I tak mijał dzień, za dniem. Cały czas siedziałam przy nim. Tylko rano gdy Jego mama przychodziła jechałam do domu wziąć prysznic i się przebrać. Codziennie przychodziła Jego rodzina, Raf, Rita, Jon i Mia razem z chłopakami z klubu. Opowiadali mu co dzieje się na treningach i w ogóle. Wierzyli tak jak ja, że on nas słyszy. I tak jak codziennie oni poszli już do domu, a ja zostałam sama.
- Nie ja nie mogę Cię tu tak zostawić. - wróciła się Mia. - Zostaje z Tobą.
- Na prawdę? - zapytałam.
- Tak. - wspominałyśmy stare czasy i opowiadałyśmy o swoich problemach. Nagle poczułam ucisk ręki Alexisa. Spojrzałam na Niego i on zaczął przekręcać się z boku na bok.
- Gdzie ja jestem? - powiedział zachrypniętym głosem.
- Mia wołaj lekarza! Obudził się! - zaczęłam krzyczeć. Spojrzałam na Niego i zaczęłam płakać.
- Dlaczego płaczesz? Kylie co Ty tu robisz? Co ja tu robię? Skąd ja się tu wziąłem? - zaczął wypytywać.
- Bo się obudziłeś. Siedzę jak widzisz. A Ty.. - nie dokończyłam.
- Dobry wieczór Panie Sanchez. Miał Pan wypadek. Na szczęście nic Panu nie jest, będzie Pan musiał zostać jeszcze na kilka dni na obserwacji. - wtrącił lekarz. - Jak to się stało?
- No to jechałem samochodem, a potem poczułem ból i obudziłem się tutaj. - opowiedział trzymając się za głowę.
- Podobno wjechałeś w drzewo.. - powiedziałam.
- Ma Pan świetną narzeczoną. Dzień i noc przy Panu tutaj była. - powiedział lekarz wychodząc. A on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Ymm.. zadzwoniła do mnie Pani i zaczęła mówić, że mój narzeczony miał wypadek. A na recepcji by mnie nie wpuścili do Ciebie. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic nie szkodzi. - odparł. - Dziękuje. A teraz jedź do domu, bo jesteś strasznie zmarnowana.
- Dobrze, Mia chodź. - powiedziałam. - Trzymaj mnie mocno bo nie mam siły w nogach. - wyszeptałam jej. Zeszłyśmy na dwór i pojechałyśmy do domu Alexisa. Była już tam Jego mama.
- Alexis się wybudził. - oznajmiłam.
- Kiedy? - zapytała ze łzami w oczach.
- Pół godziny po tym jak pojechaliście. Jutro po dziesiątej pojedziemy do Niego, dobrze?
- Jasne. - uściskała mnie. - Chodź Mia. - poszłyśmy na górę i zasnęłyśmy.
*następnego dnia*
Obudziłam się, poszłam wziąć prysznic, ubrałam się. Potem zjadłam śniadanie i pojechałyśmy do Niego. Kiedy byłyśmy koło Jego sali usłyszałam jakieś krzyki. Podeszłam bliżej i zobaczyłam nikogo innego jak Laię.
- Nie chciałeś jej zdradzić? W taki razie jej nawymyślałam! Haha a teraz ma Cie w dupie! - zaczęła się drzeć.
- Kobieto daj mi święty spokój. Zdradziłaś mnie, a teraz oczekujesz, że do Ciebie wrócę, bo Kylie mnie nie chce? Ja ją kocham i nie odpuszczę jej sobie. - powiedział spokojnym głosem.
- A wiesz co? To ja przecięłam te głupie przewody hamulcowe! Skoro ja Cię nie mogę mieć żadna nie będzie Cię miała! - wykrzyczała.
- Ty suko! - krzyknęłam i rzuciłam się na Nią. Na szczęście wpadł Raf i Jonatan i mnie od niej odciągnęli.
- Dzwoń po policję! - krzyknął Raf do Humberto. Ten od razu zadzwonił i po kilku minutach byli już na miejscu. Zabrali ją i kazali mi przyjechać wieczorem na komisariat w celu złożenia zeznań. Mama i brat Alexisa razem z Rafem i Jonatanem poszli do bufetu. Zostałam sama wraz z Nim na sali. Usiadłam przy Jego łóżku i zaczęłam płakać.
- Ej nie płacz. - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Dlaczego ja Ci nie wierzyłam? Jaka ja byłam głupia. - wydukałam. - Przepraszam Cię, ja Cię kocham. Wtedy jak powiedziałam, że nie chcę Cie znać, kłamałam. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie masz za co przepraszać, gdyby mi ktoś tak zaczął opowiadać pewnie też bym uwierzył. - odparł. - Ja Ciebie też kocham i to bardzo. Wrócisz do mnie? - po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu. Brakowało mi tego.
- Jasne, że tak! - krzyknęłam i od razu go przytuliłam. Pocałował mnie.
- Uuuu.. - zaśmiał się Gerard.
- O cześć Geri. - powiedziałam. - W takim razie ja was zostawiam, potem przyjdę. - oznajmiłam i wyszłam.
Postanowiłam, że pójdę na spacer. Dawno tego nie robiłam. Chodziłam po pobliskim parku. Usiadłam na ławce i myślałam co mogę zrobić. Muszę chyba na trochę wyjechać. Może Mia, zgodzi się na to.. Mam taką nadzieję. Jutro Alexis wychodzi ze szpitala.. Powiem mu o tym. Z rozmyśleń wyrwał mnie jakiś głos.
- Hej, Ty to Kylie Jonson? - zapytała piętnastoletnia dziewczynka.
- Tak. - odpowiedziałam jej.
- Mogę z Tobą zdjęcie?
- Nie wyglądam najlepiej, no ale cóż. Chodź. - powiedziałam jej.
- Wyglądasz ślicznie. - skomplementowała mnie.
- Dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
- To ja dziękuje, że zgodziłaś się na zdjęcie. - zaśmiała się i mnie przytuliła. Poszłam w stronę szpitala. Udałam się od razu do sali gdzie leżał Alexis. Usiałam koło Niego i gadaliśmy. Późnym wieczorem pojechałam do Jego domu. Opowiedziałam mu o tym co chcę zrobić i zgodził się. Zadzwoniłam do Mii i uzgodniłyśmy kiedy wyjeżdżamy.
I need your love. ♥
niedziela, 9 sierpnia 2015
sobota, 1 sierpnia 2015
Come back to me
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam..
- Czy Pani Kylie Jonson? - zapytała starsza pani.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Dzwonie do Pani ze szpitala. Pani narzeczony miał wypadek. - powiedziała smutnym głosem.
- Co? Jak to się stało? - zaczęłam pytać.
- Proszę przyjechać do szpitala, lekarz wszystko Pani powie.
- Dobrze, a jaki to szpital? - zapytałam, a ona podała mi adres. - Dziękuje bardzo, do widzenia.
Usiadłam ponownie na krześle i zaczęłam płakać.
- Co się stało? - zapytała Rita.
- Alexis w szpitalu. Jadę do niego. - wybiegłam z domu. Poczułam jak ktoś łapie mnie w tali.
- Kylii ja Cie zawiozę. - powiedział Raf.
- A ja dojadę za godzinę. - dodała Rita. Wsiedliśmy do samochodu i szybko odjechaliśmy. Myślałam, że zwariuje w tym samochodzie. W dodatku zaczęły się korki.
- Co dokładnie się stało? - zapytał Raf.
- Nie - nie - nie wiem.. - wydukałam. - Ta Pani powiedziała, że jak przyjadę to lekarz mi wszystko powie. - dodałam. Na szczęście zapaliło się zielone światło, Raf jechał strasznie szybko. Po niecałych piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Raf zaparkował i wbiegliśmy do szpitala.
- Dzień dobry. Przywieziono tutaj Alexisa Sancheza. W jakiej sali on leży? - zapytałam szybko.
- Dzień dobry, jak Pani się nazywa? - odpowiedziała.
- Kylie Jonson.
- A kim Pani dla Niego jest? - zapytała.
- Narzeczoną. - odburknęłam.
- Dobrze, Pan Sanchez leży na OIOM'ie. - odpowiedziała.
- Raf chodź ze mną. - złapałam go za rękę i pobiegliśmy. Po chwili znaleźliśmy Jego salę. Przed wejściem pielęgniarka kazała założyć nam fartuchy. Zrobiliśmy to i weszliśmy do sali. Kiedy go zobaczyłam zaczęłam znowu płakać. Wyglądał masakrycznie. Pobijane ręce głowa zawinięta bandażem. Był podłączony do aparatury. Odwróciłam się i wtuliłam w Rafa dalej płacząc.
- No już kochana spokojnie nie płacz. Jest pod dobrą opieką. Wszystko będzie dobrze. - pocieszał mnie. Objął mnie ramieniem i podeszliśmy do łóżka. Usiadłam na krześle koło niego i złapałam go za rękę. Raf siedział koło mnie. Nagle do sali wbiegła Jego mama.
- Jeju, co mu jest? czemu on się nie rusza? - zaczęła płakać. Była roztrzęsiona.
- Nie wiem. - łzy popłynęły mi po policzku. Raf je wytarł. - Raf zostań tutaj, a ja z Panią Martiną pójdę do lekarza. - oznajmiłam. A on pokiwał głową i wyszłyśmy. Znalazłyśmy pokój lekarza i weszłyśmy do Niego.
- Witam, jestem Kylie Jonson, a to Martina Sanchez. Jestem narzeczoną Alexisa, a ona to Jego mama. Możemy dowiedzieć się co się stało? - zapytałam.
- Witam, nazywam się Jose Rodriguez. Jasne, proszę usiąść. - powiedział ciepłym głosem.
- No to co mu się stało? Stan jest poważny? - zapytałam, a z oczu płynęły mi łzy.
- Miał poważny wypadek samochodowy. Wjechał w drzewo. Ktoś musiał mieszać przy przewodach hamulcowych. - przerwał lekarz.
- Niech tylko się dowiem kto to, to chyba własnymi rękami zabije. - przerwałam mu.
- A jak Jego stan? - Martina zapytała.
- Nie jest źle, teraz tylko czekamy kiedy wybudzi się ze śpiączki. - powiedział ze spokojem lekarz.
- Długo to potrwa? - zapytałam.
- Zobaczymy. Teraz tylko należy czekać. - powiedział i wyszłyśmy z gabinetu.
- Jak ty marnie wyglądasz.. - powiedziała Martina.
- Wydaje się Pani. - odpowiedziałam. - Chodźmy do Alexisa.
- Nie, najpierw pójdziemy kupić Ci coś do jedzenia. - wzięła mnie za rękę i wyszłyśmy ze szpitala. Przed nim stała grupa paparazzi. Robili zdjęcia i pytali o stan Alexisa. Zignorowałyśmy ich i poszłyśmy do pobliskiej restauracji. Zamówiła mi paelle. Zjadłam z niechęcią, choć była bardzo smakowita. Potem znowu poszłyśmy do szpitala i weszłyśmy do sali. Był w niej Raf, Jon i Mia. Od razu rzuciła mi się na szyję.
- Słyszałam o wszystkim. Raf mi opowiedział. Czemu nie zadzwoniłaś? - robiła mi wyrzuty.
- Nie chciałam przerywać wakacji. - sztucznie się uśmiechnęłam. - Zresztą i tak postanowiłam dać mu drugą szansę.
- Oh Kylie.. - przytuliła mnie mocno.
- Słuchajcie ja będę już szła. Jutro z samego rana tutaj będę. Nie zbyt dobrze się czuje. - oznajmiła mama Alexisa. Jon odwiózł ją do domu. A my zostaliśmy z nim. Wieczorem wszyscy pojechali do domu, a ja zostałam z nim sama.
- Alexis, obudź się. Kocham Cię. Dam Ci jeszcze jedną szansę. Tylko się obudź zrób to dla mnie. Wiem, że mnie słyszysz. - ciągle trzymałam Jego dłoń. Nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam.
- Czy Pani Kylie Jonson? - zapytała starsza pani.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Dzwonie do Pani ze szpitala. Pani narzeczony miał wypadek. - powiedziała smutnym głosem.
- Co? Jak to się stało? - zaczęłam pytać.
- Proszę przyjechać do szpitala, lekarz wszystko Pani powie.
- Dobrze, a jaki to szpital? - zapytałam, a ona podała mi adres. - Dziękuje bardzo, do widzenia.
Usiadłam ponownie na krześle i zaczęłam płakać.
- Co się stało? - zapytała Rita.
- Alexis w szpitalu. Jadę do niego. - wybiegłam z domu. Poczułam jak ktoś łapie mnie w tali.
- Kylii ja Cie zawiozę. - powiedział Raf.
- A ja dojadę za godzinę. - dodała Rita. Wsiedliśmy do samochodu i szybko odjechaliśmy. Myślałam, że zwariuje w tym samochodzie. W dodatku zaczęły się korki.
- Co dokładnie się stało? - zapytał Raf.
- Nie - nie - nie wiem.. - wydukałam. - Ta Pani powiedziała, że jak przyjadę to lekarz mi wszystko powie. - dodałam. Na szczęście zapaliło się zielone światło, Raf jechał strasznie szybko. Po niecałych piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Raf zaparkował i wbiegliśmy do szpitala.
- Dzień dobry. Przywieziono tutaj Alexisa Sancheza. W jakiej sali on leży? - zapytałam szybko.
- Dzień dobry, jak Pani się nazywa? - odpowiedziała.
- Kylie Jonson.
- A kim Pani dla Niego jest? - zapytała.
- Narzeczoną. - odburknęłam.
- Dobrze, Pan Sanchez leży na OIOM'ie. - odpowiedziała.
- Raf chodź ze mną. - złapałam go za rękę i pobiegliśmy. Po chwili znaleźliśmy Jego salę. Przed wejściem pielęgniarka kazała założyć nam fartuchy. Zrobiliśmy to i weszliśmy do sali. Kiedy go zobaczyłam zaczęłam znowu płakać. Wyglądał masakrycznie. Pobijane ręce głowa zawinięta bandażem. Był podłączony do aparatury. Odwróciłam się i wtuliłam w Rafa dalej płacząc.
- No już kochana spokojnie nie płacz. Jest pod dobrą opieką. Wszystko będzie dobrze. - pocieszał mnie. Objął mnie ramieniem i podeszliśmy do łóżka. Usiadłam na krześle koło niego i złapałam go za rękę. Raf siedział koło mnie. Nagle do sali wbiegła Jego mama.
- Jeju, co mu jest? czemu on się nie rusza? - zaczęła płakać. Była roztrzęsiona.
- Nie wiem. - łzy popłynęły mi po policzku. Raf je wytarł. - Raf zostań tutaj, a ja z Panią Martiną pójdę do lekarza. - oznajmiłam. A on pokiwał głową i wyszłyśmy. Znalazłyśmy pokój lekarza i weszłyśmy do Niego.
- Witam, jestem Kylie Jonson, a to Martina Sanchez. Jestem narzeczoną Alexisa, a ona to Jego mama. Możemy dowiedzieć się co się stało? - zapytałam.
- Witam, nazywam się Jose Rodriguez. Jasne, proszę usiąść. - powiedział ciepłym głosem.
- No to co mu się stało? Stan jest poważny? - zapytałam, a z oczu płynęły mi łzy.
- Miał poważny wypadek samochodowy. Wjechał w drzewo. Ktoś musiał mieszać przy przewodach hamulcowych. - przerwał lekarz.
- Niech tylko się dowiem kto to, to chyba własnymi rękami zabije. - przerwałam mu.
- A jak Jego stan? - Martina zapytała.
- Nie jest źle, teraz tylko czekamy kiedy wybudzi się ze śpiączki. - powiedział ze spokojem lekarz.
- Długo to potrwa? - zapytałam.
- Zobaczymy. Teraz tylko należy czekać. - powiedział i wyszłyśmy z gabinetu.
- Jak ty marnie wyglądasz.. - powiedziała Martina.
- Wydaje się Pani. - odpowiedziałam. - Chodźmy do Alexisa.
- Nie, najpierw pójdziemy kupić Ci coś do jedzenia. - wzięła mnie za rękę i wyszłyśmy ze szpitala. Przed nim stała grupa paparazzi. Robili zdjęcia i pytali o stan Alexisa. Zignorowałyśmy ich i poszłyśmy do pobliskiej restauracji. Zamówiła mi paelle. Zjadłam z niechęcią, choć była bardzo smakowita. Potem znowu poszłyśmy do szpitala i weszłyśmy do sali. Był w niej Raf, Jon i Mia. Od razu rzuciła mi się na szyję.
- Słyszałam o wszystkim. Raf mi opowiedział. Czemu nie zadzwoniłaś? - robiła mi wyrzuty.
- Nie chciałam przerywać wakacji. - sztucznie się uśmiechnęłam. - Zresztą i tak postanowiłam dać mu drugą szansę.
- Oh Kylie.. - przytuliła mnie mocno.
- Słuchajcie ja będę już szła. Jutro z samego rana tutaj będę. Nie zbyt dobrze się czuje. - oznajmiła mama Alexisa. Jon odwiózł ją do domu. A my zostaliśmy z nim. Wieczorem wszyscy pojechali do domu, a ja zostałam z nim sama.
- Alexis, obudź się. Kocham Cię. Dam Ci jeszcze jedną szansę. Tylko się obudź zrób to dla mnie. Wiem, że mnie słyszysz. - ciągle trzymałam Jego dłoń. Nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam.
I know his heart, and I know what he wouldn’t do to hurt me
*tydzień później*
Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Było tak pięknie! A teraz od trzech dni siedzę u Rafa w domu. Alexis ciągle dzwoni, pisze SMS'y, ale ja jestem nie ugięta. Nie chcę go znać, po tym co zrobił. Zdradził mnie z tą całą Laią. Nawet Mia o niczym nie wie. Jest teraz na wakacjach z Jonatanem. Powiedziałam o tym tylko Ricie, Rafowi i Javierze. Javiera, to bratanica Alexisa. Ona też nie może w to uwierzyć.
- Ej Kylii nie możesz wierzyć tylko Laii.. - wszedł do mojego pokoju Raf.
- Jak mam jej nie wierzyć skoro, te fakty są zgodne z prawdą? - odpowiadam mu szlochając.
- Kylie wierz mi to jest nieprawda! - usłyszałam głos Alexisa.
- Wyjdź stąd! Nienawidzę Cie! Jak mogłeś mi to zrobić. Ja Cię kochałam! - podeszłam do Niego i przyłożyłam mu z liścia w twarz. - Nie chce Cię znać. - syknęłam i wtuliłam się w Rafa.
- Sorry stary.. - czuł się niezręcznie. Alexis kłapnął drzwiami i wyszedł.
- Kylie, chodź na balkon pogadamy. - wtrąciła się Rita. - Tego Ci chyba brakuje. - wyszłyśmy na balkon, usiadłam na leżaku i spoglądałam na uroki Barcelony. Łzy leciały mi niemiłosiernie. Na przeciw mnie usiadła Rita.
- Ja już nie mam siły. - schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać.
- Powiedz mi co się dokładnie stało, bo od trzech dni siedzisz tylko w swoim pokoju, nie jesz i płaczesz. Mów mi natychmiast. - nakazała mi Rita.
- No to tak.. - zaczęłam. - Jak zwykle wstałam rano i poszłam przed dom zobaczyć czy coś jest w skrzynce. Nagle podeszła do mnie jakaś blondynka przedstawiła mi się i powiedziała, że Alexis zdradził mnie na ostatniej imprezie i to w dodatku z nią. Opowiedziała mi wszystko ze szczegółami. Chyba tego nie mogła sobie wymyślić. Wróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Alexis się obudził no i zaczął wypytywać dlaczego. Powiedziałam mu o wszystkim, a on zaprzeczył. W sumie czego można było się spodziewać, prawda? - opowiedziałam wszystko.
- Ale słuchaj, jak ona to wszystko wymyśliła? - zapytała Rita.
- Wątpię w to. Kurwa! Znowu dzwoni! - krzyknęłam i odrzuciłam połączenie.
- On Cie kocha, nie mógłby tego zrobić. - powtarzała to już chyba z setny raz.
- Dziewczyny ja wychodzę! - krzyknął Raf.
- Przemyśl to wszystko kochanie. Ja idę posprzątać dom. - Rita wyszła, a ja położyłam się i znowu zaczęłam płakać.
Alexis :
Czułem, że mój świat się skończył. Kylie mnie znienawidziła. Laia dopięła swego. Na tamtej imprezie nic nie piłem. Chciałem być jak najszybciej w domu bo Kylie była chora. Kiedy wychodziłem ona mnie zaczepiła. Zacząłem się na nią drzeć, żeby mi dała spokój, bo jestem szczęśliwy z Kylie. A ona potem nawymyślała jakiś głupot do niej. A ona jej uwierzyła. W sumie gdybym takie coś usłyszał też bym uwierzył. Przez nią Kylie cierpi. Kiedy dzisiaj poszedłem tam, zobaczyłem, że jest strasznie zmarnowana. Było mi jej szkoda. Jeśli jej się coś stanie to nie wybaczę sobie tego do końca życia. Usłyszałem dzwonek do drzwi. To pewnie Raf.
- Siema stary. - powiedział i się przywitał.
- Cześć. - odpowiedziałem.
- O co kurde tutaj chodzi, bo od trzech dni Kylie leży u mnie w domu i płacze. Rita i ja ciągle ją pocieszamy, ale ona nie chce nic powiedzieć, chyba, że jak wyszedłem to powiedziała cokolwiek Ricie. Mów mi od razu. - powiedział.
- Je coś w ogóle? - zapytałem zamiast odpowiedzieć.
- Nie, nic nie chce jeść. - posmutniał. - Mów co jest. Podobno ją zdradziłeś.
- Kurwa nie zdradziłem jej! - wykrzyczałem, już nie panuje nad sobą. - Sorry..
- Luz. - powiedział. - No to co ona gada ciągle?
- Słuchaj. Laia naopowiadała jej jakiś głupot.. - opowiedziałem mu wszystko.
- O kurde stary. I co ona Ci nie wierzy? - zapytał.
- Nie. - zakryłem twarz dłońmi i zacząłem płakać.
- Nie załamuj się. Wszystko będzie dobrze! - pocieszał mnie.
- Nie będzie nigdy. - załamałem się kompletnie. Jeszcze chwile pogadaliśmy i Raf pojechał do domu.
*miesiąc później*
Dalej nie odzywam się do Alexisa. Od miesiąca nie wyszłam na dwór, ciągle siedzę w swoim pokoju, albo w łazience. Płaczę dzień w dzień. Czasem coś zjem, co zdarza się sporadycznie. Ciągle o nim myślę. Mimo tego, że mówię, że go nienawidzę to i tak go kocham. Ten miesiąc był najgorszy. Chyba dam mu szansę. Najpierw pójdę się umyć. Poszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, założyłam czarne rurki i niebieską bluzkę na ramiączkach. Było chłodno na dworze więc założyłam jeszcze narzutkę. Włosy mi już trochę odrosły więc zostawiłam je tak jak mi się ułożyły, tylko podpięłam sobie grzywkę. Zadzwoniłam, nikt nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz, to samo. Trzeci, czwarty, nikt dalej nie odbiera. Widocznie dał sobie ze mną spokój. Wzięłam telefon i ledwo zeszłam na dół. Nie miałam siły. Nogi pode mną się uginały. Usiadłam na krześle obok Rafa. Rita podała mi śniadanie. Pierwszy raz od miesiąca zjadłam coś porządnego.
- Raf.. - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Co słychać u Alexisa? - zapytałam.
- Skłamać czy powiedzieć prawdę? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Skłam.
- No to wszystko super, ekstra. Znalazł sobie dziewczynę.
- A na serio? - zapytałam ponownie.
- Jest okropnie, nie może o Tobie zapomnieć. Jest załamany. - stwierdził i posmutniał. Ja nic nie powiedziałam, tylko spuściłam głowę. Nie miałam ochoty nic mówić. Raf zrozumiał to i nie nalegał na nic. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam..
Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Było tak pięknie! A teraz od trzech dni siedzę u Rafa w domu. Alexis ciągle dzwoni, pisze SMS'y, ale ja jestem nie ugięta. Nie chcę go znać, po tym co zrobił. Zdradził mnie z tą całą Laią. Nawet Mia o niczym nie wie. Jest teraz na wakacjach z Jonatanem. Powiedziałam o tym tylko Ricie, Rafowi i Javierze. Javiera, to bratanica Alexisa. Ona też nie może w to uwierzyć.
- Ej Kylii nie możesz wierzyć tylko Laii.. - wszedł do mojego pokoju Raf.
- Jak mam jej nie wierzyć skoro, te fakty są zgodne z prawdą? - odpowiadam mu szlochając.
- Kylie wierz mi to jest nieprawda! - usłyszałam głos Alexisa.
- Wyjdź stąd! Nienawidzę Cie! Jak mogłeś mi to zrobić. Ja Cię kochałam! - podeszłam do Niego i przyłożyłam mu z liścia w twarz. - Nie chce Cię znać. - syknęłam i wtuliłam się w Rafa.
- Sorry stary.. - czuł się niezręcznie. Alexis kłapnął drzwiami i wyszedł.
- Kylie, chodź na balkon pogadamy. - wtrąciła się Rita. - Tego Ci chyba brakuje. - wyszłyśmy na balkon, usiadłam na leżaku i spoglądałam na uroki Barcelony. Łzy leciały mi niemiłosiernie. Na przeciw mnie usiadła Rita.
- Ja już nie mam siły. - schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać.
- Powiedz mi co się dokładnie stało, bo od trzech dni siedzisz tylko w swoim pokoju, nie jesz i płaczesz. Mów mi natychmiast. - nakazała mi Rita.
- No to tak.. - zaczęłam. - Jak zwykle wstałam rano i poszłam przed dom zobaczyć czy coś jest w skrzynce. Nagle podeszła do mnie jakaś blondynka przedstawiła mi się i powiedziała, że Alexis zdradził mnie na ostatniej imprezie i to w dodatku z nią. Opowiedziała mi wszystko ze szczegółami. Chyba tego nie mogła sobie wymyślić. Wróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Alexis się obudził no i zaczął wypytywać dlaczego. Powiedziałam mu o wszystkim, a on zaprzeczył. W sumie czego można było się spodziewać, prawda? - opowiedziałam wszystko.
- Ale słuchaj, jak ona to wszystko wymyśliła? - zapytała Rita.
- Wątpię w to. Kurwa! Znowu dzwoni! - krzyknęłam i odrzuciłam połączenie.
- On Cie kocha, nie mógłby tego zrobić. - powtarzała to już chyba z setny raz.
- Dziewczyny ja wychodzę! - krzyknął Raf.
- Przemyśl to wszystko kochanie. Ja idę posprzątać dom. - Rita wyszła, a ja położyłam się i znowu zaczęłam płakać.
Alexis :
Czułem, że mój świat się skończył. Kylie mnie znienawidziła. Laia dopięła swego. Na tamtej imprezie nic nie piłem. Chciałem być jak najszybciej w domu bo Kylie była chora. Kiedy wychodziłem ona mnie zaczepiła. Zacząłem się na nią drzeć, żeby mi dała spokój, bo jestem szczęśliwy z Kylie. A ona potem nawymyślała jakiś głupot do niej. A ona jej uwierzyła. W sumie gdybym takie coś usłyszał też bym uwierzył. Przez nią Kylie cierpi. Kiedy dzisiaj poszedłem tam, zobaczyłem, że jest strasznie zmarnowana. Było mi jej szkoda. Jeśli jej się coś stanie to nie wybaczę sobie tego do końca życia. Usłyszałem dzwonek do drzwi. To pewnie Raf.
- Siema stary. - powiedział i się przywitał.
- Cześć. - odpowiedziałem.
- O co kurde tutaj chodzi, bo od trzech dni Kylie leży u mnie w domu i płacze. Rita i ja ciągle ją pocieszamy, ale ona nie chce nic powiedzieć, chyba, że jak wyszedłem to powiedziała cokolwiek Ricie. Mów mi od razu. - powiedział.
- Je coś w ogóle? - zapytałem zamiast odpowiedzieć.
- Nie, nic nie chce jeść. - posmutniał. - Mów co jest. Podobno ją zdradziłeś.
- Kurwa nie zdradziłem jej! - wykrzyczałem, już nie panuje nad sobą. - Sorry..
- Luz. - powiedział. - No to co ona gada ciągle?
- Słuchaj. Laia naopowiadała jej jakiś głupot.. - opowiedziałem mu wszystko.
- O kurde stary. I co ona Ci nie wierzy? - zapytał.
- Nie. - zakryłem twarz dłońmi i zacząłem płakać.
- Nie załamuj się. Wszystko będzie dobrze! - pocieszał mnie.
- Nie będzie nigdy. - załamałem się kompletnie. Jeszcze chwile pogadaliśmy i Raf pojechał do domu.
*miesiąc później*
Dalej nie odzywam się do Alexisa. Od miesiąca nie wyszłam na dwór, ciągle siedzę w swoim pokoju, albo w łazience. Płaczę dzień w dzień. Czasem coś zjem, co zdarza się sporadycznie. Ciągle o nim myślę. Mimo tego, że mówię, że go nienawidzę to i tak go kocham. Ten miesiąc był najgorszy. Chyba dam mu szansę. Najpierw pójdę się umyć. Poszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, założyłam czarne rurki i niebieską bluzkę na ramiączkach. Było chłodno na dworze więc założyłam jeszcze narzutkę. Włosy mi już trochę odrosły więc zostawiłam je tak jak mi się ułożyły, tylko podpięłam sobie grzywkę. Zadzwoniłam, nikt nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz, to samo. Trzeci, czwarty, nikt dalej nie odbiera. Widocznie dał sobie ze mną spokój. Wzięłam telefon i ledwo zeszłam na dół. Nie miałam siły. Nogi pode mną się uginały. Usiadłam na krześle obok Rafa. Rita podała mi śniadanie. Pierwszy raz od miesiąca zjadłam coś porządnego.
- Raf.. - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Co słychać u Alexisa? - zapytałam.
- Skłamać czy powiedzieć prawdę? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Skłam.
- No to wszystko super, ekstra. Znalazł sobie dziewczynę.
- A na serio? - zapytałam ponownie.
- Jest okropnie, nie może o Tobie zapomnieć. Jest załamany. - stwierdził i posmutniał. Ja nic nie powiedziałam, tylko spuściłam głowę. Nie miałam ochoty nic mówić. Raf zrozumiał to i nie nalegał na nic. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam..
niedziela, 26 lipca 2015
This isn't game.
Piik Piik Piik
Obudził nas budzik. Znaczy tylko mnie, bo Alexis dalej spał jak zabity. Wstałam, aby skorzystać z toalety i od razu wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w jasne szorty i koszulkę. Włosy miałam jeszcze mokre i nie chciało mi się ich suszyć. Położyłam się jeszcze obok Alexisa, a ten się obudził.
- Od kiedy nie śpisz? - pyta zaspany.
- Nie wiem, od koło godziny. - odpowiedziałam mu. - O której mamy lot?
- O 14;00. - mówi i spogląda na iPhona. - O kurde! Już 11;30 czemu mnie nie obudziłaś?
- Chciałam żebyś się wyspał. - mówię do Niego, kiedy biegł szybko do łazienki. Chwilę potem weszłam do Niego. A ten stał już z zawiniętym ręcznikiem na biodrach i mył zęby. Miał potargane włosy, wyglądał tak słodko. Podeszłam do Niego, tak, że stałam za nim i objęłam go. Czułam jak po Jego ciele przebiega dreszcz. Odwrócił się do mnie i zaczął mnie całować.
- Przestań, bo mnie wybrudzisz! - krzyknęłam, a on przestał, a ja spojrzałam w lustro a On zaczął się śmiać. - Nie śmiej się to przez Ciebie! - mówię wycierając się.
- Wcale, że nie. - śmiał sie, po tym jak wypukał buzię.
- Może byś założył bokserki? - mówię do Niego.
- No zaraz. - wybuchł śmiechem. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej bokserki, jeansowe spodenki i niebieski sweterek. Włosy miał nadal potargane. Udał się do łazienki, po piętnastu minutach wyszedł z niej.
- Nie wierzę, że tyle czasu zajęło Ci ubieranie się. - mówię. - To chyba przez tą twoją fryzurkę. - zaczęłam się śmiać.
- Chcę ładnie wyglądać. - wybucha śmiechem.
- Dobra, dobra. - mówię. - Czas się pakować i idziemy na śniadanie. - i tak też zrobiliśmy. O godzinie 12;40 byliśmy już spakowani i poszliśmy na śniadanie. Zabrałam swój telefon i podczas śniadania przeglądałam aktualności na facebook'u.
- O kuźwa. - mówię zdziwiona, a wszyscy się na mnie patrzą. - Czytaj to! - podaje Alexisowi telefon.
- Czyżby nasz chilijski crack zapomniał o Laii Grassi? Na to wygląda! Alexis Sanchez ma nową dziewczynę! Piękną brunetkę. To wszystko potwierdzają pocałunki po wygranym CA i Jego post na instagramie z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ". Życzymy szczęścia naszej nowej parze. - czyta Alexis. - No i co? - śmieje sie. - Patrz jakie ładne zdjęcie nam zrobili, chyba sobie na tapetę je ustawię. - mówi.
- Hahaha. - zaczęłam się śmiać i na moją reakcje, nasze towarzystwo wybuchnęło śmiechem. Była już godzina trzynasta. Wyszliśmy z hotelu ze swoimi bagażami. Oczywiście Alexis trzymał mnie za rękę. Całą drogę do samochodu, zaczepiali nas fani i chłopaki dawali im autografy. Nareszcie dotarliśmy na lotnisko, pobiegliśmy na odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Ja siedziałam znowu przy oknie.
- Uwaga, uwaga! Proszę o zapięcie pasów, za chwilę startujemy. - powiedziała blondynka.
- O nie! - nienawidzę startu i lądowania. Alexis trzymał mnie za rękę, a ja wtuliłam się w Niego.
- Już wystartowaliśmy. - oznajmia mi.
- Szkoda, bo chciałam się poprzytulać. - mówię smutnym głosem.
- A proszę bardzo. - wyciągnął w moją stronę ręce. A ja przytuliłam się do Niego i nie puściłam go dopóki nie wylądowaliśmy. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy na lotnisku w Barcelonie. Samochód Alexisa, stał na parkingu.
- Nie obrazicie się jeśli już pojedziemy? - zapytał ich.
- Oczywiście, że nie. - powiedzieli jednym głosem.
- Spodziewaj się telefonu od Twojego menadżera. - powiedział Raf.
- Dobra. - powiedział i odjechaliśmy po niecałych dwudziestu minutach byliśmy już pod Jego domem. Wyciągnęliśmy bagaże i weszliśmy do środka, czekali już tam na nas Atom i Humber. - Chodź pokażę Ci naszą sypialnie. - oznajmił i poszliśmy na górę. Była trochę podobna do tej co ma w Londynie, ale jest urządzona na czarno. Była śliczna. - A tam jest garderoba. Rozpakuj swoje rzeczy. - pokazał mi. A ja weszłam do niej i rozpakowałam swoje wszystkie rzeczy. W Barcelonie było dzisiaj wyjątkowo bardzo gorąco. Przebrałam się i zeszłam na dół. Alexis rozmawiał z kimś.
- Jak to? .. Na prawdę? ... Tak! Tak! Tak! ... Dobra, do zobaczenia. - rozłączył się.
- Co jest? Co Ty taki szczęśliwy? - pytam go z ciekawością.
- Barcelona chce mnie z powrotem! - krzyknął.
- Ojej gratulacje! - przytuliłam się do Niego.
- Za tydzień mam podpisać kontrakt. - mówi. - A teraz idź załóż strój kąpielowy i zabieram Cię na plażę.
- Dobra Skrabie. - poszłam do garderoby, zabrałam strój i poszłam go założyć. Na strój nałożyłam jakąś sukienkę. Chwilę potem byłam już gotowa. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się na plażę.
- Atom, Humber. - wołał ich Alexis.
- Nie boisz się, że uciekną? - pytam jak jakaś idiotka.
- No coś Ty. One są tak nauczone. - odpowiada i obejmuje mnie ramieniem.
- Ojej, ojej, ojej! - piszczy przed nami jakaś dziewczynka. - Alexis, Alexis Sanchez! Uwielbiam Cię. Czy mogę prosić zdjęcie i autograf? - pyta podekscytowana.
- Jasne. - odpowiada jej i robią sobie selfie.
- A czy zgodzisz się, żebym zrobiła sobie zdjęcie też z Tobą? - pyta mnie dziewczynka. To było miłe zaskoczenie.
- Jasne, że tak. - odpowiadam jej i robimy sobie selfie.
- A mogę Cię przytulić? - pyta jeszcze.
- Oczywiście, że tak. - przytuliłam ją.
- Dziękuje! - powiedziała ucieszona i odeszła, a my ruszyliśmy na plażę.
- Jejku to było miłe. - mówię i uśmiecham się promiennie. On nic na to nie odpowiada, tylko się uśmiecha. W ciszy docieramy na plażę.
- Pokażę Ci takie śliczne miejsce. - wziął mnie za rękę i poszliśmy tam. Było tam tak pięknie.
- Jej jak tu ślicznie! - krzyczę i rzucam się na Niego.
- Mi też się podoba. - uśmiechnął się. Wyciągnęłam z torebki koc i rozłożyłam go na piasku. - Idziesz ze mną popływać? - pyta mnie.
- Nie, może potem. - odpowiadam.
- Okey. - poszedł sobie, a ja mogłam się poopalać. Usiadłam na kocu, ściągnęłam sukienkę i położyłam się. Włożyłam słuchawki w uszy i nawet nie zwróciłam uwagi kiedy usnęłam.
Obudziły mnie krople wody, które spływały po moim brzuchu. Momentalnie otworzyłam oczy, a na mnie leżał Alexis.
- Ooo moja księżniczka zasnęła. - mówi i całuje mnie. - Chodź ze mną popływać.
- Ale ja nie umiem. - posmutniałam.
- Trudno!- krzyknął, wziął mnie na ręce i zaniósł do wody.
- Nie! - piszczę, gdy Alexis trzymał mnie już w wodzie.
- Mam Cię puścić? - pyta z uśmieszkiem. Chyba bawił go mój strach.
- Nie! Nigdy! - krzyczę.
- Spokojnie, spokojnie. - zaczął mnie całować.
- Kocham Cię. - mówię bez tchu.
- Ja Ciebie też. - trzyma mnie mocno.
- Zbieramy się już? - pytam. - Chcę do domu.
- Możemy się zbierać. - odpowiada. Spakowałam koc do torebki i założyłam sukienkę na strój. Szybko wróciliśmy do domu. Wracaliśmy w ciszy.
- Może coś obejrzymy? - zaproponował.
- Z chęcią. - odparłam. - Ale Ty wybierasz.
- Dobra. - mówi uradowany. - To idź się umyć. - i tak też zrobiłam. Dwadzieścia minut później byłam już na dole, Alexis siedział przed telewizorem i czekał na mnie.
- To co oglądamy ? - zapytałam.
- Horror. - śmieje sie.
- O nie. - mówię. - Boję się.
- Spokojnie, jestem przy Tobie. - odpowiada mi. Ten film był jakiś okropny. Cały czas leżałam wtulona w Niego. On specjalnie to zrobił, żebym się przytulała do Niego. Alexis wyłączył telewizor i poszliśmy na górę.
- Dobranoc Misiu. - pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc. - odpowiedziałam mu i zasnęłam w Jego ramionach.
Obudził nas budzik. Znaczy tylko mnie, bo Alexis dalej spał jak zabity. Wstałam, aby skorzystać z toalety i od razu wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w jasne szorty i koszulkę. Włosy miałam jeszcze mokre i nie chciało mi się ich suszyć. Położyłam się jeszcze obok Alexisa, a ten się obudził.
- Od kiedy nie śpisz? - pyta zaspany.
- Nie wiem, od koło godziny. - odpowiedziałam mu. - O której mamy lot?
- O 14;00. - mówi i spogląda na iPhona. - O kurde! Już 11;30 czemu mnie nie obudziłaś?
- Chciałam żebyś się wyspał. - mówię do Niego, kiedy biegł szybko do łazienki. Chwilę potem weszłam do Niego. A ten stał już z zawiniętym ręcznikiem na biodrach i mył zęby. Miał potargane włosy, wyglądał tak słodko. Podeszłam do Niego, tak, że stałam za nim i objęłam go. Czułam jak po Jego ciele przebiega dreszcz. Odwrócił się do mnie i zaczął mnie całować.
- Przestań, bo mnie wybrudzisz! - krzyknęłam, a on przestał, a ja spojrzałam w lustro a On zaczął się śmiać. - Nie śmiej się to przez Ciebie! - mówię wycierając się.
- Wcale, że nie. - śmiał sie, po tym jak wypukał buzię.
- Może byś założył bokserki? - mówię do Niego.
- No zaraz. - wybuchł śmiechem. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej bokserki, jeansowe spodenki i niebieski sweterek. Włosy miał nadal potargane. Udał się do łazienki, po piętnastu minutach wyszedł z niej.
- Nie wierzę, że tyle czasu zajęło Ci ubieranie się. - mówię. - To chyba przez tą twoją fryzurkę. - zaczęłam się śmiać.
- Chcę ładnie wyglądać. - wybucha śmiechem.
- Dobra, dobra. - mówię. - Czas się pakować i idziemy na śniadanie. - i tak też zrobiliśmy. O godzinie 12;40 byliśmy już spakowani i poszliśmy na śniadanie. Zabrałam swój telefon i podczas śniadania przeglądałam aktualności na facebook'u.
- O kuźwa. - mówię zdziwiona, a wszyscy się na mnie patrzą. - Czytaj to! - podaje Alexisowi telefon.
- Czyżby nasz chilijski crack zapomniał o Laii Grassi? Na to wygląda! Alexis Sanchez ma nową dziewczynę! Piękną brunetkę. To wszystko potwierdzają pocałunki po wygranym CA i Jego post na instagramie z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ". Życzymy szczęścia naszej nowej parze. - czyta Alexis. - No i co? - śmieje sie. - Patrz jakie ładne zdjęcie nam zrobili, chyba sobie na tapetę je ustawię. - mówi.
- Hahaha. - zaczęłam się śmiać i na moją reakcje, nasze towarzystwo wybuchnęło śmiechem. Była już godzina trzynasta. Wyszliśmy z hotelu ze swoimi bagażami. Oczywiście Alexis trzymał mnie za rękę. Całą drogę do samochodu, zaczepiali nas fani i chłopaki dawali im autografy. Nareszcie dotarliśmy na lotnisko, pobiegliśmy na odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Ja siedziałam znowu przy oknie.
- Uwaga, uwaga! Proszę o zapięcie pasów, za chwilę startujemy. - powiedziała blondynka.
- O nie! - nienawidzę startu i lądowania. Alexis trzymał mnie za rękę, a ja wtuliłam się w Niego.
- Już wystartowaliśmy. - oznajmia mi.
- Szkoda, bo chciałam się poprzytulać. - mówię smutnym głosem.
- A proszę bardzo. - wyciągnął w moją stronę ręce. A ja przytuliłam się do Niego i nie puściłam go dopóki nie wylądowaliśmy. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy na lotnisku w Barcelonie. Samochód Alexisa, stał na parkingu.
- Nie obrazicie się jeśli już pojedziemy? - zapytał ich.
- Oczywiście, że nie. - powiedzieli jednym głosem.
- Spodziewaj się telefonu od Twojego menadżera. - powiedział Raf.
- Dobra. - powiedział i odjechaliśmy po niecałych dwudziestu minutach byliśmy już pod Jego domem. Wyciągnęliśmy bagaże i weszliśmy do środka, czekali już tam na nas Atom i Humber. - Chodź pokażę Ci naszą sypialnie. - oznajmił i poszliśmy na górę. Była trochę podobna do tej co ma w Londynie, ale jest urządzona na czarno. Była śliczna. - A tam jest garderoba. Rozpakuj swoje rzeczy. - pokazał mi. A ja weszłam do niej i rozpakowałam swoje wszystkie rzeczy. W Barcelonie było dzisiaj wyjątkowo bardzo gorąco. Przebrałam się i zeszłam na dół. Alexis rozmawiał z kimś.
- Jak to? .. Na prawdę? ... Tak! Tak! Tak! ... Dobra, do zobaczenia. - rozłączył się.
- Co jest? Co Ty taki szczęśliwy? - pytam go z ciekawością.
- Barcelona chce mnie z powrotem! - krzyknął.
- Ojej gratulacje! - przytuliłam się do Niego.
- Za tydzień mam podpisać kontrakt. - mówi. - A teraz idź załóż strój kąpielowy i zabieram Cię na plażę.
- Dobra Skrabie. - poszłam do garderoby, zabrałam strój i poszłam go założyć. Na strój nałożyłam jakąś sukienkę. Chwilę potem byłam już gotowa. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się na plażę.
- Atom, Humber. - wołał ich Alexis.
- Nie boisz się, że uciekną? - pytam jak jakaś idiotka.
- No coś Ty. One są tak nauczone. - odpowiada i obejmuje mnie ramieniem.
- Ojej, ojej, ojej! - piszczy przed nami jakaś dziewczynka. - Alexis, Alexis Sanchez! Uwielbiam Cię. Czy mogę prosić zdjęcie i autograf? - pyta podekscytowana.
- Jasne. - odpowiada jej i robią sobie selfie.
- A czy zgodzisz się, żebym zrobiła sobie zdjęcie też z Tobą? - pyta mnie dziewczynka. To było miłe zaskoczenie.
- Jasne, że tak. - odpowiadam jej i robimy sobie selfie.
- A mogę Cię przytulić? - pyta jeszcze.
- Oczywiście, że tak. - przytuliłam ją.
- Dziękuje! - powiedziała ucieszona i odeszła, a my ruszyliśmy na plażę.
- Jejku to było miłe. - mówię i uśmiecham się promiennie. On nic na to nie odpowiada, tylko się uśmiecha. W ciszy docieramy na plażę.
- Pokażę Ci takie śliczne miejsce. - wziął mnie za rękę i poszliśmy tam. Było tam tak pięknie.
- Jej jak tu ślicznie! - krzyczę i rzucam się na Niego.
- Mi też się podoba. - uśmiechnął się. Wyciągnęłam z torebki koc i rozłożyłam go na piasku. - Idziesz ze mną popływać? - pyta mnie.
- Nie, może potem. - odpowiadam.
- Okey. - poszedł sobie, a ja mogłam się poopalać. Usiadłam na kocu, ściągnęłam sukienkę i położyłam się. Włożyłam słuchawki w uszy i nawet nie zwróciłam uwagi kiedy usnęłam.
Obudziły mnie krople wody, które spływały po moim brzuchu. Momentalnie otworzyłam oczy, a na mnie leżał Alexis.
- Ooo moja księżniczka zasnęła. - mówi i całuje mnie. - Chodź ze mną popływać.
- Ale ja nie umiem. - posmutniałam.
- Trudno!- krzyknął, wziął mnie na ręce i zaniósł do wody.
- Nie! - piszczę, gdy Alexis trzymał mnie już w wodzie.
- Mam Cię puścić? - pyta z uśmieszkiem. Chyba bawił go mój strach.
- Nie! Nigdy! - krzyczę.
- Spokojnie, spokojnie. - zaczął mnie całować.
- Kocham Cię. - mówię bez tchu.
- Ja Ciebie też. - trzyma mnie mocno.
- Zbieramy się już? - pytam. - Chcę do domu.
- Możemy się zbierać. - odpowiada. Spakowałam koc do torebki i założyłam sukienkę na strój. Szybko wróciliśmy do domu. Wracaliśmy w ciszy.
- Może coś obejrzymy? - zaproponował.
- Z chęcią. - odparłam. - Ale Ty wybierasz.
- Dobra. - mówi uradowany. - To idź się umyć. - i tak też zrobiłam. Dwadzieścia minut później byłam już na dole, Alexis siedział przed telewizorem i czekał na mnie.
- To co oglądamy ? - zapytałam.
- Horror. - śmieje sie.
- O nie. - mówię. - Boję się.
- Spokojnie, jestem przy Tobie. - odpowiada mi. Ten film był jakiś okropny. Cały czas leżałam wtulona w Niego. On specjalnie to zrobił, żebym się przytulała do Niego. Alexis wyłączył telewizor i poszliśmy na górę.
- Dobranoc Misiu. - pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc. - odpowiedziałam mu i zasnęłam w Jego ramionach.
sobota, 25 lipca 2015
So cute
* miesiąc później *
Nadszedł ten wielki dzień. 4 lipca, finał Copa America. Chile dotarło do finału i spotka się w nim dzisiaj z Argentyną. Alexis jest prze szczęśliwy. Nie dziwię mu się. O szesnastej jest finał, więc nie mam za dużo czasu. Ubrałam swoją koszulkę, która dostałam od Alexisa, do tego czarne spodenki i czarne vansy. Pomalowałam się lekko i podpięłam sobie grzywkę.
- I jak gotowa? - pyta mnie Mia.
- Jasne kochana. - odpowiadam jej.
- To chodź nasz kierowco. Wiesz, że musisz prowadzić, bo oni już wypili dwa piwa. Zostawić ich samych. - mówi Mia i Rafinhii i Jonatanie.
- Chodźmy na spacer, w końcu stadion jest bardzo blisko. 10 minut drogi. - proponuję.
- No to jest dobry pomysł. - mówi. Mia zawołała chłopaków i Ritę i poszliśmy na mecz. Byliśmy na stadionie już po piętnastej. Na murawę przed meczem wybiegli jeszcze piłkarze, aby się rozgrzać. Alexis od razu zauważył mnie na trybunach. Poszłam na dół, a on podbiegł do mnie.
- No to życzę Ci powodzenia. - powiedziałam i pocałowałam go słodko.
- Dziękuje mój skarbeńku. - odpowiedział i jeszcze raz go pocałowałam, odwzajemnił ten pocałunek. Ludzie patrzyli się na nas. Kiedy pobiegł do reszty kolegów z reprezentacji puścił mi oczko, a ja poszłam na swoje miejsce do dziewczyn, Jona i Rafa. Kiedy wchodziłam zaatakowało mnie mnóstwo dziennikarzy, w kółko pytali o to samo. Miałam już tego dość. Olałam ich i wróciłam na swoje miejsce. Minęło 10 minut i piłkarze wyszli na murawę. Mecz się zaczął. Był bardzo ekscytujący. Niestety mecz zakończył się serią rzutów karnych. Chile wykorzystało jak na razie trafiło 3 razy, a Argentyna tylko raz. Wreszcie przyszedł decydujący moment dla Chile. Ostatni rzut karny. Wykonywał go Alexis. Trafił i zapewnił wygraną Chile w Copa America. Radość była ogromna. Odrazy wybiegłam z trybun i pobiegłam do Alexisa na murawę. Skoczyłam na Niego i pocałowałam go, trzymając mnie na rękach.
- To dla Ciebie kochanie. - szepnął mi do ucha.
- Dzięku... - nie zdążyłam nawet dokończyć, a on już złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- Kocham Cię najbardziej na świecie! - powiedział, kiedy skończył mnie całować.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam mu, a on puścił mnie i mocno się do mnie przytulił.
- Dziękuje, że jesteś. - nigdy mi za to nie podziękował.
- Nie ma za co.
- Ej, ej, ej gołąbeczki! - przerwał nam Raf.
- Kurde czy Ty musisz nam wiecznie przeszkadzać? - śmieje się z Niego.
- No przepraszam. - śmieje sie. - Gratulacje stary!
Alexis odebrał medal i podnieśli puchar. Zrobiliśmy sobie zdjęcie i Alexis wstawił je od razu na instagram z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ".
- Poczekaj tu, pójdę porobić zdjęcia z fanami i porozdawać autografy. - oznajmia.
- Oki. - poczekałam może z 15 minut i Alexis podszedł do mnie, złapał mnie z rękę i poszliśmy do szatni. Porobiliśmy sobie zdjęcia z pucharem. Wypiliśmy szampana i wróciliśmy do hotelu. Musieliśmy się wyspać, bo jutro wylatujemy do Barcelony na wakacje. Alexis wziął szybki prysznic, a potem ja i położyliśmy się spać.
Nadszedł ten wielki dzień. 4 lipca, finał Copa America. Chile dotarło do finału i spotka się w nim dzisiaj z Argentyną. Alexis jest prze szczęśliwy. Nie dziwię mu się. O szesnastej jest finał, więc nie mam za dużo czasu. Ubrałam swoją koszulkę, która dostałam od Alexisa, do tego czarne spodenki i czarne vansy. Pomalowałam się lekko i podpięłam sobie grzywkę.
- I jak gotowa? - pyta mnie Mia.
- Jasne kochana. - odpowiadam jej.
- To chodź nasz kierowco. Wiesz, że musisz prowadzić, bo oni już wypili dwa piwa. Zostawić ich samych. - mówi Mia i Rafinhii i Jonatanie.
- Chodźmy na spacer, w końcu stadion jest bardzo blisko. 10 minut drogi. - proponuję.
- No to jest dobry pomysł. - mówi. Mia zawołała chłopaków i Ritę i poszliśmy na mecz. Byliśmy na stadionie już po piętnastej. Na murawę przed meczem wybiegli jeszcze piłkarze, aby się rozgrzać. Alexis od razu zauważył mnie na trybunach. Poszłam na dół, a on podbiegł do mnie.
- No to życzę Ci powodzenia. - powiedziałam i pocałowałam go słodko.
- Dziękuje mój skarbeńku. - odpowiedział i jeszcze raz go pocałowałam, odwzajemnił ten pocałunek. Ludzie patrzyli się na nas. Kiedy pobiegł do reszty kolegów z reprezentacji puścił mi oczko, a ja poszłam na swoje miejsce do dziewczyn, Jona i Rafa. Kiedy wchodziłam zaatakowało mnie mnóstwo dziennikarzy, w kółko pytali o to samo. Miałam już tego dość. Olałam ich i wróciłam na swoje miejsce. Minęło 10 minut i piłkarze wyszli na murawę. Mecz się zaczął. Był bardzo ekscytujący. Niestety mecz zakończył się serią rzutów karnych. Chile wykorzystało jak na razie trafiło 3 razy, a Argentyna tylko raz. Wreszcie przyszedł decydujący moment dla Chile. Ostatni rzut karny. Wykonywał go Alexis. Trafił i zapewnił wygraną Chile w Copa America. Radość była ogromna. Odrazy wybiegłam z trybun i pobiegłam do Alexisa na murawę. Skoczyłam na Niego i pocałowałam go, trzymając mnie na rękach.
- To dla Ciebie kochanie. - szepnął mi do ucha.
- Dzięku... - nie zdążyłam nawet dokończyć, a on już złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- Kocham Cię najbardziej na świecie! - powiedział, kiedy skończył mnie całować.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam mu, a on puścił mnie i mocno się do mnie przytulił.
- Dziękuje, że jesteś. - nigdy mi za to nie podziękował.
- Nie ma za co.
- Ej, ej, ej gołąbeczki! - przerwał nam Raf.
- Kurde czy Ty musisz nam wiecznie przeszkadzać? - śmieje się z Niego.
- No przepraszam. - śmieje sie. - Gratulacje stary!
Alexis odebrał medal i podnieśli puchar. Zrobiliśmy sobie zdjęcie i Alexis wstawił je od razu na instagram z dopiskiem " Z moją największą miłością! Kylie kocham Cię! <3 ".
- Poczekaj tu, pójdę porobić zdjęcia z fanami i porozdawać autografy. - oznajmia.
- Oki. - poczekałam może z 15 minut i Alexis podszedł do mnie, złapał mnie z rękę i poszliśmy do szatni. Porobiliśmy sobie zdjęcia z pucharem. Wypiliśmy szampana i wróciliśmy do hotelu. Musieliśmy się wyspać, bo jutro wylatujemy do Barcelony na wakacje. Alexis wziął szybki prysznic, a potem ja i położyliśmy się spać.
poniedziałek, 20 lipca 2015
I love you
Obudziłam się wyspana i wypoczęta. Spojrzałam na zegarek, była godzina 11;30. No to poszalałam sobie. Wczoraj nie było po pijaku. Ja chyba dalej śnię. Poszłam do łazienki, żeby się umyć, pomalować i ubrać. Stanęłam przed lustrem. Jeju, tych malinek nie zamaskuje. W dodatku nawet nie wiedziałam, że trzecią mi zrobił na szyi. No zamorduje go po prostu. Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy, wysuszyłam je i podpięłam sobie grzywkę. Umyłam zęby, zrobiłam sobie cienkie kreski, pomalowałam rzęsy i pomalowałam usta jasnoróżową pomadką. Wyglądam w miarę okey. Założyłam sobie moje czarne rurki i białą bokserkę z misiem, a na to szary sweterek. W końcu założyłam swoje czarne vansy. Kurde nie mam żadnej bluzki, żeby zakryć te malinki. Wzięłam telefon i poszłam na dół, na śniadanie. Siedziała tam już Mia. Szybko dosiadłam się do niej.
- Co z Jonatanem?
- No.. - przerywa i się uśmiecha. - Jesteśmy znowu razem.
- Jeju to super! - ściskam ją z radości.
- A z tym twoim alvaro jak tam? - śmieje sie.
- Dobrze, powiedział, że mnie kocha i zabiera mnie dzisiaj na wycieczkę.
- Wow ! Kocha Cie? To ekstra. Ale jesteście razem?
- Ymm.. Nie.. - chowam wzrok na dół.
- Jejć jaka szkoda. - mówi. - Dobra jedz, bo zaraz on wróci z treningu.
- A no tak. - szybko zjadam śniadanie i idę do pokoju. A on wychodzi z łazienki.
- Jedziemy czy nie? - pytam.
- No już czekaj, przebiorę się. - burczy.
- Szybciej! - pośpieszam go.
- Już. - wychodzi z łazienki, bierze mnie za rękę, chwytam szybko torebkę i wychodzimy z pokoju. - Chodź pojedziemy windą. - o matko, po windzie kręci mi się w głowie.. Oj tam może mi nic nie będzie. Wsiadamy szybko do windy, Alexis wciska guzik na -1. I jedziemy z 20-tego piętra. Oddycham szybciej, zawsze bałam się jeździć windą. Chwilę potem wysiadamy z niej. Znajdujemy się na podziemnym parkingu.
- O Jezu ja chyba lecę. - mówię. Robi mi się ciemno przed oczami.
- Kylie nic Ci nie jest? - pyta mnie, trzymając mnie w talii i patrząc troskliwym wzrokiem.
- Nie. - mówię cicho. - Od windy kręci mi się w głowie. To już nie pierwszy raz.
- Czyli to już nie pierwszy raz jakiś chłopak Cie ratuje?
- Tak - śmieje się. - Gdzie ten Twój samochód?
- Chodź. - tym razem obejmuje mnie ramieniem i idziemy do Jego samochodu. - Oto on.
- Woow. - buzia sama mi się otworzyła. - Kolejne Audi R8?
- Tak, uwielbiam te samochody. W Barcelonie mam jeszcze czarną.
- O matko, to ja jeszcze na swój porządny samochód a Ty masz już trzy. - śmieje się.
- Kupię Ci kiedyś takie. A teraz wsiadaj i jedziemy, bo nie chcę się spóźnić. - mówi poważnie.
- Okey. - wsiadam do samochodu. - A ile będziemy jechać?
- Ponad 1000 kilometrów, myślę, że w niecałe trzy godziny się wyrobimy. - odpowiada mi.
- To gdzie my jedziemy? - pytam kiedy wyjeżdża z parkingu i kieruje się na autostradę.
- Do Tocopilli. - oznajmia.
- Po co? - pytam - Aż tak daleko?
- Zobaczysz. - odpowiada.
Faktycznie w niecałe trzy godziny byliśmy na miejscu. Jechał o wiele szybciej niż w Londynie. To chyba dlatego, że jest u siebie i czuje się pewniej. Dojechaliśmy do tej Tocopilli. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to jakieś góry. Następnie zauważyłam, że wszystkie domki były malutkie. Po prostu wyglądały na ruiny. Po ulicach biegały dzieci i grały w piłkę. Jego samochód w ogóle nie pasował do otoczenia, przez jakie przejeżdżaliśmy. Tuż koło tej góry wjechaliśmy w jakąś drogę były tam skromne domki. Alexis zaparkował przy jednym z nich i wysiedliśmy. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Tutaj się wychowałem. - mówi mi.
- W tej miejscowości tak? - pytam. Nie pasuje to wcale do Niego.
- Tak. - odpowiada. - A to jest mój rodzinny dom. - pokazuje palcem na dom stojący na przeciwko nas. Jest niebieski, widać, że nowy. - Przerobiłem go. Kiedyś była to jedna wielka ruina. Ale zrobiłem to dla mojej mamy, żeby żyło jej się lepiej. - w Jego oczach widać łzy. Wyplątuje się z Jego objęć i mocno go przytulam. Odwzajemnia ten uścisk. Chwilę potem z Tego skromnego domku wychodzi starsza kobieta.
- Cześć mamo. - przytula ją Alexis. Jeju są tacy do siebie podobni.
- Cześć synku. - odwzajemnia Jego uścisk. - Co to za śliczna dziewczyna? - A ja robię się czerwona jak burak. Jestem śliczna. Ja tak nie sądzę.
- Mamo to jest Kylie. - mówi Alexis i spogląda dziwnym wzrokiem na mnie. Nie wiem co miało to oznaczać. Oj tam.
- Dzień dobry Kylie. - mówi Jego mama. - Ja jestem Martina, mama Alexisa.
- Dzień dobry. Domyśliłam się. Jej jacy wy jesteście do siebie podobni. - mówię do Niej. A ona się śmieje.
- Jesteście razem? - pyta od razu Jego mama.
- Tak. - mówię szybko, zanim Alexis chciał coś powiedzieć. Po chwili spogląda na mnie zdziwiony i się uśmiecha.
- Wow jesteś pierwszą dziewczyną Alexisa, taką nie popularną. - stwierdza Jego mama. A ja na Niego spoglądam. - Zapraszam do środka, przecież nie będziemy tutaj stać. Alexis Atom i Humber siedzą z babcią i chyba oglądają telewizję. Idź tam zobacz.
- Kylii chodź. - bierze mnie za rękę. I udajemy się na schody. - Dlaczego powiedziałaś mojej mamie, że jesteśmy razem? - pyta Alexis.
- Yyy.. - nie wiem co powiedzieć. - Mogę pójść i to odkręcić jeśli Ci to nie odpowiada. - prycham.
- Nie! - mówi donośnym głosem. - Bardzo mi to odpowiada. - przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje. Kiedy przestaje, mówi od razu. - Chodź zobaczysz Atoma i Humbera, obiecuje, że nic Ci nie zrobią. A no i przy okazji poznasz moją babcię. - śmieje się. Ja nie mówię nic, tylko idę za nim. Kiedy wchodzimy do pokoju ściskam Jego dłoń o wiele mocniej niż wcześniej. Te psy są wielkie. Boje się ich. - Spokojnie. - uspokaja mnie. - Atom ! Humber! - one się zrywają i biegną do Niego. Kiedy podskakują są prawie równe z nim. - Nie bój się ich, pogłaskaj je. - mówi. Podchodzę do Nich, rzeczywiście. Nie są takimi bestiami na jakie się wydają. - To jest moja babcia. - pokazuje palcem Alexis. - Cześć babciu. - krzyczy na cały pokój.
- Ojej cześć wnusiu. - odpowiada mu.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić. - oznajmia jej. - To moja dziewczyna Kylie. - wskazuje na mnie.
- Dzień dobry, mam nadzieje, że Ty chociaż nie jesteś sławna. - śmieje sie.
- Nie, nie jestem. - uśmiecham się ciepło.
- Alexis, Kylie, mamo! - krzyczy mama Alexisa. - Chodźcie na obiad. - schodzimy, a przy stole siedzi już Jego brat, jakaś kobieta, dwie dziewczyny, jedna nie wiele starsza ode mnie i chłopczyk.
- Cześć Kylie. - mówi ciepło Humberto.
- Cześć. - odpowiadam. Przedstawiłam się wszystkim i usiedliśmy przy stole, aby zjeść obiad. Był pyszny!
- Wiecie co. My idziemy się przejść. Pokażę Kylie Tocopille. - oznajmia Alexis. - Chodź. - mówi do mnie, a ja wstaje od stołu, podaje mu rękę i wychodzimy z pokoju. - Zakładaj buty, a ja idę po Atoma i Humbera. - mówi. Założyłam buty i wyszliśmy z domu. Alexis trzymał w jednej ręce jedną smycz, a w drugiej drugą. - Którego chcesz prowadzić? - pyta.
- Tego złotego. - mówię mu. - On jest chyba spokojniejszy. - uśmiecham się do Niego. A on podaje mi smycz. - Gdzie idziemy? - pytam.
- Nad wybrzeże. - mówi.
- A czemu nie pójdziemy tam? - pokazuje na góry.
- Bo tam są kopalnie. - śmieje sie. - Pracowałem tam, zanim zacząłem grać tak na serio w piłkę. Musiałem jakoś pomóc utrzymać rodzinę. - opowiada.
- A Twój tata? - pytam ciekawsko.
- Yyy.. nie żyje. - odpowiada cierpko. - Zmarł kilka lat temu. Jak byłem mały w ogóle nie miał dla mnie czasu, ciągle pracował. Wyjeżdżał nawet do innego miasta. A mi została tylko mama. - mówi, widać, że jest smutny. Chyba nie będę się wypytywać. Dam mu spokój.
- Rozumiem. - mówię cicho. Przez pół drogi idziemy bez słowa. To wszystko chyba nim wstrząsnęło. Spojrzałam na Niego i lekko go szturchnęłam. Spojrzał na mnie, a ja wyciągnęłam do Niego rękę. Podał mi swoją i szliśmy razem. Ale nie potrwało to długo. Zatrzymała nas kilkunastoosobowa grupka fanów.
- Popilnuj ich. - podaje mi drugą smycz, a on poszedł do nich i rozdawał autografy. Poszłam trochę dalej od tej całej gromady. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Dziwne uczucie. Stałam sama może z 15 minut. Przyszedł Alexis i poszliśmy dalej. Kilka minut później byliśmy już na wybrzeżu. Jaki piękny zachód słońca. Atom i Humber biegały sobie koło nas, a my usiedliśmy na ławce.
- Przyprowadzasz tutaj każdą swoją dziewczynę? - śmieje się.
- Tak. - on też się zaczyna śmiać. - A tak serio to tylko Ciebie i Laię.
- Okey. - odpowiadam. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i to bardzo. - mówi mi i wtula się we mnie. Jemu chyba na prawdę brakuje miłości. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do Jego domu. Zostawiliśmy psy i pojechaliśmy do hotelu.
- Co z Jonatanem?
- No.. - przerywa i się uśmiecha. - Jesteśmy znowu razem.
- Jeju to super! - ściskam ją z radości.
- A z tym twoim alvaro jak tam? - śmieje sie.
- Dobrze, powiedział, że mnie kocha i zabiera mnie dzisiaj na wycieczkę.
- Wow ! Kocha Cie? To ekstra. Ale jesteście razem?
- Ymm.. Nie.. - chowam wzrok na dół.
- Jejć jaka szkoda. - mówi. - Dobra jedz, bo zaraz on wróci z treningu.
- A no tak. - szybko zjadam śniadanie i idę do pokoju. A on wychodzi z łazienki.
- Jedziemy czy nie? - pytam.
- No już czekaj, przebiorę się. - burczy.
- Szybciej! - pośpieszam go.
- Już. - wychodzi z łazienki, bierze mnie za rękę, chwytam szybko torebkę i wychodzimy z pokoju. - Chodź pojedziemy windą. - o matko, po windzie kręci mi się w głowie.. Oj tam może mi nic nie będzie. Wsiadamy szybko do windy, Alexis wciska guzik na -1. I jedziemy z 20-tego piętra. Oddycham szybciej, zawsze bałam się jeździć windą. Chwilę potem wysiadamy z niej. Znajdujemy się na podziemnym parkingu.
- O Jezu ja chyba lecę. - mówię. Robi mi się ciemno przed oczami.
- Kylie nic Ci nie jest? - pyta mnie, trzymając mnie w talii i patrząc troskliwym wzrokiem.
- Nie. - mówię cicho. - Od windy kręci mi się w głowie. To już nie pierwszy raz.
- Czyli to już nie pierwszy raz jakiś chłopak Cie ratuje?
- Tak - śmieje się. - Gdzie ten Twój samochód?
- Chodź. - tym razem obejmuje mnie ramieniem i idziemy do Jego samochodu. - Oto on.
- Woow. - buzia sama mi się otworzyła. - Kolejne Audi R8?
- Tak, uwielbiam te samochody. W Barcelonie mam jeszcze czarną.
- O matko, to ja jeszcze na swój porządny samochód a Ty masz już trzy. - śmieje się.
- Kupię Ci kiedyś takie. A teraz wsiadaj i jedziemy, bo nie chcę się spóźnić. - mówi poważnie.
- Okey. - wsiadam do samochodu. - A ile będziemy jechać?
- Ponad 1000 kilometrów, myślę, że w niecałe trzy godziny się wyrobimy. - odpowiada mi.
- To gdzie my jedziemy? - pytam kiedy wyjeżdża z parkingu i kieruje się na autostradę.
- Do Tocopilli. - oznajmia.
- Po co? - pytam - Aż tak daleko?
- Zobaczysz. - odpowiada.
Faktycznie w niecałe trzy godziny byliśmy na miejscu. Jechał o wiele szybciej niż w Londynie. To chyba dlatego, że jest u siebie i czuje się pewniej. Dojechaliśmy do tej Tocopilli. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to jakieś góry. Następnie zauważyłam, że wszystkie domki były malutkie. Po prostu wyglądały na ruiny. Po ulicach biegały dzieci i grały w piłkę. Jego samochód w ogóle nie pasował do otoczenia, przez jakie przejeżdżaliśmy. Tuż koło tej góry wjechaliśmy w jakąś drogę były tam skromne domki. Alexis zaparkował przy jednym z nich i wysiedliśmy. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Tutaj się wychowałem. - mówi mi.
- W tej miejscowości tak? - pytam. Nie pasuje to wcale do Niego.
- Tak. - odpowiada. - A to jest mój rodzinny dom. - pokazuje palcem na dom stojący na przeciwko nas. Jest niebieski, widać, że nowy. - Przerobiłem go. Kiedyś była to jedna wielka ruina. Ale zrobiłem to dla mojej mamy, żeby żyło jej się lepiej. - w Jego oczach widać łzy. Wyplątuje się z Jego objęć i mocno go przytulam. Odwzajemnia ten uścisk. Chwilę potem z Tego skromnego domku wychodzi starsza kobieta.
- Cześć mamo. - przytula ją Alexis. Jeju są tacy do siebie podobni.
- Cześć synku. - odwzajemnia Jego uścisk. - Co to za śliczna dziewczyna? - A ja robię się czerwona jak burak. Jestem śliczna. Ja tak nie sądzę.
- Mamo to jest Kylie. - mówi Alexis i spogląda dziwnym wzrokiem na mnie. Nie wiem co miało to oznaczać. Oj tam.
- Dzień dobry Kylie. - mówi Jego mama. - Ja jestem Martina, mama Alexisa.
- Dzień dobry. Domyśliłam się. Jej jacy wy jesteście do siebie podobni. - mówię do Niej. A ona się śmieje.
- Jesteście razem? - pyta od razu Jego mama.
- Tak. - mówię szybko, zanim Alexis chciał coś powiedzieć. Po chwili spogląda na mnie zdziwiony i się uśmiecha.
- Wow jesteś pierwszą dziewczyną Alexisa, taką nie popularną. - stwierdza Jego mama. A ja na Niego spoglądam. - Zapraszam do środka, przecież nie będziemy tutaj stać. Alexis Atom i Humber siedzą z babcią i chyba oglądają telewizję. Idź tam zobacz.
- Kylii chodź. - bierze mnie za rękę. I udajemy się na schody. - Dlaczego powiedziałaś mojej mamie, że jesteśmy razem? - pyta Alexis.
- Yyy.. - nie wiem co powiedzieć. - Mogę pójść i to odkręcić jeśli Ci to nie odpowiada. - prycham.
- Nie! - mówi donośnym głosem. - Bardzo mi to odpowiada. - przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje. Kiedy przestaje, mówi od razu. - Chodź zobaczysz Atoma i Humbera, obiecuje, że nic Ci nie zrobią. A no i przy okazji poznasz moją babcię. - śmieje się. Ja nie mówię nic, tylko idę za nim. Kiedy wchodzimy do pokoju ściskam Jego dłoń o wiele mocniej niż wcześniej. Te psy są wielkie. Boje się ich. - Spokojnie. - uspokaja mnie. - Atom ! Humber! - one się zrywają i biegną do Niego. Kiedy podskakują są prawie równe z nim. - Nie bój się ich, pogłaskaj je. - mówi. Podchodzę do Nich, rzeczywiście. Nie są takimi bestiami na jakie się wydają. - To jest moja babcia. - pokazuje palcem Alexis. - Cześć babciu. - krzyczy na cały pokój.
- Ojej cześć wnusiu. - odpowiada mu.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić. - oznajmia jej. - To moja dziewczyna Kylie. - wskazuje na mnie.
- Dzień dobry, mam nadzieje, że Ty chociaż nie jesteś sławna. - śmieje sie.
- Nie, nie jestem. - uśmiecham się ciepło.
- Alexis, Kylie, mamo! - krzyczy mama Alexisa. - Chodźcie na obiad. - schodzimy, a przy stole siedzi już Jego brat, jakaś kobieta, dwie dziewczyny, jedna nie wiele starsza ode mnie i chłopczyk.
- Cześć Kylie. - mówi ciepło Humberto.
- Cześć. - odpowiadam. Przedstawiłam się wszystkim i usiedliśmy przy stole, aby zjeść obiad. Był pyszny!
- Wiecie co. My idziemy się przejść. Pokażę Kylie Tocopille. - oznajmia Alexis. - Chodź. - mówi do mnie, a ja wstaje od stołu, podaje mu rękę i wychodzimy z pokoju. - Zakładaj buty, a ja idę po Atoma i Humbera. - mówi. Założyłam buty i wyszliśmy z domu. Alexis trzymał w jednej ręce jedną smycz, a w drugiej drugą. - Którego chcesz prowadzić? - pyta.
- Tego złotego. - mówię mu. - On jest chyba spokojniejszy. - uśmiecham się do Niego. A on podaje mi smycz. - Gdzie idziemy? - pytam.
- Nad wybrzeże. - mówi.
- A czemu nie pójdziemy tam? - pokazuje na góry.
- Bo tam są kopalnie. - śmieje sie. - Pracowałem tam, zanim zacząłem grać tak na serio w piłkę. Musiałem jakoś pomóc utrzymać rodzinę. - opowiada.
- A Twój tata? - pytam ciekawsko.
- Yyy.. nie żyje. - odpowiada cierpko. - Zmarł kilka lat temu. Jak byłem mały w ogóle nie miał dla mnie czasu, ciągle pracował. Wyjeżdżał nawet do innego miasta. A mi została tylko mama. - mówi, widać, że jest smutny. Chyba nie będę się wypytywać. Dam mu spokój.
- Rozumiem. - mówię cicho. Przez pół drogi idziemy bez słowa. To wszystko chyba nim wstrząsnęło. Spojrzałam na Niego i lekko go szturchnęłam. Spojrzał na mnie, a ja wyciągnęłam do Niego rękę. Podał mi swoją i szliśmy razem. Ale nie potrwało to długo. Zatrzymała nas kilkunastoosobowa grupka fanów.
- Popilnuj ich. - podaje mi drugą smycz, a on poszedł do nich i rozdawał autografy. Poszłam trochę dalej od tej całej gromady. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Dziwne uczucie. Stałam sama może z 15 minut. Przyszedł Alexis i poszliśmy dalej. Kilka minut później byliśmy już na wybrzeżu. Jaki piękny zachód słońca. Atom i Humber biegały sobie koło nas, a my usiedliśmy na ławce.
- Przyprowadzasz tutaj każdą swoją dziewczynę? - śmieje się.
- Tak. - on też się zaczyna śmiać. - A tak serio to tylko Ciebie i Laię.
- Okey. - odpowiadam. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i to bardzo. - mówi mi i wtula się we mnie. Jemu chyba na prawdę brakuje miłości. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do Jego domu. Zostawiliśmy psy i pojechaliśmy do hotelu.
piątek, 17 lipca 2015
I Will Never Let You Down
*dwa dni później*
Piik Piik Piik
Dzwoni mój budzik. Cholera jasna. Kto go tutaj nastawił na 6;30? Zapewne Mia! Kurde, chciałam się wyspać. Jeju jak się nie wyśpię to usnę w samolocie. No trudno, tylko żebym nie powiedziała nic głupiego przez sen.
- Mia! - krzyczę na całe mieszkanie.
- Witam, robię omlety. - mówi ucieszona wchodząc do mojego pokoju. - Chcesz?
- Chce. - burczę - Po co nastawiłaś mi budzik na 6;30?
- Żebyś się nie spóźniła. Znowu. - śmieje się.
- Jak usnę w samolocie i zacznę gadać przez sen jakieś głupoty to będzie twoja wina. - mówię jej.
- Spokojnie. - uspokaja mnie.
- Alexis chce ze mną siąść. - mówię - A ja się boje wylotu i lądowania, więc będę się czuła bezpieczniej. - tłumaczę jej. - A Raf pewnie siądzie z bratem Alexisa, więc będziesz zmuszona siąść z Jonatanem.
- O matko, no skoro muszę. Przynajmniej postaram się to wszystko wyjaśnić. - mówi i wychodzi do kuchni, a ja za nią.
- Przynajmniej.
Zjadłyśmy śniadanie i po 7;00 zadzwonił Alexis.
- Wow odebrałaś za pierwszym razem. Budzenie Cie, nie było takie trudne. - śmieje się do słuchawki.
- Nie śpię już od 6;30. Mia bez mojej wiedzy nastawiła mi budzik, żebym się nie spóźniła.
- No to dobrze. - odparł.
- No nie wiem. - śmieję się. - Kurde przez Twój telefon Mia zajęła mi łazienkę.
- No przepraszam Cię bardzo. - mówi, i czuję, że się uśmiecha.
- Takie przepraszam nie wystarczy.
- To przeproszę Cię później. Do zobaczenia pa.
- Pa. - odpowiadam. To przeproszę Cię później. O co mu chodziło. Oj tam. Lepiej pójdę naszykować sobie ciuchy zanim Mia wyjdzie z łazienki. Poszłam do pokoju, stanęłam przy szafie. Nie wiem co mam założyć. Zimno w sumie. Większość rzeczy już spakowałam więc zostały mi same okropne rzeczy. Na szczęście zostawiłam sobie moje spodnie jeansowe z dziurami. I kilka bluzek, ale wybrałam szarą z napisem " I LOVE MY BOYFRIEND". Dobra narazie tyle wystarczy. Mia na szczęście wyszła z łazienki i poszłam się wykąpać. Założyłam ubranie i poszłam się malować. Narysowałam sobie cienkie kreski eyelinerem, pomalowałam rzęsy i nałożyłam jasno różową pomadkę. Do torebki spakowałam sobie balsam eos, telefon, ładowarkę i słuchawki. Oczywiście prawie zapomniałabym spakować dokumentów. Była już prawie 8;00 szybko założyłam skarpetki, moje ulubione roshe i czarny sweter z kapturem.
- Okulary! - przypomina mi Mia. Pośpiesznie pakuję okulary przeciwsłoneczne i moje zwykłe, których oczywiście nie noszę. Na szczęście włosy mi się ułożyły i nie musiałam nic z nimi robić. Wyszłyśmy z walizkami Mia zamknęła mieszkanie i wyszłyśmy z kamienicy. Tuż przed kamienicą czekał już na nas duży samochód. Spakowałyśmy walizki i wsiadłyśmy do niego. Raf prowadził, a Alexis siedział tuż obok Niego. Za nimi Jonatan, a za Jonatanem jakaś dziewczyna. Mia od razu przysiadła się do Jonatana, a ja do tej ładnej jasnowłosej dziewczyny. I odjechaliśmy.
- Cześć, kim jesteś? - Witam się z nią, troszkę mi głupio, że wypaliłam z takim pytaniem.
- Hej, jestem Rita. - przedstawia się. - Dziewczyna Rafinhii. - dodaje szybko.
- Raf braciszku nie chwaliłeś się. - od razu wykrzykuję do Niego.
- Nie było kiedy. - odpowiada. - Uprzedzam Twoje pytanie. Od 2 miesięcy. - dodaje.
- Dzięki. - mówię do Niego. - A ja jestem Kylie. Ale możesz mi mówić Kylii. - uśmiecham się.
- Oki, jesteś śliczna. Alexis ma szczęście. - czerwienię się.
- Dziękuję. Ty też jesteś bardzo śliczna. - uśmiecham się szczerze. - Czekaj, czekaj. Ty jesteś ta Rita? Rita Ora?
- Tak. - śmieje się.
- Jejku, uwielbiam Cię! - krzyczę na cały samochód. - O mamusiu, chcę z Tobą zdjęcie!
- Dobra. - zrobiłyśmy sobie selfie, które Rita dodała od razu na instagram.
- Dziękuję Ci bardzo. - śmieję się. Przez całą drogę na lotnisko gadałyśmy o wszystkim co się da. A Mia, rozmawiała o czymś z Jonatanem. Kiedy wyszliśmy z samochodu, Raf i Alexis wyciągnęli nasze bagaże.
- Radzę założyć okulary, bo jest tutaj pełno paparazi. - ostrzega Alexis.
- Dobrze. - zakładam posłusznie okulary.
- No to teraz mogę Cię przeprosić. - uśmiecha się.
- Ciekawe ja.. - próbowałam zapytać, ale On mnie pocałował. Słyszałam tylko pstryk aparatu. Na szczęście to był tylko Raf.
- I co dalej nie jesteście razem? - pyta Raf.
- To oni nie byli razem? - pyta go Rita.
- Yyy.. - tylko to mogę powiedzieć.
- No.. wiesz.. nie. - mówi Alexis.
- Dobra, dobra. - mówi Raf, bierze Ritę za rękę i idą w stronę lotniska. - Za 10 minut odprawa. Szybko.
- Już idziemy. - odpiera Alexis. - Chodź. - podaje mi rękę, a ja podaje mu swoją. Szybko zmierzamy na odprawę. Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
- Gdzie Twój brat? - pytam i rozglądam się po lotnisku.
- Poleciał wcześniejszym samolotem. - mówi i uśmiecha się do mnie.
- No dobrze.
Po odprawie wsiedliśmy do samolotu.
- Ja siedzę przy oknie. - komunikuje od razu Alexisowi.
- Niech Ci będzie. - ustępuje mi. Usiedliśmy między Ritą i Rafem a Mią i Jonatanem.
- Uwaga drodzy pasażerowie. Proszę zapiąć pasy, za chwilę będziemy startować. - powiedziała skąpo ubrana stewardessa. Oczywiście uśmiechnęła się do Alexisa. W sumie jak każda dziewczyna siedząca blisko nas. Denerwowało mnie to trochę.
- O matko wylatujemy. - złapałam mocno Alexisa za rękę i zamknęłam oczy.
- Już spokojnie. - słysząc te słowa od razu otwieram oczy. I spoglądam na Alexisa. Uśmiecha się do mnie i patrzy mi głęboko w oczy. Mam wrażenie, że się zakochał. Ale we mnie? Przecież we mnie nie ma nic szczególnego. Ech..
- Masz brązowe oczy. - jaka ja jestem głupia. Po co to powiedziałam.
- Ty też. - śmieje sie. - Wiesz, od dwóch dni próbuję Ci coś powiedzieć, ale..
- Co tam? - wtrąca się Raf.
- No właśnie. - mówi Alexis. - Rafinha.. - Alexis patrzy na Niego takim wzrokiem, żeby się odwrócił.
- Mów co chciałeś mówić. - nakazuje mu.
- No to .. - przerywa i myśli nad czymś. - Nie wiem jak to powiedzieć. Nieśmiały jestem.
- Oj wal prosto z mostu, przecież Ci nie wydrapię oczu. - zaczynam się śmiać.
- Kocham Cię. - od razu cichnę i nie wiem co powiedzieć.
- Serio? - pytam jak jakaś idiotka.
- Tak. - jeju czyli nie śnię!
- Ymm.. - składam na Jego ustach delikatny pocałunek.
- Czyli Ty mnie też? - pyta, aby się upewnić.
- Taak. - szepczę mu do ucha.
- Co to za tajemnice? - krzyczy Raf na cały samolot.
- Zamknij się. - mówię z Alexisem jednym głosem i zaczynamy się śmiać.
- Rita ogarnij go tam, bo przez ten lot jest jakiś nadpobudliwy. - śmieje się do Niej.
- Gdybym jeszcze wiedziała jak. - śmieje się razem ze mną.
Raf odwraca się i razem z Ritą zaczynają słuchać muzyki.
- No to mogę spać spokojnie. - mówię do Alexisa.
- Spać? - pyta zdziwiony.
- Tak, nie wyspałam się. - tłumaczę mu. - Mogę położyć głowę na Twoim ramieniu?
- Jasne, że tak. - położyłam głowę i zasnęłam. Minęła może godzina. A usłyszałam głos Alexisa. - Skarbie, spokojnie. Nigdy Cię nie zostawię.
- Wiem. - powiedziałam otwierając oczy.
- Skoro to wiesz, to dlaczego zaczęłaś gadać przez sen Alexis nie zostawiaj mnie? - marszczy brwi.
- Miałam koszmar po prostu. - mówię. Jeju śniła mi się jakaś laska i on mnie dla niej zostawił. - Ale już jest dobrze. - wtuliłam się w Niego. On objął mnie, oparł swoją głowę o moją. Złapałam go za rękę i znowu zasnęłam.
- Eee wstawajcie już wylądowaliśmy! - drze się nad nami Raf.
- Co jest? - Alexis pyta zaspany.
- Wylądowaliśmy głąbie!
- Aaa to trzeba wychodzić. - zaczęliśmy się śmiać. Po 15 minutach wyszliśmy już z lotniska, kiedy kierowaliśmy się do samochodu, jakaś dziewczyna zaczęła szarpać się z policjantami i krzyczała, że chce zdjęcie z Alexisem. On podszedł do niej zabrał ją od nich i zrobił sobie z nią zdjęcie, a ta w podzięce dała mu całusa w policzek. Jeju on naprawdę jest miły dla swoich fanów. Wrócił do nas podał i rękę i wsiedliśmy do samochodu. Hotel był kilka kilometrów stąd. Po 20 minutach byliśmy już pod hotelem. Zabraliśmy nasze walizki i weszliśmy do Niego. Alexis wziął kluczyk do pokoju i poszliśmy do Niego.
- Wiesz co ja mam jutro trening z reprezentacją od 10;00 do 12;00. Jak wrócę to zabiorę Cię na wycieczkę. - oznajmia mi.
- A gdzie? - pytam.
- Jutro się dowiesz. - uśmiecha się do mnie. - Chodź pod prysznic.
- Co? - pytam zdziwiona
- No chodź. - nakazuje mi.
- Dobra.. - poszłam z nim do łazienki, rozebrał się. Jezu ja chyba śnię. Warto było pójść na tą imprezę. Ja również się rozebrałam i weszłam do kabiny. Strumień ciepłej wody oblewał nas, a on zaczął mnie całować. Zdziwiłam się. Przecież mieliśmy się myć. Przestał mnie całować i umyliśmy się.Wyszliśmy z kabiny, zawinęłam sobie ręcznik i poszłam zmyć resztki makijażu. Zarzuciłam na siebie górę od piżamy i majtki.
- Po co się ubrałaś? - mówi Alexis i łapie mnie w tali.
- Ymm.. bo idziemy spać? - odpowiadam mu.
- Nie byłbym tego taki pewny. - śmieje sie. Wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko. Zawisnął nade mną - Nic nie mówiłaś, że śpisz dzisiaj ze mną pod warunkiem, że nic nie będziemy robić. - śmieje się.
- Szlak! - wiję się pod nim i śmieje. Powoli ściągnął mi majteczki i wchodził we mnie i wychodził całując mnie po szyi. Dotarł do dekoltu i zrobił mi dwie malinki. Zabiję go chyba. Wykończeni padliśmy spać.
Piik Piik Piik
Dzwoni mój budzik. Cholera jasna. Kto go tutaj nastawił na 6;30? Zapewne Mia! Kurde, chciałam się wyspać. Jeju jak się nie wyśpię to usnę w samolocie. No trudno, tylko żebym nie powiedziała nic głupiego przez sen.
- Mia! - krzyczę na całe mieszkanie.
- Witam, robię omlety. - mówi ucieszona wchodząc do mojego pokoju. - Chcesz?
- Chce. - burczę - Po co nastawiłaś mi budzik na 6;30?
- Żebyś się nie spóźniła. Znowu. - śmieje się.
- Jak usnę w samolocie i zacznę gadać przez sen jakieś głupoty to będzie twoja wina. - mówię jej.
- Spokojnie. - uspokaja mnie.
- Alexis chce ze mną siąść. - mówię - A ja się boje wylotu i lądowania, więc będę się czuła bezpieczniej. - tłumaczę jej. - A Raf pewnie siądzie z bratem Alexisa, więc będziesz zmuszona siąść z Jonatanem.
- O matko, no skoro muszę. Przynajmniej postaram się to wszystko wyjaśnić. - mówi i wychodzi do kuchni, a ja za nią.
- Przynajmniej.
Zjadłyśmy śniadanie i po 7;00 zadzwonił Alexis.
- Wow odebrałaś za pierwszym razem. Budzenie Cie, nie było takie trudne. - śmieje się do słuchawki.
- Nie śpię już od 6;30. Mia bez mojej wiedzy nastawiła mi budzik, żebym się nie spóźniła.
- No to dobrze. - odparł.
- No nie wiem. - śmieję się. - Kurde przez Twój telefon Mia zajęła mi łazienkę.
- No przepraszam Cię bardzo. - mówi, i czuję, że się uśmiecha.
- Takie przepraszam nie wystarczy.
- To przeproszę Cię później. Do zobaczenia pa.
- Pa. - odpowiadam. To przeproszę Cię później. O co mu chodziło. Oj tam. Lepiej pójdę naszykować sobie ciuchy zanim Mia wyjdzie z łazienki. Poszłam do pokoju, stanęłam przy szafie. Nie wiem co mam założyć. Zimno w sumie. Większość rzeczy już spakowałam więc zostały mi same okropne rzeczy. Na szczęście zostawiłam sobie moje spodnie jeansowe z dziurami. I kilka bluzek, ale wybrałam szarą z napisem " I LOVE MY BOYFRIEND". Dobra narazie tyle wystarczy. Mia na szczęście wyszła z łazienki i poszłam się wykąpać. Założyłam ubranie i poszłam się malować. Narysowałam sobie cienkie kreski eyelinerem, pomalowałam rzęsy i nałożyłam jasno różową pomadkę. Do torebki spakowałam sobie balsam eos, telefon, ładowarkę i słuchawki. Oczywiście prawie zapomniałabym spakować dokumentów. Była już prawie 8;00 szybko założyłam skarpetki, moje ulubione roshe i czarny sweter z kapturem.
- Okulary! - przypomina mi Mia. Pośpiesznie pakuję okulary przeciwsłoneczne i moje zwykłe, których oczywiście nie noszę. Na szczęście włosy mi się ułożyły i nie musiałam nic z nimi robić. Wyszłyśmy z walizkami Mia zamknęła mieszkanie i wyszłyśmy z kamienicy. Tuż przed kamienicą czekał już na nas duży samochód. Spakowałyśmy walizki i wsiadłyśmy do niego. Raf prowadził, a Alexis siedział tuż obok Niego. Za nimi Jonatan, a za Jonatanem jakaś dziewczyna. Mia od razu przysiadła się do Jonatana, a ja do tej ładnej jasnowłosej dziewczyny. I odjechaliśmy.
- Cześć, kim jesteś? - Witam się z nią, troszkę mi głupio, że wypaliłam z takim pytaniem.
- Hej, jestem Rita. - przedstawia się. - Dziewczyna Rafinhii. - dodaje szybko.
- Raf braciszku nie chwaliłeś się. - od razu wykrzykuję do Niego.
- Nie było kiedy. - odpowiada. - Uprzedzam Twoje pytanie. Od 2 miesięcy. - dodaje.
- Dzięki. - mówię do Niego. - A ja jestem Kylie. Ale możesz mi mówić Kylii. - uśmiecham się.
- Oki, jesteś śliczna. Alexis ma szczęście. - czerwienię się.
- Dziękuję. Ty też jesteś bardzo śliczna. - uśmiecham się szczerze. - Czekaj, czekaj. Ty jesteś ta Rita? Rita Ora?
- Tak. - śmieje się.
- Jejku, uwielbiam Cię! - krzyczę na cały samochód. - O mamusiu, chcę z Tobą zdjęcie!
- Dobra. - zrobiłyśmy sobie selfie, które Rita dodała od razu na instagram.
- Dziękuję Ci bardzo. - śmieję się. Przez całą drogę na lotnisko gadałyśmy o wszystkim co się da. A Mia, rozmawiała o czymś z Jonatanem. Kiedy wyszliśmy z samochodu, Raf i Alexis wyciągnęli nasze bagaże.
- Radzę założyć okulary, bo jest tutaj pełno paparazi. - ostrzega Alexis.
- Dobrze. - zakładam posłusznie okulary.
- No to teraz mogę Cię przeprosić. - uśmiecha się.
- Ciekawe ja.. - próbowałam zapytać, ale On mnie pocałował. Słyszałam tylko pstryk aparatu. Na szczęście to był tylko Raf.
- I co dalej nie jesteście razem? - pyta Raf.
- To oni nie byli razem? - pyta go Rita.
- Yyy.. - tylko to mogę powiedzieć.
- No.. wiesz.. nie. - mówi Alexis.
- Dobra, dobra. - mówi Raf, bierze Ritę za rękę i idą w stronę lotniska. - Za 10 minut odprawa. Szybko.
- Już idziemy. - odpiera Alexis. - Chodź. - podaje mi rękę, a ja podaje mu swoją. Szybko zmierzamy na odprawę. Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
- Gdzie Twój brat? - pytam i rozglądam się po lotnisku.
- Poleciał wcześniejszym samolotem. - mówi i uśmiecha się do mnie.
- No dobrze.
Po odprawie wsiedliśmy do samolotu.
- Ja siedzę przy oknie. - komunikuje od razu Alexisowi.
- Niech Ci będzie. - ustępuje mi. Usiedliśmy między Ritą i Rafem a Mią i Jonatanem.
- Uwaga drodzy pasażerowie. Proszę zapiąć pasy, za chwilę będziemy startować. - powiedziała skąpo ubrana stewardessa. Oczywiście uśmiechnęła się do Alexisa. W sumie jak każda dziewczyna siedząca blisko nas. Denerwowało mnie to trochę.
- O matko wylatujemy. - złapałam mocno Alexisa za rękę i zamknęłam oczy.
- Już spokojnie. - słysząc te słowa od razu otwieram oczy. I spoglądam na Alexisa. Uśmiecha się do mnie i patrzy mi głęboko w oczy. Mam wrażenie, że się zakochał. Ale we mnie? Przecież we mnie nie ma nic szczególnego. Ech..
- Masz brązowe oczy. - jaka ja jestem głupia. Po co to powiedziałam.
- Ty też. - śmieje sie. - Wiesz, od dwóch dni próbuję Ci coś powiedzieć, ale..
- Co tam? - wtrąca się Raf.
- No właśnie. - mówi Alexis. - Rafinha.. - Alexis patrzy na Niego takim wzrokiem, żeby się odwrócił.
- Mów co chciałeś mówić. - nakazuje mu.
- No to .. - przerywa i myśli nad czymś. - Nie wiem jak to powiedzieć. Nieśmiały jestem.
- Oj wal prosto z mostu, przecież Ci nie wydrapię oczu. - zaczynam się śmiać.
- Kocham Cię. - od razu cichnę i nie wiem co powiedzieć.
- Serio? - pytam jak jakaś idiotka.
- Tak. - jeju czyli nie śnię!
- Ymm.. - składam na Jego ustach delikatny pocałunek.
- Czyli Ty mnie też? - pyta, aby się upewnić.
- Taak. - szepczę mu do ucha.
- Co to za tajemnice? - krzyczy Raf na cały samolot.
- Zamknij się. - mówię z Alexisem jednym głosem i zaczynamy się śmiać.
- Rita ogarnij go tam, bo przez ten lot jest jakiś nadpobudliwy. - śmieje się do Niej.
- Gdybym jeszcze wiedziała jak. - śmieje się razem ze mną.
Raf odwraca się i razem z Ritą zaczynają słuchać muzyki.
- No to mogę spać spokojnie. - mówię do Alexisa.
- Spać? - pyta zdziwiony.
- Tak, nie wyspałam się. - tłumaczę mu. - Mogę położyć głowę na Twoim ramieniu?
- Jasne, że tak. - położyłam głowę i zasnęłam. Minęła może godzina. A usłyszałam głos Alexisa. - Skarbie, spokojnie. Nigdy Cię nie zostawię.
- Wiem. - powiedziałam otwierając oczy.
- Skoro to wiesz, to dlaczego zaczęłaś gadać przez sen Alexis nie zostawiaj mnie? - marszczy brwi.
- Miałam koszmar po prostu. - mówię. Jeju śniła mi się jakaś laska i on mnie dla niej zostawił. - Ale już jest dobrze. - wtuliłam się w Niego. On objął mnie, oparł swoją głowę o moją. Złapałam go za rękę i znowu zasnęłam.
- Eee wstawajcie już wylądowaliśmy! - drze się nad nami Raf.
- Co jest? - Alexis pyta zaspany.
- Wylądowaliśmy głąbie!
- Aaa to trzeba wychodzić. - zaczęliśmy się śmiać. Po 15 minutach wyszliśmy już z lotniska, kiedy kierowaliśmy się do samochodu, jakaś dziewczyna zaczęła szarpać się z policjantami i krzyczała, że chce zdjęcie z Alexisem. On podszedł do niej zabrał ją od nich i zrobił sobie z nią zdjęcie, a ta w podzięce dała mu całusa w policzek. Jeju on naprawdę jest miły dla swoich fanów. Wrócił do nas podał i rękę i wsiedliśmy do samochodu. Hotel był kilka kilometrów stąd. Po 20 minutach byliśmy już pod hotelem. Zabraliśmy nasze walizki i weszliśmy do Niego. Alexis wziął kluczyk do pokoju i poszliśmy do Niego.
- Wiesz co ja mam jutro trening z reprezentacją od 10;00 do 12;00. Jak wrócę to zabiorę Cię na wycieczkę. - oznajmia mi.
- A gdzie? - pytam.
- Jutro się dowiesz. - uśmiecha się do mnie. - Chodź pod prysznic.
- Co? - pytam zdziwiona
- No chodź. - nakazuje mi.
- Dobra.. - poszłam z nim do łazienki, rozebrał się. Jezu ja chyba śnię. Warto było pójść na tą imprezę. Ja również się rozebrałam i weszłam do kabiny. Strumień ciepłej wody oblewał nas, a on zaczął mnie całować. Zdziwiłam się. Przecież mieliśmy się myć. Przestał mnie całować i umyliśmy się.Wyszliśmy z kabiny, zawinęłam sobie ręcznik i poszłam zmyć resztki makijażu. Zarzuciłam na siebie górę od piżamy i majtki.
- Po co się ubrałaś? - mówi Alexis i łapie mnie w tali.
- Ymm.. bo idziemy spać? - odpowiadam mu.
- Nie byłbym tego taki pewny. - śmieje sie. Wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko. Zawisnął nade mną - Nic nie mówiłaś, że śpisz dzisiaj ze mną pod warunkiem, że nic nie będziemy robić. - śmieje się.
- Szlak! - wiję się pod nim i śmieje. Powoli ściągnął mi majteczki i wchodził we mnie i wychodził całując mnie po szyi. Dotarł do dekoltu i zrobił mi dwie malinki. Zabiję go chyba. Wykończeni padliśmy spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)