hej, jestem Rita. - przedstawia się. - Dziewczyna Rafinhii. - dodaje szybko.
- Raf braciszku nie chwaliłeś się. - od razu wykrzykuję do Niego.
- Nie było kiedy. - odpowiada. - Uprzedzam Twoje pytanie. Od 2 miesięcy. - dodaje.
- Dzięki. - mówię do Niego. - A ja jestem Kylie. Ale możesz mi mówić Kylii. - uśmiecham się.
- Oki, jesteś śliczna. Alexis ma szczęście. - czerwienię się.
- Dziękuję. Ty też jesteś bardzo śliczna. - uśmiecham się szczerze. - Czekaj, czekaj. Ty jesteś ta Rita? Rita Ora?
- Tak. - śmieje się.
- Jejku, uwielbiam Cię! - krzyczę na cały samochód. - O mamusiu, chcę z Tobą zdjęcie!
- Dobra. - zrobiłyśmy sobie selfie, które Rita dodała od razu na instagram.
- Dziękuję Ci bardzo. - śmieję się. Przez całą drogę na lotnisko gadałyśmy o wszystkim co się da. A Mia, rozmawiała o czymś z Jonatanem. Kiedy wyszliśmy z samochodu, Raf i Alexis wyciągnęli nasze bagaże.
- Radzę założyć okulary, bo jest tutaj pełno paparazi. - ostrzega Alexis.
- Dobrze. - zakładam posłusznie okulary.
- No to teraz mogę Cię przeprosić. - uśmiecha się.
- Ciekawe ja.. - próbowałam zapytać, ale On mnie pocałował. Słyszałam tylko pstryk aparatu. Na szczęście to był tylko Raf.
- I co dalej nie jesteście razem? - pyta Raf.
- To oni nie byli razem? - pyta go Rita.
- Yyy.. - tylko to mogę powiedzieć.
- No.. wiesz.. nie. - mówi Alexis.
- Dobra, dobra. - mówi Raf, bierze Ritę za rękę i idą w stronę lotniska. - Za 10 minut odprawa. Szybko.
- Już idziemy. - odpiera Alexis. - Chodź. - podaje mi rękę, a ja podaje mu swoją. Szybko zmierzamy na odprawę. Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
- Gdzie Twój brat? - pytam i rozglądam się po lotnisku.
- Poleciał wcześniejszym samolotem. - mówi i uśmiecha się do mnie.
- No dobrze.
Po odprawie wsiedliśmy do samolotu.
- Ja siedzę przy oknie. - komunikuje od razu Alexisowi.
- Niech Ci będzie. - ustępuje mi. Usiedliśmy między Ritą i Rafem a Mią i Jonatanem.
- Uwaga drodzy pasażerowie. Proszę zapiąć pasy, za chwilę będziemy startować. - powiedziała skąpo ubrana stewardessa. Oczywiście uśmiechnęła się do Alexisa. W sumie jak każda dziewczyna siedząca blisko nas. Denerwowało mnie to trochę.
- O matko wylatujemy. - złapałam mocno Alexisa za rękę i zamknęłam oczy.
- Już spokojnie. - słysząc te słowa od razu otwieram oczy. I spoglądam na Alexisa. Uśmiecha się do mnie i patrzy mi głęboko w oczy. Mam wrażenie, że się zakochał. Ale we mnie? Przecież we mnie nie ma nic szczególnego. Ech..
- Masz brązowe oczy. - jaka ja jestem głupia. Po co to powiedziałam.
- Ty też. - śmieje sie. - Wiesz, od dwóch dni próbuję Ci coś powiedzieć, ale..
- Co tam? - wtrąca się Raf.
- No właśnie. - mówi Alexis. - Rafinha.. - Alexis patrzy na Niego takim wzrokiem, żeby się odwrócił.
- Mów co chciałeś mówić. - nakazuje mu.
- No to .. - przerywa i myśli nad czymś. - Nie wiem jak to powiedzieć. Nieśmiały jestem.
- Oj wal prosto z mostu, przecież Ci nie wydrapię oczu. - zaczynam się śmiać.
- Kocham Cię. - od razu cichnę i nie wiem co powiedzieć.
- Serio? - pytam jak jakaś idiotka.
- Tak. - jeju czyli nie śnię!
- Ymm.. - składam na Jego ustach delikatny pocałunek.
- Czyli Ty mnie też? - pyta, aby się upewnić.
- Taak. - szepczę mu do ucha.
- Co to za tajemnice? - krzyczy Raf na cały samolot.
- Zamknij się. - mówię z Alexisem jednym głosem i zaczynamy się śmiać.
- Rita ogarnij go tam, bo przez ten lot jest jakiś nadpobudliwy. - śmieje się do Niej.
- Gdybym jeszcze wiedziała jak. - śmieje się razem ze mną.
Raf odwraca się i razem z Ritą zaczynają słuchać muzyki.
- No to mogę spać spokojnie. - mówię do Alexisa.
- Spać? - pyta zdziwiony.
- Tak, nie wyspałam się. - tłumaczę mu. - Mogę położyć głowę na Twoim ramieniu?
- Jasne, że tak. - położyłam głowę i zasnęłam. Minęła może godzina. A usłyszałam głos Alexisa. - Skarbie, spokojnie. Nigdy Cię nie zostawię.
- Wiem. - powiedziałam otwierając oczy.
- Skoro to wiesz, to dlaczego zaczęłaś gadać przez sen Alexis nie zostawiaj mnie? - marszczy brwi.
- Miałam koszmar po prostu. - mówię. Jeju śniła mi się jakaś laska i on mnie dla niej zostawił. - Ale już jest dobrze. - wtuliłam się w Niego. On objął mnie, oparł swoją głowę o moją. Złapałam go za rękę i znowu zasnęłam.
- Eee wstawajcie już wylądowaliśmy! - drze się nad nami Raf.
- Co jest? - Alexis pyta zaspany.
- Wylądowaliśmy głąbie!
- Aaa to trzeba wychodzić. - zaczęliśmy się śmiać. Po 15 minutach wyszliśmy już z lotniska, kiedy kierowaliśmy się do samochodu, jakaś dziewczyna zaczęła szarpać się z policjantami i krzyczała, że chce zdjęcie z Alexisem. On podszedł do niej zabrał ją od nich i zrobił sobie z nią zdjęcie, a ta w podzięce dała mu całusa w policzek. Jeju on naprawdę jest miły dla swoich fanów. Wrócił do nas podał i rękę i wsiedliśmy do samochodu. Hotel był kilka kilometrów stąd. Po 20 minutach byliśmy już pod hotelem. Zabraliśmy nasze walizki i weszliśmy do Niego. Alexis wziął kluczyk do pokoju i poszliśmy do Niego.
- Wiesz co ja mam jutro trening z reprezentacją od 10;00 do 12;00. Jak wrócę to zabiorę Cię na wycieczkę. - oznajmia mi.
- A gdzie? - pytam.
- Jutro się dowiesz. - uśmiecha się do mnie. - Chodź pod prysznic.
- Co? - pytam zdziwiona
- No chodź. - nakazuje mi.
- Dobra.. - poszłam z nim do łazienki, rozebrał się. Jezu ja chyba śnię. Warto było pójść na tą imprezę. Ja również się rozebrałam i weszłam do kabiny. Strumień ciepłej wody oblewał nas, a on zaczął mnie całować. Zdziwiłam się. Przecież mieliśmy się myć. Przestał mnie całować i umyliśmy się.Wyszliśmy z kabiny, zawinęłam sobie ręcznik i poszłam zmyć resztki makijażu. Zarzuciłam na siebie górę od piżamy i majtki.
- Po co się ubrałaś? - mówi Alexis i łapie mnie w tali.
- Ymm.. bo idziemy spać? - odpowiadam mu.
- Nie byłbym tego taki pewny. - śmieje sie. Wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko. Zawisnął nade mną - Nic nie mówiłaś, że śpisz dzisiaj ze mną pod warunkiem, że nic nie będziemy robić. - śmieje się.
- Szlak! - wiję się pod nim i śmieje. Powoli ściągnął mi majteczki i wchodził we mnie i wychodził całując mnie po szyi. Dotarł do dekoltu i zrobił mi dwie malinki. Zabiję go chyba. Wykończeni padliśmy spać.
środa, 15 lipca 2015
But nothing ever gets me high like this
- Chodź! - nakazuje mi i podaje mi swoją dłoń.
- Dobra. - pośpiesznie weszliśmy do mieszkania. I szybko do mojego pokoju. I zaczęłam na Niego krzyczeć. - Kurw.. - przerywam, On nie lubi jak dziewczyny przeklinają. - Kurde, co teraz będziesz się chwalił na prawo i lewo? Jeszcze do mojego brata? Ty normalny jesteś? Jeszcze mu powiedz, że to wszystko się stało po pijaku! - Nie daje mu dojść do słowa. - A skąd Ty w ogóle wiesz, że ja mam tą bliznę? Przecież Ty na tej imprezie, byłeś tak naje.. - i znowu przerywam - Pijany, że nie możliwe, żebyś mi się przyglądał! - krzyczę jeszcze głośniej. - Wkurzyłeś mnie!
- Ja - ja... - chciał coś powiedzieć, ale do pokoju weszła zapłakana Mia.
- Co tu się dzieje? - stoi przed nami z pudełkiem chusteczek.
- Nie ważne.. - mówię, patrząc na Niego ze złością. - Cholera jasna! Mia co się stało? - pytam przejęta.
- Jack.. - przerywa i jeszcze bardziej płacze. - Zerwałam z nim.
- Dlaczego? - pytam zdziwiona.
- Wczoraj przyszedł do mnie i powiedział, że od dłuższego czasu mnie zdradza i że kocha inną dziewczynę. - tłumaczy zachodząc się prawie.
- A to jebany skurwiel. - klnę na Niego jak popadnie. Nie zważając na to, że Alexis siedzi na moim łóżku. - Nie płacz, będzie dobrze. Widzisz dlatego ja nie mam chłopaka. To tylko jedne wielkie rozczarowania. - pocieszam ją.
- Dobra Kylie ja już sobie pójdę. - mówi posmutniały Alexis.
- Nie! - krzyczę na Niego. - My jeszcze nie skończyliśmy. - usiadł ponownie.
- To ja idę, muszę posprzątać mieszkanie. - mówi mi.
- Okey, potem do Ciebie zajrzę. - uśmiecham się lekko do niej. I wychodzi, a ja zamykam drzwi. - No więc co chciałeś powiedzieć? - pytam i piorunuje go wzrokiem.
- Przepraszam. - widać po Jego oczach, że jest podenerwowany. Mam teraz wrażenie, że panuje nad nim kontrolę. - I obiecuje, że już tak nie będzie. - pchnął mnie i poleciałam na łóżko. Unieruchomił mi ręce swoimi i wisiał nade mną. - Nie jestem jednym wielkim rozczarowaniem. - uśmiechnął się drwiąco i mnie pocałował.
- No nie wiem, nie wiem. - próbuję zrobić poważną minę, ale nie udaje mi się to i wybucham śmiechem. Puszcza moje ręce i opiera się nade mną na łokciach, a ja zaczynam go łaskotać. Nie wiem jak, ale teraz to ja znajduje się na nim. Znalazłam Jego czuły punkt, ma łaskotki. Pierwszy raz, nie jestem przez niego onieśmielona. Jestem sobą i nie czuje się skrępowana. To jest fajne. Przerywa nam dzwoniący iphone Alexisa.
- No kurde.. - podnosi się i odbiera. - Słucham.. Dobra.. Okey.. Tak.. To za 15 minut będę.. No.. Narazie. - Alexis rozłącza się.
- Kto to? - pytam.
- Twój braciszek. - śmieje się. - Mam po nich przyjechać. Więc muszę już lecieć. - wstaje.
- Szkoda, no trudno. - mówię.
- Nie smuć się. W czwartek się zobaczymy. Napiszę Ci jeszcze co i jak. - pociesza mnie,
- No dobra. - żegnamy się i odprowadzam go do drzwi. Teraz najgorsze przede mną.. Pocieszanie Mii. Może jak powiem jej, że Jonatan jest w Londynie i leci z nami do Chile to się trochę ogarnie.
- Hej mała nie płacz. - siadłam koło niej i zabrałam jej chusteczki.
- Jak mam nie płakać? - pyta - Przecież on mnie zdradzał.
- Normalnie, przecież on nie jest Ciebie wart. Chodź do kuchni. Pewnie nic nie jadłaś. Zobaczymy co jest w lodówce do jedzenia. - weszłyśmy do kuchni, od razu poszłam sprawdzić co jest w lodówce, niestety nic nie było. Mia nie zrobiła zakupów.. No trudno. - Chcesz kanapki z nutellą?
- Tak poproszę. - mówi uśmiechając się do mnie. Wow wcześniej musiałam ją pocieszać pół dnia, aby się uśmiechnęła.
- Dobra. - zaczęłam robić kanapki - Wiesz co? Nie uwierzysz co Ci powiem.
- Mów.
- Raf i Jonatan przylecieli i lecą z nami do Chile. - oznajmiam jej.
- Ojej z 5 lat może dłużej ich nie widziałam. - mówi z uśmiechem, ale po chwili jej uśmiech gaśnie. - Jonatan.. - posmutniała. Ach no tak.. przecież ona z nim zerwała, bo rodzice jej kazali i wyjechali z nią tutaj do Londynu.. Ze mną na szczęście nie straciła kontaktu. Ale od niego odcięła się całkowicie..
- Ej, ale wyjaśniłaś mu potem to wszystko? - pytam.
- Nie, w ogóle straciliśmy kontakt.. A szkoda. Ja nie wiem co moi rodzice mieli do niego i jego rodziców. - odpowiada.
- Wiesz co może w Chile będzie czas na to aby mu wszystko wyjaśnić? - pytam ją.
- Postaram się. - mówi ciepło.
- To super. - uśmiecham się do niej. - A teraz idź do pokoju ogarnij się, pomaluj i ja też tak zrobię. No i lecimy do galerii.
- Serio? Po co? - pyta głupawo.
- Jak to po co? Muszę kupić kosmetyki, bo te mi na miesiąc nie starczą, w dodatku jeszcze jakiś sweterek i czarne trampki. - tłumaczę jej. - A i oczywiście skarpetki i bieliznę. - dodaje po chwili.
Po 20 minutach byłyśmy już gotowe. Szybko pojechałyśmy i poszłyśmy na zakupy.
*2 godziny później*
Przechadzając się po pasażach handlowych, wchodziłyśmy do jednego sklepu i po chwili wychodziłyśmy, ponieważ nie było takich butów jakie ja bym chciała. Wychodząc z Deichmanna zauważyłyśmy chłopaków.
- Ej Kylii dzwoniłaś albo pisałaś do Alexisa, że jedziemy na zakupy? - pyta Mia.
- No coś Ty, po co miałabym mu to pisać? - odpowiadam jej. - Idą tu. Kurwa mać.. - szepczę jej.
- O matko. - również cicho mi odszeptuje.
Chłopcy przywitali się z Mią. Tylko Jonatan odszedł na bok i rozglądał się po galerii.
- Co wy tu robicie? - pyta Alexis.
- My na zakupach. - mówię. - Nie widać? - patrzę się najpierw na Niego, a potem na torby, które mam w ręce.
- A no okey, pomóc Ci z nimi? - pyta.
- Nie, nie trzeba. - odpowiadam mu.
- Ale ja nalegam. - i zabiera mi torby z zakupami.
- Wiesz co, dobrze, że mi torebki przynajmniej nie zabrałeś. - śmieje się z Niego. - Jeszcze muszę znaleźć buty. Także chyba nie będziecie za nami łazić.
- A dlaczego niby? - pytają we trzech jednym głosem.
- Oj nie chcesz wiedzieć. - Mia patrzy na mnie, a potem na chłopaków i obie wybuchamy śmiechem.
- No dlaczego? Kurcze. - pyta Raf.
- Z Kylie kupować buty to jest jakaś masakra. Wyszłyśmy już ze wszystkich sklepów w tej galerii, został tylko Vans. Może coś znajdzie.
- Tak to jest z babami. - mówi Raf.
- Weź, aleś Ty miły braciszku. - biję go w rękę, a on aż piszczy.
- Ała! Kurde zapomniałem, ze Ty jak przywalisz to nieźle boli. - śmieje się.
- Oj i to jak. - dodaje Alexis.
- Co Tobie też już przysoliła? - śmieje sie Raf.
- Dobra chodźmy już. Bo ja chce wrócić do domu. - mówię i ruszamy do sklepu.
*3 godziny później*
Wyszliśmy dopiero ze sklepu. Po długich, ale to bardzo długich namysłach wybrałam czarne vansy. Żadne mi się nie podobały, więc musiałam wybrać te czarne. Mia by mnie zabiła jeśli powiedziałabym, że nie ma tu takich butów.
- Dobra miałaś racje. - Alexis śmieje sie do Mii.
- Ja mam zawsze rację. - mówi do Niego.
- Tak, tak. Następnym razem pojedziecie z nami i zobaczycie jak Mia kupuje buty. - oznajmiam im.
- O nie! - krzyczą Raf i Jon. - Z Tobą już była masakra także dziękujemy. - oznajmia Raf.
Chwilę później wyszliśmy już z galerii. Mia poszła pogadać z chłopakami, a ja zostałam sama z Alexisem.
- To jak będzie w czwartek? - pytam.
- Przyjedziemy po was o 8.00 bo o 9.05 mamy lot. - mówi. - Tylko się nie spóźnij. - upomina mnie.
- Nie spóźnię się. Spokojnie. - uspokajam go.
- Mam taką nadzieję. - mówi. - Jeszcze jedno. Nie boisz się latać samolotami, prawda?
- To znaczy samego lotu się nie boję. Ale wylotu i lądowania tak.
- No dobra to jakoś sobie poradzimy. W samolocie siedzę z Tobą. - oznajmia mi.
- A skąd wiesz, że ja chce z Tobą akurat siedzieć? - pytam go.
- A nie chcesz? - mówi smutnym głosem.
- Chcę, chcę. Żartowałam przecież. - śmieje się z Niego. - Dobra my już jedziemy, bo jestem zmęczona. w czwartek masz mnie obudzić.
- Jak?
- Dzwonić do mnie tyle razy, aż w końcu odbiorę. - uśmiecham się nieśmiało.
- No oki, postaram się. - również się uśmiecha. - No to wołaj Mię i jedźcie do domu. Tylko ostrożnie. - daje mi buziaka w czoło. Uwielbiam jak to robi.
- Miaa!! - krzyczę.
- Już idę. - odkrzykuje i żegna się z chłopakami.
Po 20 minutach byłyśmy w domu, ogarnęłyśmy się i poszyłyśmy spać.
niedziela, 12 lipca 2015
It's all in how you love me
*godzinę później*
Kupiłyśmy sobie po dwie pary nowych spodenek i kilka bluzek. Są śliczne.
- Kylii, chodźmy na obiad bo nie chce mi się nic gotować. - oznajmia mi Mia.
- No dobra, ale szybko bo jest już po 16-tej, a nie chce się spóźnić po raz kolejny. - śmieje się.
- No oki. Co chcesz do jedzenia? - pyta kiedy wchodzimy do restauracji.
- Paelle z kurczakiem. - mówię jej. - I sok pomarańczowy.
- Oki. - poszła zamówić.
Pół godziny później byłyśmy już w domu. Mia zadzwoniła po Jacka, a ja poszłam się przebrać, bo od tych szpilek bolały mnie już nogi. Było ciepło, więc założyłam spodenki, czarne roshe, zwykłą szarą koszulkę i moją ulubioną bluzę. Zabrałam torebkę, pożegnałam się z Mią i wyszłam z mieszkania. Po 15-nastu minutach byłam już w parku. Jest godzina 18.15 nie ma go.. Zaczęłam się niepokoić, postanowiłam, że poczekam jeszcze 5 minut. Jeśli nie przyjdzie wrócę do domu. Minęło 5 minut, nie przyszedł. Więc wstałam z ławki i poszłam sobie w stronę mojej kamienicy. Nagle ktoś zamknął mi dłońmi oczy. Przestraszyłam się. Odepchnęłam się od niego z całej siły łokciami. Krzyknął "kurwa, ała!". Odwróciłam się a na przeciwko mnie stał zgięty w pół Alexis. Śmieszył mnie ten widok, ale tego nie okazywałam. Obraziłby się.
- Ojeju przepraszam. Nie wiedziałam, że to Ty. - patrzę na niego z troską.
- Ale masz pary w łokciach. Nieźle. - mówi. - Chciałem Ci zrobić niespodziankę.
- Niespodziankę? Debilu ja myślałam, że to jakiś gwałciciel! - besztam go. - Ten park nie należy do najbezpieczniejszych!
- Dobra przepraszam. Chodź. - podaje mi rękę.
- Gdzie? - pytam.
- Do samochodu. Jedziemy do mnie. Mam dla Ciebie prezent. - śmieje sie.
- Okey. - podałam mu swoją dłoń i poszliśmy. Po 15-nastu minutach byliśmy już na parkingu gdzie stało Jego Audi. - Wiesz co? Ty chyba nie jesteś w stanie prowadzić. - mówię mu.
- No niestety chyba nie. Tak mnie bolą żebra. - mówi.
- Biedactwo. To może ja poprowadzę. - wyskoczyłam z propozycją. - Prawo jazdy mam nie od dziś.
- No dobra, tylko nie popsuj mi go. - ostrzega mnie.
Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłam go i odjechaliśmy. Kiedy byliśmy już na autostradzie, dodałam gazu, aż wbiło nas w fotele.
- Co Ty robisz?! - pyta przestraszony. - Chcesz nas zabić?!
- Alexis, nie przesadzaj, jesteśmy na autostradzie! - krzyczę na Niego w ogóle nie patrząc na Niego. Licznik przekroczył 200 km/h.
- Zwolnij, chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu. - mówi zdenerwowany. Zignorowałam jego prośbę i jechałam dalej w tym samym tępię. Dojechaliśmy do jego willi o wiele szybciej niż wcześniej, kiedy tu byłam.
- Wpisz kod. - burczy Alexis.
- Przecież nie znam kodu. Jak mam go wpisać? - pytam poirytowana.
- Rok mojego urodzenia. - mówi. - 1988 - dodał. Wpisałam kod i wielka brama się otworzyła. - Wjedź do garażu. - nakazuje mi. Wjechałam, zgasiłam pojazd i wyszliśmy z Niego. A następnie udaliśmy się do domu. Alexis zachowywał się jak rozwydrzone dziecko, bo coś nie poszło po Jego myśli. Zirytował mnie tym.
- Weź się już ogarnij. Przecież nic się nie stało. Żyjemy. Lubie szybką jazdę i nic na to nie poradzę. - burczę. A on siedzi z rękami skrzyżowanymi na piersi z miną oburzonego 10-latka.
- No może i tak. - wreszcie się odzywa.
- A czy mógłbyś oddać mi mój łańcuszek? - pytam. - Dostałam do od Mii jest dla mnie bardzo ważny. - dodaje po chwili.
- Dobrze. - wyciąga z kieszeni łańcuszek. - Proszę. - podaje mi, a ja chowam go do torebki.
- Dziękuje Ci bardzo. - daje mu buziaka w policzek.
- Powinienem częściej znajdywać Twoje rzeczy. - mówi, uśmiechając się uwodzicielsko. - Chcesz coś zjeść? - pyta.
- Nie, ale mógłbyś mnie poczęstować ciastkami jeśli masz. - mówię.
- Poczekaj, zaraz przyniosę. - wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z wielkim talerzem ciastek - Proszę bardzo, moja kucharka je upiekła. - zjadłam jedno ciastko, było pyszne! Po kilku minutach był już pusty talerz.
- Jakie dobre. - mówię na głos. - Od kiedy masz swoją prywatną kucharkę?
- Od dawna. Jakoś muszę sobie sam radzić. - uśmiecha się cierpko. - Proszę. - podał mi kieliszek wina. - To co robimy?
- Jeśli Ci to odpowiada, to możemy obejrzeć jakiś film. - proponuje.
- A jaki?
- Trzy metry nad niebem. - mówię z uśmiechem. Uwielbiam ten film.
- No skoro chcesz. - uśmiechnął się i włączył film. Usiedliśmy na kanapie, przytuliłam się do Niego, on objął mnie i oglądaliśmy film.
- No to czas się umyć i spać. - oznajmił mi kiedy skończył się film.
- Umyć się i spać? - pytam ze zdziwieniem. - Nie odwieziesz mnie?
- Jest już późno, zresztą wypiłem. - uśmiecha się szyderczo.
- Dobra, niech Ci będzie. - burczę. - To mam tutaj spać? - zerkam na kanapę.
- Nie. - mówi. - Ze mną. - dodaje szybko
- Z Tobą? - irytuje się.
- Przeszkadza Ci to? Przecież już raz ze mną spałaś i nie przeszkadzało Ci to. - robi mi wyrzuty.
- Weź przestań. - burczę. - Dobra, mogę z Tobą spać, tylko pod jednym warunkiem. Nic nie robimy. -
Alexis zaczyna się śmiać. Chyba śmieszy go moja powaga. Cóż no trudno.
- Dobrze, na te rzeczy przyjdzie czas. - śmieje sie jeszcze głośniej i sprawia, że i ja zaczynam się śmiać. - Dobra, a teraz idź pod prysznic.
Udałam się do łazienki. Jejku jaka ona jest taka wielka. Jest w niej ogromne lustro, kabina prysznicowa, wielka wanna, sedes, i duża masywna umywalka. Obok stoi szafka, zajrzałam do niej. Stało w niej mnóstwo żeli i szamponów. Wzięłam pierwszy lepszy szampon i żel i poszłam się wykąpać. Wyszłam z kabiny, wytarłam się założyłam swoje bokserki i owinęłam się ręcznikiem, a włosy rozczesałam jego grzebieniem i związałam w kucyka. Podeszłam do umywalki i zmyłam resztki makijażu. Postanowiłam też umyć zęby. Chyba się nie obrazi jeśli użyję Jego szczoteczki. Kiedy ogarnęłam się już, zrobiłam porządek w łazience i zabrałam swoje rzeczy. Weszłam do sypialni i położyłam je na krześle, które stało w rogu. Alexis chyba usłyszał, że wyszłam z łazienki i poszedł się umyć. Kiedy się mył stanęłam przy oknie i przyglądałam się niebu i gwiazdom. Zaczęłam rozmyślać jakby to było gdybym była z nim. Ciekawe czy takie życie u Jego boku byłoby ciężkie? Tyle rzeczy przychodzi mi na myśl. " Ty głupia idiotko, jak mogłoby być ciężkie, skoro ma tyle forsy! " mówi mi moja podświadomość. No, ale przecież pieniądze się nie liczą, ważniejsze jest to jaki człowiek jest. Ciekawe czy ma swoją ciemną stronę. Muszę coś z Niego wyciągnąć. W końcu jestem psychologiem więc dam radę.
- I jak tam? - przerywa moje przemyślenia.
- Dobrze. - odwracam się do Niego. A on stoi w samym ręczniku. - Ale Ty masz mięśnie.
- Dzięki, o ile to komplement. - śmieje sie.
- No komplement. - uśmiecham się do Niego. - Wiesz, nie mam się w co ubrać. - skarżę się.
- Poczekaj, coś na to zaradzimy. - wyszedł do garderoby i przyniósł mi koszulkę. - Proszę, taką znalazłem idź załóż sobie i połóżmy się spać. - podał mi koszulkę, odwinął mój ręcznik i założyłam Jego koszulkę. Powiesiłam ręcznik na grzejnik i położyłam się obok niego. Zgasił światło i chyba usnął, a ja leżałam obok Niego i przekręcałam się z boku na bok. Nie mogłam usnąć.
- Alexis - szepczę.
- Co? - odszeptuje.
- Nie mogę usnąć.
- Przysuń się. - mówi głośniej i stanowczo. Przysunęłam się do Niego. - Użyłaś mojego ulubionego żelu i szamponu. - dał mi buziaka w czoło i przytulił do siebie. Usnęłam.
*następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słoneczne padające na sypialnie. Otworzyłam oczy, widzę śpiącego Alexisa obok siebie. Przecieram swoje zaspane oczy, ciągle mi się wydaje, że mi się to śni. Jej to jednak nie jest sen. Podniosłam się, choć było to ciężkie do zrobienia, bo Alexis strasznie mocno mnie objął. Opadłam na poduszkę. On jeszcze spał, więc miałam czas, aby mu się poprzyglądać. Kiedy spał wyglądał tak bezbronnie. Jego włosy były w nieładzie. Chyba tylko ja widziałam go w takim stanie, poza Jego byłymi dziewczynami. Znowu przerywa moje przemyślenia. Tym razem budząc się. Uśmiecha się do mnie znacząco. Leżałam trochę wyżej od Niego więc oparł się na łokciach i pocałował mnie namiętnie.
- Hej, jak się spało? - pyta troskliwie.
- Cześć, świetnie. - odpowiadam mu z uśmiechem. - A Tobie jak się spało?
- U Twego boku super, jak z nikim innym. - wow, to takie słodkie.. Przytuliłam się do Niego i leżeliśmy sobie tak wtuleni w siebie. - Najwspanialszy poranek w moim życiu... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek do drzwi. - Kurde. Idę otworzyć. - powiedział i wyszedł w samych boksekach, tak jak spał. Włosy trochę poprawił. Przez dłuższą chwilę nie wracał, więc postanowiłam zejść na dół i sprawdzić, kto go odwiedził. Zeszłam na dół i słyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Siedzieli w jadalni przy stole. Weszłam do jadalni i im przerwałam.
- Dzień dobry. - powiedziałam do grubszego Pana siedzącego naprzeciwko Alexisa.
- Cześć. - powiedział ciepłym głosem. - No Sanchi nie chwaliłeś się, że masz nową dziewczynę.
- Bo jej nie mam. - burczy do tego mężczyzny.
- No to kim jest ta śliczna dziewczyna stojąca koło Ciebie? - pyta zdziwiony. A Alexis spogląda na mnie, a potem na brata. Chyba nie wie co powiedzieć.
- Kimś.. - przerywa. - Kimś ważnym. - dodaje.
- Alexis się zakochał, hahah. - śmieje się z Niego.
- Zamknij się. - widzę, że Alexis jest zdenerwowany.
- Przedstaw mi ją może. - proponuje mu grubszy mężczyzna.
- Kyli to Humberto, mój brat. - wow poznałam Jego brata.
- Kylie - mówię cicho.
- Humberto. - odpowiada z uśmiechem i podaje mi rękę. - Dobra młody ja się będę zbierał. Żegnam, do zobaczenia pojutrze na lotnisku. - pożegnał się i wyszedł z domu.
- Jeśli, coś źle zrobiłam to przepraszam. - mówię smutnym głosem.
- No coś Ty. Zrobisz mi śniadanie? - pyta.
- Zrobię, a Ty idź się ubrać bo, jak znowu będziesz mieć niezapowiedzianego gościa?
- Dobrze już idę. - śmieje sie. A ja idę do kuchni i robię omlety. Gdy zrobiłam śniadanie, do jadalni zeszedł Alexis, założył niebieską koszulkę i czarne spodenki.
- Proszę bardzo. - podaje mu talerz z jedzeniem.
- Jakie dobre! - chwali mnie. - Kiedyś będziesz mi tak gotować. - śmieje się.
piątek, 10 lipca 2015
I'm so happy
Piik Piik Piik
Budzik obudził mnie wcześnie rano. W końcu muszę jechać do biura, aby przekazać projekty szefowi. Nie chce mi się. Pośpiesznie idę do łazienki, żeby wziąć prysznic i od razu idę do kuchni. Siedziała w niej Mia, co było bardzo dziwne, bo zawsze ja wstaje przed nią.
- Hej, co Ty tak wcześnie wstałaś? - pytam.
- Hej, idę na 8 do pracy. - odpowiada mi.
- Po co? Przecież Ty zawsze chodzisz na 10 - mówię zdziwiona.
- Ale muszę wyprosić szefa o miesięczny urlop, głupku. - śmieje się.
- Och, a no tak. Kurde, ja też muszę z nim o tym porozmawiać. - mówię. - Mam prośbę do Ciebie.
- Jaką?
- Czy pożyczysz mi samochód, bo nie chcę się spóźnić. - proszę ją.
- No dobra, tylko będziesz musiała mnie zawieść do pracy.
- Okey, okey.
- O której kończysz? - pyta.
- O 14.15 powinnam, a co?
- To przyjedziesz po mnie i jedziemy na zakupy. W końcu musimy kupić coś na wyjazd, prawda? - śmieje się.
- O to dobry pomysł. Ale muszę być o 17 w domu, żeby się ogarnąć. - oznajmiam jej.
- Oki. Nie ma sprawy.
Po zjedzonym śniadaniu, poszłam się ubrać. Założyłam czarną sukienkę, z rozkloszowanym dołem, czarny żakiet i moje szpilki. Usiadłam przy toaletce i patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądam jeszcze gorzej niż po tamtej imprezie. Postanowiłam, że nałożę na siebie dobrze kryjący podkład i narysuje sobie cienkie kreski. Kiedy skończyłam malować rzęsy, zadzwonił mój telefon. To szef, od razu odebrałam.
- Dzień dobry Pani Jonson.
- Witam.
- Będzie Pani dzisiaj w pracy? Przywiezie Pani projekty?
- Tak,
- No to super. Dzwonie do Pani, aby Panią poinformować, że o godzinie 10.00 mamy ważne spotkanie i Pani musi w nim uczestniczyć.
- Dobrze.
- W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - rozłączam się. Ciekawe co to za spotkanie. Oj tam dowiem się potem. Przez telefon szefa zapomniałabym pomalować usta i się uczesać. Związałam sobie włosy w kucyka. W sumie jest on niewielki, ponieważ mam strasznie krótkie włosy. Wyszłam z pokoju, zawołałam Mię i pojechałyśmy. Podwiozłam Mię i pośpiesznie pojechałam do pracy. Kiedy weszłam do ogromnego budynku agencji, wszyscy ciepło mnie przywitali, co było bardzo dziwne, bo nie było mnie tu tylko ponad tydzień. Cóż, to było miłe. Wsiadłam w windę i pojechałam na ostatnie piętro i skierowałam się do mojego gabinetu. Siedziała w nim Stella moja współpracowniczka.
- Hej kochana, co tam słychać, projekt skończony? - wita mnie.
- Hej, tak skończony. Wszystko w porządku, a u Ciebie? - odpowiadam.
- A dobrze, słyszałam, że robiłaś projekt dla tego przystojnego piłkarza. Jaki on jest? - pyta, w jej oczach widać ciekawość. Zawsze jest taka ciekawska, to irytujące.
- Normalny. - prycham.
- Okey..- miała coś mówić, ale zadzwonił do mnie telefon z recepcji. Odbieram.
- Słucham.
- Kylio zejdź na dół kurier do Ciebie. - mówi do mnie Irina.
- Dobra, już idę. - odpowiadam i rozłączam się. Pośpiesznie wyszłam i wsiadłam do windy, po kilku minutach byłam już na dole. Podeszłam do recepcji i przeżyłam szok, kurier trzymał wielki bukiet białych róż.
- Dzień dobry. - witam kuriera ciepłym uśmiechem.
- Dzień dobry, czy Pani to Kylie Jonson? - on również odwzajemnia uśmiech.
- Tak.
- Więc proszę tutaj podpisać. - pokazuje wyznaczone miejsce, a ja podpisuje. - Dziękuje bardzo, miłego dnia. - żegna mnie z uśmiechem.
- Dziękuje i wzajemnie. - ja tez odwzajemniam uśmiech. Przyglądam się kwiatom.
- Ojej od kogo to? - pyta podekscytowana.
- Nie wiem. - odpowiadam z uśmiechem i idę do windy. Wchodzę do gabinetu, ale Stelli w nim nie ma. Całe szczęście, bo za chwilkę by zaczęła się wypytywać od kogo to i dlaczego. Wyciągnęłam karteczkę, która była przyczepiona do kwiatów, a na niej było napisane :
* dwie godziny później *
Spotkanie się kończy i wychodzimy z sali. Gdy jestem w drzwiach, ktoś łapie mnie w tali. Momentalnie się odwróciłam, nie był to nikt inny jak Alexis.
- Ślicznie wyglądasz, podobały się kwiaty? - mówi uwodzicielskim głosem.
- Dziękuje. Bardzo mi się podobały. - odpowiadam i odchodzę szybko.
- Zaczekaj chwile. - mówi, a ja się odwracam. - Słuchaj, powiedziałem Twojemu szefowi, żeby dał Ci urlop za to, że tak dobrze poradziłaś sobie z projektem. Zgłoś się teraz do niego i powiedz mu od kiedy chcesz ten urlop.
- A kiedy my mamy wylecieć? Zresztą skąd wiesz, że w ogóle lecimy? - trzymam go w niepewności. A on stoi przede mną zdziwiony. Myślał, że moja odpowiedź będzie inna. - Żartowałam. Lecimy z Tobą, głuptasie. - uśmiecham się do Niego. - No to od kiedy mam wziąć ten urlop?
- Od 6 czerwca, bo 7-ego lecimy. - odpowiada.
- Dobrze, w takim razie do zobaczenia. - idę do gabinetu szefa.
- Do zobaczenia. - odpowiada i kieruje się w stronę windy.
Chwile później wyszłam z gabinetu szefa. Na szczęście nie zdenerwował się z powodu mojego urlopu. Poszłam do gabinetu po kwiaty, zjechałam windą na dół i pojechałam samochodem Mii po nią.
- Hej.Dostałam urlop! - Wykrzykuje kiedy wsiada do auta.
- Hejka. ja też. - odpowiada. - Od dzisiaj, aż do 10 lipca.
- Ojej jak super! - mówię jej. - Wiesz musimy jeszcze pojechać do domu.
- A po co? - pyta.
- Odwróć się. - Mia odwraca się. - Musimy je zawieść do mieszkania, żeby nie zwiędły.
- Wow, jakie śliczne! Okey, okey. To jedziemy. - i pojechałyśmy do domu.
środa, 8 lipca 2015
He knows everything
Tydzień później..
Jest godzina 13.00 , właśnie skończyłam sprzątać mieszkanie. Siadłam i zaczęłam odpoczywać, oglądając TV. Mia wchodzi do salonu. Widać, że wczoraj popiła.
- I jak tam? Boli głowa? - pytam z troską.
- I to jak.. Ale warto było! - odpowiada. - Mówiłam, żebyś szła z nami.
- Nie, wolę nie ryzykować. Mogłabym znowu przespać się z jakimś mężczyzną, a potem okazałby się moim klientem. - mówię ze złością.
- No dobrze, nie oburzaj się tak. - uspokaja mnie. Wraca do pokoju, a ja dalej oglądam TV. Jest już 20 min po 14, a Alexis jeszcze się nie zjawił. Zawsze jest taki punktualny. Ale gdyby mu coś wypadło, to by napisał, albo zadzwonił. Ponownie wróciłam do oglądania. Minęło pół godziny i zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał uśmiechnięty Alexis.
- Cześć. - przywitał się.
- Hej, myślałam, że już dzisiaj nie przyjdziesz.
- Przepraszam coś mi wypadło ważnego. - tłumaczy.
- Okey, nie musisz się tłumaczyć. Chodź do kuchni. - nakazuje mu. Posłusznie idzie za mną i siada przy stole.
- Czego się napijesz? - pytam.
- Kawy. Padnięty jestem po dzisiejszym dniu. - odpowiada.
- Oki, a co dzisiaj robiłeś? - nie wiem dlaczego o to zapytałam.
- Byłem na treningu, a potem musiałem załatwić kilka ważnych spraw.
- Oki, proszę. - podaję mu kawę. - Poczekaj, przyniosę projekty z pokoju.
Po chwili przychodzę z projektami. Siadam obok niego i omawiamy wszystko. Do kuchni wchodzi Mia.
- Siema - wita się z Alexisem jak ze swoim kumplem.
- Siema - wita ją ciepło i podaje jej rękę. - Jakaś niewyraźna jesteś, kaca masz.
- Oj trochę wczoraj pobalowałam, ale warto było. - opowiada mu.
- Ja po ostatniej imprezie spędziłem noc z jakąś dziewczyną, której nie znam. - mówi, Mia spogląda na mnie, a ja robię się czerwona jak burak. - A następnego ranka jej już nie było.
- Cóż za ironia losu. Kylii też, nie chce chodzić na balety po ostatniej imprezie, a wyrwała naprawdę zajebistego przystojniaka.
- Zamknij się. - mówię zdenerwowana i patrze na nią chłodnym wzrokiem. Na szczęście Alexis tego nie widzi bo jest zwrócony w stronę Mii.
- Dobra Kylii nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi. - mówi Mia, aby ostudzić sytuację. - A tak w ogóle to znalazłaś swój łańcuszek? - o cholera! Po co ona o to spytała jeszcze przy nim. Zapomniałam jej powiedzieć, że jest u niego w sypialni.
- Nie. - mówię cicho. - Dobra Mia idź już stąd, bo omawiamy tutaj sprawy związane z ogrodem.
Mia wyszła z kuchni, a my wróciliśmy do omawiania. Po godzinie skończyliśmy.
- Zawołaj swoją przyjaciółkę tutaj. - mówi Alexis.
- Po co? - pytam zdziwiona.
- Mam wam coś do zaproponowania. - oznajmia mi.
- No dobra. - mówię. - Mia! - krzyczę na całe mieszkanie, a ona przychodzi do kuchni.
- No więc, mam dla was propozycję. - mówi.
- Jaką? - pytam od razu.
- No więc 11 czerwca zaczyna się Copa America. Wiecie co to?
- No tak. Bodajże Chile jest teraz gospodarzem. - mówię.
- No właśnie, no to jeśli oczywiście chcecie, to mam dla was bilety na każdy mecz Chile, w specjalnej trybunie dla vipów. - uśmiecha się. - Chciałybyście polecieć?
- Jasne, że tak! - wykrzykuje Mia.
- A ty Kylio chciałabyś pojechać? - pyta.
- Muszę nad tym pomyśleć, jutro dam Ci odpowiedź, okey? - odpowiadam.
- Okey. Odprowadzisz mnie?
- Jasne. - mówię z uśmiechem.
Wychodzimy z kamienicy, Alexis się zatrzymał.
- Chodź ze mną na spacer, tutaj obok jest park. Proszę, musimy porozmawiać. - mówi, w jego oczach widać podekscytowanie.
- Czy to takie ważne? - pytam.
- Tak i to bardzo. - mówi.
- No dobra skoro to ważne to idziemy.
- Więc chodź - podaje mi rękę i idziemy. O matko Alexis Sanchez idzie, ze mną za rękę. Jejku to dziwne, bardzo dziwne uczucie. Czuję się taka podenerwowana. Ciekawe o czym chce porozmawiać. Po piętnastu minutach byliśmy już w parku. Usiedliśmy na ławce.
- To Ty jesteś tą dziewczyną z klubu. - oznajmia mi od razu.
- Nie wiem o co Ci chodzi. - odburkuję.
- Jak to nie wiesz? Myślałaś, że Cie nie poznam? Ten łańcuszek był Twój. Dokładnie go obejrzałem, na motylku były wyryte Twoje inicjały "KJ". - wyjmuje łańcuszek z kieszeni i pokazuje mi. - Zresztą rozpoznałem Cie po Twoich oczach, tamta dziewczyna miała takie same. Też takie śliczne i brązowe. - mówi zdenerwowany. A ja siedzę i patrzę na Niego i nie mogę nic powiedzieć, - I co teraz będziesz milczeć? Dlaczego od razu mi się nie przyznałaś? Gdybym, nie poszedł do tej agencji to nigdy w życiu bym Cię już nie spotkał. Dzięki Bogu, Twój szef wyznaczył Ciebie, do współpracy ze mną. - przerwał i popatrzył mi w oczy. Są takie cudowne. - Zależy mi na Tobie, mam nadzieje, że weźmiesz to pod uwagę. I liczę, że zgodzisz się na ten wyjazd do Chile. - dodaje.
- J-a.. Ja nie wiem co powiedzieć. - wstaje i odchodzę. Natomiast Alexis łapie mnie za rękę, przyciąga do siebie i słodko całuje.
- Chodź, odprowadzę Cię do domu. - mówi z troską.
- Sama sobie poradzę, znam drogę do domu. - burczę i odchodzę.
Po 10 minutach jestem już w mieszkaniu, nie zważając na to, że Jack jest w salonie, biegnę do swojego pokoju, kładę się na łóżku i płaczę. Jack zauważył mnie i zawołał Mie, pożegnali się i Jack opuścił nasze mieszkanie, a Mia przyszła do mojego pokoju.
- Kylii słonko co się stało? - pyta.
- On.. - dukam, - On wie o wszystkim, powiedział mi, że mu na mnie zależy i że chciałby abym pojechała do Chile z Tobą.
- Jeju to super. Dlaczego niby płaczesz? - pyta zdziwiona.
- Ja nie wiem..
- Nie płacz kochana wszystko będzie dobrze. Napisz mu, że chcesz się z nim spotkać i lecimy podbijać Chile! - śmieje się. Napisałam Alexisowi SMS. Nie odpisał mi. W sumie mi też na nim zależy i to bardzo. Kiedy kładłam się spać dostałam SMS " SPOTKAJMY SIĘ JUTRO W TYM SAMYM MIEJSCU, GDZIE BYLIŚMY NA SPACERZE, BĘDĘ CZEKAŁ O 18.00 DOBRANOC. "
wtorek, 7 lipca 2015
Touch me like you do
Po niecałej godzinie byliśmy już na miejscu. Alexis wpisał jakiś kod i wielka, masywna, biała brama się rozsunęła. Jego dom był ogromny i chyba najładniejszy jaki kiedykolwiek widziałam. Ze zdziwienia otworzyłam buzię. W sumie wtedy w nocy byłam tak pijana i nic nie pamiętałam. Zarumieniłam się na wspomnienie tego.
- Kylio czemu się tak rumienisz? - wyrwał mnie z namysłów.
- Nie wiem.- dukam - ten dom jest śliczny.
- Podobny miałem w Barcelonie. Chciałbym tam wrócić, co prawda jestem tutaj tylko 10 miesięcy. Podoba mi się tu, mili ludzie i w ogóle. Ale nie ukrywam, że tęsknię za Barceloną. - opowiada.
- A najbardziej tęsknisz za przyjaciółmi. - dodaje.
- Tak i to bardzo, w ciągu 4 lat bardzo się do nich przywiązałem. Leo, Raf, Ney i w ogóle cały zespół są wspaniali. Można im zaufać. - w jego oczach widać smutek. - Dobra nie ma co się rozczulać, choć pokażę Ci dom i powiem Ci co chciałbym w nim tutaj zmienić. - dodaje z optymizmem.
- No dobra.
Wchodzimy do domu. Jest śliczny. Oprowadza mnie po każdym pokoju. Weszliśmy do sypialni. Na białej komodzie leżał złoty łańcuszek z motylkiem. Od razu przykuł on moją uwagę. To był mój łańcuszek, myślałam, że go zgubiłam.
- To łańcuszek tej dziewczyny. - oznajmia. - Pewnie go zostawiła jak uciekała.
- Och. - nie wiem co powiedzieć.
- No dobrze tutaj jest dobry widok na ogród, więc widzisz w jakim jest stanie. Chciałbym go zmienić.
- Postaram się. Muszę zrobić projekt, zajmie mi to około 5-6 dni. Chyba, że chciałbyś wcześniej to mogę się postarać zrobić go wcześniej. - mówię.
- Okey, to za tydzień widzimy się tutaj? - pyta.
- Jeśli chcesz, - odpowiadam.
- Mi to jest obojętne.
- Ja bym wolała u mnie, bo te projekty są ciężkie. - oznajmiam mu,
- To za tydzień o 14.00 przyjadę je obejrzeć.
- Oki, czy możesz mnie odwieść do domu?
- Jasne, że tak. Chodź. - prowadzi mnie do garażu.
Wyjeżdżamy. Gdy jesteśmy już w drodze Alexis pyta :
- Dlaczego akurat architektura?
- Lubie to po prostu. - odpowiadam mu zdecydowanie.
- A skończyłaś jakąś szkołę związaną z tym?
- Nie. - mówię cicho. - Jestem po studiach związanych z psychologią oraz resocjalizacją.
- Resocjalizacją? - jest zdziwiony.
- Tak, praca z trudną młodzieżą. - opowiadam.- A Ty dlaczego zdecydowałeś się na piłkę?
- To długa historia.- przez jego twarz przebiega cień tajemniczości.
- Okey. - rzucam obojętnie. Dojechaliśmy właśnie do mieszkania.
- No to do zobaczenia za tydzień. - mówi z uśmiechem.
- Do zobaczenia. - odpowiadam również z uśmiechem i wysiadam z samochodu.
Idąc w stronę kamienicy spotykam Marca.
- Hej Jonson, idę do Ciebie na kawę. - oznajmia mi przytulając mnie na powitanie.
-Hej. No dobra. - odwzajemniam uścisk. Ale usłyszałam odjeżdżający samochód. Uświadomiłam sobie, że Alexis dopiero odjechał i widział to. Ciekawe co sobie pomyśli. W mojej głowie pojawiły się jakieś wyrzuty sumienia. Kurde dlaczego?
Po chwili weszliśmy do mieszkania.
- Siadaj, zaraz zrobię kawę. - pokazuje na krzesło przy stole w kuchni.
- Dobra. Co to za Audi R8? Z kim się tak wozisz? - pyta.
- Z piłkarzem. - robię sztuczny uśmiech.
- Jakim?
- Alexisem.
- Tym Alexisem Sanchezem? - pyta zaskoczony.
- Tak.
- Wow Kylii to masz powodzenie. - śmieje się.
- Jakie powodzenie? HAHAH To tylko mój klient, projektuje mu ogród. - oznajmiam mu.
- A no to chyba że.
Kiedy tak rozmawiamy przy kawie, do mieszkania przychodzi Mia.
- Hejka wszystkim,
- Hej. - odpowiadamy jednym głosem.
- Kylii jak tam z tym Twoim alvaro? - pyta się przyjaciółka.
- HAHAH on nie jest mój - mówię jej.
- Dobra przecież wiesz, że sobie żartuje. - uspokaja mnie.
- Ja już będę się zbierał. - oznajmia Marc.
- Oki, pa.
- Pa.
Kiedy wychodzi postanawiam siąść do pracy. Przerywa mi dźwięk przychodzącego SMS. Spoglądam na na wyświetlacz. Alexis. Od razu odczytuje. " PRZEPRASZAM JEŚLI PRZESZKADZAM CI W PRACY NAD PROJEKTEM ZWIĄZANYM Z OGRODEM. ZŻERA MNIE CIEKAWOŚĆ, WIĘC MUSIAŁEM NAPISAĆ. CZY TEN CHŁOPAK Z KTÓRYM SIĘ PRZYTULAŁAŚ, ŁĄCZY WAS COŚ? JESTEŚCIE PARĄ? LICZĘ, ŻE SIĘ NA MNIE NIE OBRAZISZ ZA TO. XX A. :* :) "
Po chwili odpisuje mu : " ALEŻ SKĄDŻE, NIE PRZESZKADZASZ MI NICZYM. :) NIE, NIE JESTEŚMY RAZEM. ŁĄCZY NAS TYLKO PRZYJAŹŃ. JA TEŻ MAM DO CIEBIE PYTANIE, JAKIE KWIATY LUBISZ? BO ZAPOMNIAŁAM O TO ZAPYTAĆ. :) " za chwilę dostaję odpowiedź : " RÓŻE :)" jestem zaskoczona. Mało jaki chłopak lubi róże. Jestem strasznie zmęczona, biorę prysznic i kładę się spać.