środa, 24 czerwca 2015

Good for You

Piik Piik Piik
Budzę się i idę do łazienki, biorę szybki prysznic i kieruje się do kuchni. Robię sobie jajecznice. Po zjedzonym śniadaniu idę do swojego pokoju. Uruchamiam komputer i włączam swoją ulubioną piosenkę Seleny Gomez - Good for you. Zapominając kompletnie, że moja współlokatorka śpi, włączyłam ją jak najgłośniej potrafię, budząc ją tym.
- Ej jest 9.00 mam dzień wolny i chciałam sobie pospać. Nie przesadzasz troche? - mówi prawie nie przytomna Mia.
- Zobacz jaki tu bałagan! Muszę to posprzątać, zresztą przy okazji posprzątam całe mieszkanie oprócz Twojego pokoju, bo teraz chyba moja kolej.- mówię zadowolona i wyspana.
- No dobra, rób jak chcesz. - śmieje się ze mnie.
Jest godzina 11.30 posprzątałam resztę mieszkania, został mi tylko mój pokój. Po godzinie udaje mi się go posprzątać. Jest dzisiaj strasznie gorąco. Po długich zastanowieniach powstanowiłam, że na ten lunch z Alexisem założę moje ulubione szorty i niebieską bokserkę z napisem " I'M NEVER GIVE UP " pośpiesznie biegnę do łazienki. Jest już po godzinie 12.00 , a ja dopiero kończę się malować, znowu się spóźnię. Słyszę tylko dzwonek do drzwi.
- Mia otwórz, bo jestem w łazience! - krzyczę do niej.
- Dobrze! - mija odkrzykuje otwierając drzwi.
Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Mia stoi jak wryta w drzwiach w samym szlafroku.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry, Pan do kogo?
- Do Pani Jonson. Jest w domu?
- Tak, właśnie wyszła z łazienki. - mówi zdziwiona.
- Kylii chodź tutaj! Ktoś do Ciebie.
- Zaraz przyjdę, muszę znaleźć torebkę! - odkrzykuje jej.
- Zapraszam, w końcu nie będzie Pan tak stał w drzwiach. - wpuszcza Alexisa do mieszkania.
- Już, już. Tylko buty założe. - siadam na podłodze i zakładam moje ulubione conversy. - Kuźwa, znowu się spóźniam, co za głupi tydzień. - burczę pod nosem.
- Nie jest tak źle, nic się przecież nie stało. - mówi z życzliwością i pomaga mi wstać. - Chodźmy.
- Okey.
Wychodzimy z mieszkania i wsiadamy do jego wypasionego Audi R8. Odjeżdżamy z pod kamienicy. Zatrzymujemy się na czerwonym świetle.
- Gdzie jedziemy? - pytam.
- Do The River Café. - odpowiada skoncentrowany na drodze. 
- Wooow. -  przyglądam się mu z uwagą i tylko tyle udaje mi się wydobyć z ust. 
- Byłaś tam kiedyś? - pyta mnie.
- Nie, nie stać mnie na takie luksusy. - śmieje się. 
- No dobrze. - na jego twarzy pojawia się uśmiech, najwyraźniej jest rozbawiony moją odpowiedzią. 
Kiedy pojawia się zielone światło, Alexis dodaje gazu i jedziemy bardzo szybko. Podoba mi się to! Spoglądam na niego z uśmiechem, a kiedy on spogląda na mnie odwracam wzrok w inną stronę. Po 10 minutach dojeżdżamy do tej luksusowej restauracji. 
- Chyba mój ubiór nie jest odpowiedni do tych luksusów. - mówię z rezygnacją. 
- Nie gadaj głupot, wygląda Pani dobrze. - pociesza mnie. 
Wchodzimy do restauracji i siadamy przy stoliku . Podchodzi do nas kelnerka, na widok Alexisa od razu policzki jej purpurowieją. 
- Dzień dobry Państwu, w czym mogę pomóc? - pyta z życzliwością.
- Dzień dobry poproszę paelle z owocami morza. 
- Dobrze, a Pani co by chciała?
- To samo. - mówię półgłosem. 
Młoda Kelnerka odchodzi.
- Mam propozycję. - Sanchi przerywa ciszę między nami.
- Jaką?
- Mówmy sobie po imieniu. - proponuje. - Bo dziwnie się zwracać do Ciebie na Pani. - wyjaśnia.
- To dobry pomysł, mi też głupio zwracać się do Ciebie na Pan. - odpowiadam.
- Alexis. - mówi do mnie.
- Kylie - odpowiadam, a on zaczyna się śmiać.
Kelnerka wróciła, z naszym pysznym jedzieniem.
- Chcą Państwo jeszcze czegoś do picia?
- Może szampana? - Alexis spogląda na mnie.
- Nie, szampana nie, poprosimy sok pomarańczowy. - mówię stanowczo.
- Dobrze. - odpowiada kelnerka i odchodzi.
- Jak to dlaczego szampana nie? - pyta ze zdziwieniem.
- Po pierwsze prowadzisz samochód, nie chce żebyś spowodował wypadek, a po drugie po niedzielnym wieczorze, nie chce mi się pić jakiegokolwiek alkoholu. - o kurde, po co ja to powiedziałam.
- No dobra, ja też popiłem w niedziele, w klubie. A rano obudziłem się w swoim łóżku, a nic w świecie, nie wiem jak się tam znalazłem. - opowiada.
- Ehem, oki. - mówię zakłopotana. Ty debilu ja też nie wiem, jak dostałam się w Twoim łóżku. Krzyczę w myślach. - To jutro zaczynamy pracę, nad planem Twojego domu? - zmieniam temat.
- Tak Kylio. - mówi.
- No dobrze, to o której? - pytam.
- Hmm.. o godzinie 9.00 mam trening, trwa dwie godziny, potem jadę na siłownie, ale chyba jeden raz mogę sobie to odpuścić, więc o 11.30 będę po Ciebie. - odpowiada mi.
- Ale nie musisz po mnie przyjeżdżać, mam adres więc przyjadę sama. - tłumaczę mu.
- Nie lepiej nie, będziesz jechać autobusem, więc dłużej Ci to zajmie, przyjadę po Ciebie. - mówi stanowczo.
- No dobra, niech Ci będzie. - burczę.
Skończyliśmy jeść i udaliśmy się do wyjścia. Alexis otworzył drzwi swojego samochodu, abym wsiadła i odjechaliśmy. Włączył radio, leciała właśnie moja ulubiona piosenka i zapominając o tym, że jestem z nim w samochodzie zaczęłam ją śpiewać. Alexis spojrzał na mnie i zaczął się uśmiechać.
- Jejku przepraszam. To moja ulubiona piosenka. - zaczęłam się tłumaczyć, byłam cała czerwona.
- Spokojnie, nie zawstydzaj się tak, też ją lubię. - pocieszył mnie i też zaczął śpiewać.
Czułam się dzisiaj jakoś bardziej otwarta na niego, niż wczoraj. Dojechaliśmy pod moją kamienice, Alexis wysiadł z samochodu, podszedł do moich drzwi i je otworzył.
- To jutro o 11.30 będę u Ciebie, tylko bądź gotowa. - śmieje się.
- Postaram się. To może ja podam Ci mój numer, żebyś zadzwonił do mnie jak będziesz pod kamienicą? - składam mu propozycję.
- O bardzo dobry pomysł. - podaje mi telefon, żebym wpisała numer. W jego oczach pojawiają się iskierki. - Dziękuje bardzo, na pewno zadzwonie. Narazie. - przytula mnie na pożegnanie.
- Cześć. - odpowiadam i nie odwzajemniam jego uścisku. Stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co zrobić, kiedy odjechał poszłam do mieszkania. W kuchni siedziała Mia.
- Co to za dupa z którą spędziłaś dzisiejszy dzień? - od razu zapytała. A ja siadłam na krześle oparłam ręce o stół i zaczęłam płakać. - Ej Kylii co się stało? - pyta zdziwiona.
- No bo ten chłopak, to mój klient. - jeszcze bardziej zaczęłam szlochać.
- No i co w związku z tym? - pyta jeszcze większym szoku.
- Ten chłopak, z którym tak pobalowałam w niedziele to on, potem znalazłam się z nim w jego mieszkaniu, no i wiesz.. Przecież jak on się dowie, no kurwa! - tłumacze jej wszystko.
- Spokojnie wszystko będzie dobrze! Nie przejmuj się, wiesz co? - pociesza mnie.
- Co?
- Ty mu się chyba podobasz. - oznajmia mi.
- Weź! Nie, nigdy! Ja? On woli modelki i tą całą resztę. - burzę się.
- No nie wiem, nie wiem. Lepiej idź pod prysznic, a potem spać bo nie wstaniesz do pracy.
- On ma po mnie przyjechać o 11.30 - mówię ze złością w głosie.
- A no to chyba, że.
Umyłam się i położyłam. Leżałam pół nocy i myślałam czy on mnie rozpoznał czy nie. O godzinie 8.00 budzi mnie telefon. SMS od Alexisa " PAMIĘTAJ, ŻE BĘDĘ U CIEBIE O 11.30 :) ". Odpisałam mu " PAMIĘTAM, OBIECUJE, ŻE BĘDĘ GOTOWA NA 11.30 XD". Położyłam się i zasnęłam. Wstałam o 11.00 poszłam pod prysznic, pomalowałam się, związałam włosy w kucyka i założyłam czarne rurki i koszule w kratkę. Wzięłam wszystkie materiały potrzebne do pracy i wyszłam z mieszkania. Przed kamienicą stał już samochód Alexisa. Otworzyłam tylne drzwi i położyłam swoje rzeczy, obok jego torby. Wsiadłam do samochodu.
- Cześć. - powiedziałam.
- Hej. - odpowiedział mi i dał buziaka w policzek. I odjechaliśmy...

wtorek, 23 czerwca 2015

Hope for the better

Wpadam do mieszkania. Pierwsze co robię to biegnę do kuchni. Jestem strasznie głodna, nie zdążyłam zjeść. Zaglądam do lodówki, nic tam nie ma. Jest już 13.00 Mia powinna wrócić z zajęć. Zaglądam do salonu a w nim przed telewizorem siedzi Jack. Chłopak Mii i jednocześnie najlepszy kumpel mojego brata Taylora. Nigdy go nie lubiłam, ale jakoś nie okazywałam tego wobec niego.
- Gdzie jest Mia? - pytam zdenerwowana.
- A może by tak 'hej Jacku gdzie jest Mia'? - odpowiada mi szyderczo.
- Jeden chuj, powiedz do cholery gdzie ona jest! - krzyczę na niego.
- Nie denerwuj się tak, złość piękności szkodzi maleńka. Poszła do łazienki zaraz przyjdzie. Tak w ogóle to twój brat chce się z tobą jutro spotkać bo od tygodnia Cie nie widział. - mówi mi łagodnie.
- Nie mam jutro czasu. - burczę.
- Oooo, a z kim się umówiłaś? - pyta zdziwiony.
- A co Cie to obchodzi. - mówię ze złością.
- Nie bądź taka ostra. - śmieje się ze mnie.
Wchodzi Mia.
- Raczyłaś zrobić zakupy? - pytam ją z krzykiem.
- Ups.. zapomniałam. Przyjechał po mnie Jack i zapomniałam. - tłumaczy się.
- Dobra, okey. W takim razie idę po zakupy. Pa.
- Ej Kylii nie denerwuj się na mnie.
Wychodzę z domu zdenerwowana. Najbliższy sklep jest dwie przecznice dalej. Wchodzę do marketu i robię zakupy. Kupuje chipsy, szynkę, chleb, owoce, warzywa i przede wszystkim słodycze. Uwielbiam je. Wychodzę ze sklepu i kieruje się do domu. Strasznie mi ciężko,  na szczęście w połowie drogi spotykam Marca. Mojego sąsiada i zarówno kumpla z liceum.
- Hejka, co Ty taka niewyraźna? - pyta z troską i przytula mnie na powitanie.
- Hejka, wydaje Ci się, po prostu nic jeszcze dzisiaj nie jadłam. - tłumaczę się i odwzajemniam uścisk.
- Daj te siatki pomogę Ci i zaniosę je do Twojego mieszkania.
- No dobrze.
Po 10 minutach docieramy do mieszkania. Marc stawia zakupy na blacie.
- W zamian za pomoc zostań z kawe.
- Dzisiaj nie mogę, wpadnę kiedy indziej.
- No dobrze. Trzymam Cie za słowo.
- Jak zwykle, papa. - śmieje sie i przytula na pożegnanie.
- Papa. - odwzajemniam ten uścisk.
Kiedy Marc wyszedł postanawiam rozpakować zakupy. Wstawiam wodę na herbatę i robię sobie kanapki z Nutellą. Kiedy jem, przypomina mi się, że nie kupiłam picia, Mii nie ma w domu, więc piszę jej SMS " MIA ZAPOMNIAŁAM KUPIĆ PICIA KUP WODĘ I SOK POMARAŃCZOWY JAK BĘDZIESZ WRACAĆ XOXO". Kiedy zjadam kanapki, idę do łazienki i zmywam makijaż.
Mia wraca do domu.
- Kylii, kupiłam wodę i sok! - krzyczy wchodząc do mieszkania.
- Okey. - odpowiadam jej wychodząc z łazienki.
- Co tam słychać? - pyta z troską.
- Może być.
- Jak to może być? - pyta zdziwiona.
- Normalnie, jakoś tak. Zmęczona jestem trochę. Boli mnie głowa po wczorajszym, za dużo wypiłam. Imprezy nie są dla mnie. - śmieję się.
- Oj są, są. Jak tam ten twój nowy klient? - pyta mnie z ciekawością.
- Dobrze. - na moich policzkach pojawiają się rumieńce.
- No dobra, lepiej idź spać bo nieciekawie wyglądasz. - mówi mi z troską.
- Okey, to do jutra, dobranoc. - kieruje się do swojego pokoju.
Panuje w nim istny bałagan. Muszę jutro rano wstać, żeby go posprzątać. Zrzucam z łóżka wszystkie ubrania, jakie na nim leżą. Padam na łóżko i zasypiam.

The heart wants what it wants

Budzę się przecierając zaspane oczy. Podnoszę się i zerkam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Jest 2:20. Co ja tutaj robię? Gdzie ja jestem? Milion pytań przychodzi mi na myśl.. Rozglądam się uważnie po pokoju i przypominam sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Obok mnie śpi umięśniony mężczyzna. Ma potargane ciemnobrązowe włosy oraz wielkie usta i ciemną karnację. Śpi spokojnie, a jego klatka piersiowa unosi się i upada. Kim on jest? Nawet nie wiem jak ma na imię, a spędziłam z nim noc. Nie wiem co mnie poniosło. Gdy tak rozmyślam, On przysuwa się do mnie. Czuję Jego oddech na swoim ramieniu. Nagle przechodzi mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa, dziwnie się czuję. Po chwili wstaję powoli, aby go nie obudzić i ubieram się. Biorę swoje szpilki do rąk i wychodzę po cichu, mówiąc szeptem "ŻEGNAJ" 

Piik piik piik 
Do moich uszu dobiega dźwięk budzika. - Oh shit!- klnę pod nosem. Jest poniedziałek, strasznie boli mnie głowa. Po chwili dzwoni do mnie prezes. odbieram.
- Słucham? Z tej strony Laia Jonson.
- Witam, proszę o wizytę dzisiaj w moim gabinecie o godzinie 10.00 . Żadnych spóźnień, mam ważnego klienta dla Ciebie!
- Dobrze Panie prezesie. - odpowiadam i rozłączam się.
Shit, shit, shit! klnę na cały pokój! Do mojego pokoju wchodzi Mia
- Co jest Kylii? - pyta zdziwiona.
- Muszę jechać o 10.00 na spotkanie, prezes mnie wzywa. Boli mnie tak głowa, że nie chcę nigdzie wychodzić. - odpowiadam jej ze złością.
- Ojojoj kochana nie złość się tak. Widzę, że ostro pobalowałaś wczoraj, wyrwałaś takiego przystojniaka, a potem z nim gdzieś zniknęłaś. Co tam się działo? Hmm.. - śmieje się ze mnie.
- Nic.. - mówię zakłopotana, a na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.
- Jasne, jasne. Dobra szykuj się już bo jest 9.00. Bez urazy, ale wyglądasz tragicznie trochę Ci potrwa doprowadzenie się do porządku.
- Cholera! Nie wyrobię się!
Pośpiesznie biegnę do łazienki biorę prysznic, następnie suszę włosy. Jestem strasznie blada, maluję rzęsy i usta na jasno różowy kolor oraz nadaję mojej twarzy koloru prósząc kości policzkowe różem. Wyglądam o niebo lepiej. Zakładam na siebie granatową i obcisłą sukienkę i do tego moje ulubione czarne balerinki. Jestem architektem wnętrz, więc wygląd to podstawa. Włosy natomiast upinam w luźnego koka. Pośpiesznie biegnę na przystanek. Autobus przyjechał z 20 minutowym opóźnieniem. Mam tylko 10 minut, a korki są ogromne. Po 30 minutach docieram na miejsce, pośpiesznie biegnę do gabinetu prezesa. Jest 10.20. Kurwa prezes na pewno mnie wyleje! Gdy tam wchodzę, czeka już na mnie wraz z moim nowym klientem.
- Czekaliśmy na panią, Pani Jonson. - mówi prezes.
- Przepraszam za spóźnienie. Korki były okropne. Autobus się spóźnił. Istna masakra! - tłumaczę się.
- No dobrze, nie czas na tłumaczenia. Proszę bardzo o to pani klient.
- Jestem Alexis Sanchez. - podaje mi rękę i patrzy mi w oczy.
- A ja jestem Ky - ky - Kylie Jonson. - dukam.
- A więc omówmy wszystkie szczegóły dotyczące umowy. - wtrąca się prezes i przerywa kontakt wzrokowy nawiązany między mną a "moim" klientem.
Po godzinnym spotkaniu, wychodzę z gabinetu prezesa z wielką ulgą. Cholera! To ten mężczyzna z którym spędziłam wczorajszą noc. Oby mnie nie rozpoznał. Wychodzę z budynku. Kiedy chcę przejść przez przejście, podjeżdża do mnie srebrne audi R8. Z samochodu wychodzi Alexis.
- Podwieźć Panią? Słyszałem, że Pani przyjechała autobusem, a nie wygląda Pani za dobrze. - pyta z uprzejmością.
- Eee.. jeśli nie sprawia to Panu jakiego kolwiek problemu. - odpowiadam drżącym głosem. Podaje mu adres i jedziemy bez słowa. Nagle on przerywa ciszę.
- Długo mieszka Pani w Londynie? - pyta.
- Tak, już kilka dobrych lat. - odpowiadam.
- To bardzo piękne miasto. - mówi zdecydowanie.
- Bardzo.. - odpowiadam mu z szeptem.
- Jest Pani bardzo spięta, mam dla Pani propozycje.
- Jaką? - spoglądam na Niego ze zdziwieniem.
- Skoro mamy razem pracować, to zapraszam Panią na lunch. - proponuje mi.
- O której godzinie?
- Tak około 12.30
- No nie wiem co będę robić o tej godzinie.. - mówię z rezygnacją.
- Proszę Panią bardzo, zależy mi na tym. - spogląda mi prosto w oczy. Widać w nich szczerość.
- No dobrze skoro Pan nalega. - zgadzam się..
- Jutro o 12.00 przyjadę po Panią, dobrze?
- Okey, nie ma sprawy.
- Więc do jutra. - podaję mu rękę i lekko całuje.
- Do jutra. - wychodzę z samochodu i idę do mieszkania.
Dlaczego ja się na to zgodziłam, nie rozumiem samej siebie.. Być może to jego urok osobisty.. W głębi duszy modlę się, aby mnie nie rozpoznał..