niedziela, 9 sierpnia 2015

I love you so much

I tak mijał dzień, za dniem. Cały czas siedziałam przy nim. Tylko rano gdy Jego mama przychodziła jechałam do domu wziąć prysznic i się przebrać. Codziennie przychodziła Jego rodzina, Raf, Rita, Jon i Mia razem z chłopakami z klubu. Opowiadali mu co dzieje się na treningach i w ogóle. Wierzyli tak jak ja, że on nas słyszy. I tak jak codziennie oni poszli już do domu, a ja zostałam sama.
- Nie ja nie mogę Cię tu tak zostawić. - wróciła się Mia. - Zostaje z Tobą.
- Na prawdę? - zapytałam.
- Tak. - wspominałyśmy stare czasy i opowiadałyśmy o swoich problemach. Nagle poczułam ucisk ręki Alexisa. Spojrzałam na Niego i on zaczął przekręcać się z boku na bok.
- Gdzie ja jestem? - powiedział zachrypniętym głosem.
- Mia wołaj lekarza! Obudził się! - zaczęłam krzyczeć. Spojrzałam na Niego i zaczęłam płakać.
- Dlaczego płaczesz? Kylie co Ty tu robisz? Co ja tu robię? Skąd ja się tu wziąłem? - zaczął wypytywać.
- Bo się obudziłeś. Siedzę jak widzisz. A Ty.. - nie dokończyłam.
- Dobry wieczór Panie Sanchez. Miał Pan wypadek. Na szczęście nic Panu nie jest, będzie Pan musiał zostać jeszcze na kilka dni na obserwacji. - wtrącił lekarz. - Jak to się stało?
- No to jechałem samochodem, a potem poczułem ból i obudziłem się tutaj. - opowiedział trzymając się za głowę.
- Podobno wjechałeś w drzewo.. - powiedziałam.
- Ma Pan świetną narzeczoną. Dzień i noc przy Panu tutaj była. - powiedział lekarz wychodząc. A on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Ymm.. zadzwoniła do mnie Pani i zaczęła mówić, że mój narzeczony miał wypadek. A na recepcji by mnie nie wpuścili do Ciebie. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic nie szkodzi. - odparł. - Dziękuje. A teraz jedź do domu, bo jesteś strasznie zmarnowana.
- Dobrze, Mia chodź. - powiedziałam. - Trzymaj mnie mocno bo nie mam siły w nogach. - wyszeptałam jej. Zeszłyśmy na dwór i pojechałyśmy do domu Alexisa. Była już tam Jego mama.
- Alexis się wybudził. - oznajmiłam.
- Kiedy? - zapytała ze łzami w oczach.
- Pół godziny po tym jak pojechaliście. Jutro po dziesiątej pojedziemy do Niego, dobrze?
- Jasne. - uściskała mnie. - Chodź Mia. - poszłyśmy na górę i zasnęłyśmy.
*następnego dnia* 
Obudziłam się, poszłam wziąć prysznic, ubrałam się. Potem zjadłam śniadanie i pojechałyśmy do Niego. Kiedy byłyśmy koło Jego sali usłyszałam jakieś krzyki. Podeszłam bliżej i zobaczyłam nikogo innego jak Laię.
- Nie chciałeś jej zdradzić? W taki razie jej nawymyślałam! Haha a teraz ma Cie w dupie! - zaczęła się drzeć.
- Kobieto daj mi święty spokój. Zdradziłaś mnie, a teraz oczekujesz, że do Ciebie wrócę, bo Kylie mnie nie chce? Ja ją kocham i nie odpuszczę jej sobie. - powiedział spokojnym głosem.
- A wiesz co? To ja przecięłam te głupie przewody hamulcowe! Skoro ja Cię nie mogę mieć żadna nie będzie Cię miała! - wykrzyczała.
- Ty suko! - krzyknęłam i rzuciłam się na Nią. Na szczęście wpadł Raf i Jonatan i mnie od niej odciągnęli.
- Dzwoń po policję! - krzyknął Raf do Humberto. Ten od razu zadzwonił i po kilku minutach byli już na miejscu. Zabrali ją i kazali mi przyjechać wieczorem na komisariat w celu złożenia zeznań. Mama i brat Alexisa razem z Rafem i Jonatanem poszli do bufetu. Zostałam sama wraz z Nim na sali. Usiadłam przy Jego łóżku i zaczęłam płakać.
- Ej nie płacz. - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Dlaczego ja Ci nie wierzyłam? Jaka ja byłam głupia. - wydukałam. - Przepraszam Cię, ja Cię kocham. Wtedy jak powiedziałam, że nie chcę Cie znać, kłamałam. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie masz za co przepraszać, gdyby mi ktoś tak zaczął opowiadać pewnie też bym uwierzył. - odparł. - Ja Ciebie też kocham i to bardzo. Wrócisz do mnie? - po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu. Brakowało mi tego.
- Jasne, że tak! - krzyknęłam i od razu go przytuliłam. Pocałował mnie.
- Uuuu.. - zaśmiał się Gerard.
- O cześć Geri. - powiedziałam. - W takim razie ja was zostawiam, potem przyjdę. - oznajmiłam i wyszłam.
Postanowiłam, że pójdę na spacer. Dawno tego nie robiłam. Chodziłam po pobliskim parku. Usiadłam na ławce i myślałam co mogę zrobić. Muszę chyba na trochę wyjechać. Może Mia, zgodzi się na to.. Mam taką nadzieję. Jutro Alexis wychodzi ze szpitala.. Powiem mu o tym. Z rozmyśleń wyrwał mnie jakiś głos.
- Hej, Ty to Kylie Jonson? - zapytała piętnastoletnia dziewczynka.
- Tak. - odpowiedziałam jej.
- Mogę z Tobą zdjęcie?
- Nie wyglądam najlepiej, no ale cóż. Chodź. - powiedziałam jej.
- Wyglądasz ślicznie. - skomplementowała mnie.
- Dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
- To ja dziękuje, że zgodziłaś się na zdjęcie. - zaśmiała się i mnie przytuliła. Poszłam w stronę szpitala. Udałam się od razu do sali gdzie leżał Alexis. Usiałam koło Niego i gadaliśmy. Późnym wieczorem pojechałam do Jego domu. Opowiedziałam mu o tym co chcę zrobić i zgodził się. Zadzwoniłam do Mii i uzgodniłyśmy kiedy wyjeżdżamy.

sobota, 1 sierpnia 2015

Come back to me

Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam..
- Czy Pani Kylie Jonson? - zapytała starsza pani.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Dzwonie do Pani ze szpitala. Pani narzeczony miał wypadek. - powiedziała smutnym głosem.
- Co? Jak to się stało? - zaczęłam pytać.
- Proszę przyjechać do szpitala, lekarz wszystko Pani powie.
- Dobrze, a jaki to szpital? - zapytałam, a ona podała mi adres. - Dziękuje bardzo, do widzenia.
Usiadłam ponownie na krześle i zaczęłam płakać.
- Co się stało? - zapytała Rita.
- Alexis w szpitalu. Jadę do niego. - wybiegłam z domu. Poczułam jak ktoś łapie mnie w tali.
- Kylii ja Cie zawiozę. - powiedział Raf.
- A ja dojadę za godzinę. - dodała Rita. Wsiedliśmy do samochodu i szybko odjechaliśmy. Myślałam, że zwariuje w tym samochodzie. W dodatku zaczęły się korki.
- Co dokładnie się stało? - zapytał Raf.
- Nie - nie - nie wiem.. - wydukałam. - Ta Pani powiedziała, że jak przyjadę to lekarz mi wszystko powie. - dodałam. Na szczęście zapaliło się zielone światło, Raf jechał strasznie szybko. Po niecałych piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Raf zaparkował i wbiegliśmy do szpitala.
- Dzień dobry. Przywieziono tutaj Alexisa Sancheza. W jakiej sali on leży? - zapytałam szybko.
- Dzień dobry, jak Pani się nazywa? - odpowiedziała.
- Kylie Jonson.
- A kim Pani dla Niego jest? - zapytała.
- Narzeczoną. - odburknęłam.
- Dobrze, Pan Sanchez leży na OIOM'ie. - odpowiedziała.
- Raf chodź ze mną. - złapałam go za rękę i pobiegliśmy. Po chwili znaleźliśmy Jego salę. Przed wejściem pielęgniarka kazała założyć nam fartuchy. Zrobiliśmy to i weszliśmy do sali. Kiedy go zobaczyłam zaczęłam znowu płakać. Wyglądał masakrycznie. Pobijane ręce głowa zawinięta bandażem. Był podłączony do aparatury. Odwróciłam się i wtuliłam w Rafa dalej płacząc.
- No już kochana spokojnie nie płacz. Jest pod dobrą opieką. Wszystko będzie dobrze. - pocieszał mnie. Objął mnie ramieniem i podeszliśmy do łóżka. Usiadłam na krześle koło niego i złapałam go za rękę. Raf siedział koło mnie. Nagle do sali wbiegła Jego mama.
- Jeju, co mu jest? czemu on się nie rusza? - zaczęła płakać. Była roztrzęsiona.
- Nie wiem. - łzy popłynęły mi po policzku. Raf je wytarł. - Raf zostań tutaj, a ja z Panią Martiną pójdę do lekarza. - oznajmiłam. A on pokiwał głową i wyszłyśmy. Znalazłyśmy pokój lekarza i weszłyśmy do Niego.
- Witam, jestem Kylie Jonson, a to Martina Sanchez. Jestem narzeczoną Alexisa, a ona to Jego mama. Możemy dowiedzieć się co się stało? - zapytałam.
- Witam, nazywam się Jose Rodriguez. Jasne, proszę usiąść. - powiedział ciepłym głosem.
- No to co mu się stało? Stan jest poważny? - zapytałam, a z oczu płynęły mi łzy.
- Miał poważny wypadek samochodowy. Wjechał w drzewo. Ktoś musiał mieszać przy przewodach hamulcowych. - przerwał lekarz.
- Niech tylko się dowiem kto to, to chyba własnymi rękami zabije. - przerwałam mu.
- A jak Jego stan? - Martina zapytała.
- Nie jest źle, teraz tylko czekamy kiedy wybudzi się ze śpiączki. - powiedział ze spokojem lekarz.
- Długo to potrwa? - zapytałam.
- Zobaczymy. Teraz tylko należy czekać. - powiedział i wyszłyśmy z gabinetu.
- Jak ty marnie wyglądasz.. - powiedziała Martina.
- Wydaje się Pani. - odpowiedziałam. - Chodźmy do Alexisa.
- Nie, najpierw pójdziemy kupić Ci coś do jedzenia. - wzięła mnie za rękę i wyszłyśmy ze szpitala. Przed nim stała grupa paparazzi. Robili zdjęcia i pytali o stan Alexisa. Zignorowałyśmy ich i poszłyśmy do pobliskiej restauracji. Zamówiła mi paelle. Zjadłam z niechęcią, choć była bardzo smakowita. Potem znowu poszłyśmy do szpitala i weszłyśmy do sali. Był w niej Raf, Jon i Mia. Od razu rzuciła mi się na szyję.
- Słyszałam o wszystkim. Raf mi opowiedział. Czemu nie zadzwoniłaś? - robiła mi wyrzuty.
- Nie chciałam przerywać wakacji. - sztucznie się uśmiechnęłam. - Zresztą i tak postanowiłam dać mu drugą szansę.
- Oh Kylie.. - przytuliła mnie mocno.
- Słuchajcie ja będę już szła. Jutro z samego rana tutaj będę. Nie zbyt dobrze się czuje. - oznajmiła mama Alexisa. Jon odwiózł ją do domu. A my zostaliśmy z nim. Wieczorem wszyscy pojechali do domu, a ja zostałam z nim sama.
- Alexis, obudź się. Kocham Cię. Dam Ci jeszcze jedną szansę. Tylko się obudź zrób to dla mnie. Wiem, że mnie słyszysz. - ciągle trzymałam Jego dłoń. Nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam.

I know his heart, and I know what he wouldn’t do to hurt me

*tydzień później*
Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Było tak pięknie! A teraz od trzech dni siedzę u Rafa w domu. Alexis ciągle dzwoni, pisze SMS'y, ale ja jestem nie ugięta. Nie chcę go znać, po tym co zrobił. Zdradził mnie z tą całą Laią. Nawet Mia o niczym nie wie. Jest teraz na wakacjach z Jonatanem. Powiedziałam o tym tylko Ricie, Rafowi i Javierze. Javiera, to bratanica Alexisa. Ona też nie może w to uwierzyć.
- Ej Kylii nie możesz wierzyć tylko Laii.. - wszedł do mojego pokoju Raf.
- Jak mam jej nie wierzyć skoro, te fakty są zgodne z prawdą? - odpowiadam mu szlochając.
- Kylie wierz mi to jest nieprawda! - usłyszałam głos Alexisa.
- Wyjdź stąd! Nienawidzę Cie! Jak mogłeś mi to zrobić. Ja Cię kochałam! - podeszłam do Niego i przyłożyłam mu z liścia w twarz. - Nie chce Cię znać. - syknęłam i wtuliłam się w Rafa.
- Sorry stary.. - czuł się niezręcznie. Alexis kłapnął drzwiami i wyszedł.
- Kylie, chodź na balkon pogadamy. - wtrąciła się Rita. - Tego Ci chyba brakuje. - wyszłyśmy na balkon, usiadłam na leżaku i spoglądałam na uroki Barcelony. Łzy leciały mi niemiłosiernie. Na przeciw mnie usiadła Rita.
- Ja już nie mam siły. - schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać.
- Powiedz mi co się dokładnie stało, bo od trzech dni siedzisz tylko w swoim pokoju, nie jesz i płaczesz. Mów mi natychmiast. - nakazała mi Rita.
- No to tak.. - zaczęłam. - Jak zwykle wstałam rano i poszłam przed dom zobaczyć czy coś jest w skrzynce. Nagle podeszła do mnie jakaś blondynka przedstawiła mi się i powiedziała, że Alexis zdradził mnie na ostatniej imprezie i to w dodatku z nią. Opowiedziała mi wszystko ze szczegółami. Chyba tego nie mogła sobie wymyślić. Wróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Alexis się obudził no i zaczął wypytywać dlaczego. Powiedziałam mu o wszystkim, a on zaprzeczył. W sumie czego można było się spodziewać, prawda? - opowiedziałam wszystko.
- Ale słuchaj, jak ona to wszystko wymyśliła? - zapytała Rita.
- Wątpię w to. Kurwa! Znowu dzwoni! - krzyknęłam i odrzuciłam połączenie.
- On Cie kocha, nie mógłby tego zrobić. - powtarzała to już chyba z setny raz.
- Dziewczyny ja wychodzę! - krzyknął Raf.
- Przemyśl to wszystko kochanie. Ja idę posprzątać dom. - Rita wyszła, a ja położyłam się i znowu zaczęłam płakać.
Alexis : 
Czułem, że mój świat się skończył. Kylie mnie znienawidziła. Laia dopięła swego. Na tamtej imprezie nic nie piłem. Chciałem być jak najszybciej w domu bo Kylie była chora. Kiedy wychodziłem ona mnie zaczepiła. Zacząłem się na nią drzeć, żeby mi dała spokój, bo jestem szczęśliwy z Kylie. A ona potem nawymyślała jakiś głupot do niej. A ona jej uwierzyła. W sumie gdybym takie coś usłyszał też bym uwierzył. Przez nią Kylie cierpi. Kiedy dzisiaj poszedłem tam, zobaczyłem, że jest strasznie zmarnowana. Było mi jej szkoda. Jeśli jej się coś stanie to nie wybaczę sobie tego do końca życia. Usłyszałem dzwonek do drzwi. To pewnie Raf. 
- Siema stary. - powiedział i się przywitał. 
- Cześć. - odpowiedziałem. 
- O co kurde tutaj chodzi, bo od trzech dni Kylie leży u mnie w domu i płacze. Rita i ja ciągle ją pocieszamy, ale ona nie chce nic powiedzieć, chyba, że jak wyszedłem to powiedziała cokolwiek Ricie. Mów mi od razu. - powiedział. 
- Je coś w ogóle? - zapytałem zamiast odpowiedzieć. 
- Nie, nic nie chce jeść. - posmutniał. - Mów co jest. Podobno ją zdradziłeś. 
- Kurwa nie zdradziłem jej! - wykrzyczałem, już nie panuje nad sobą. - Sorry.. 
- Luz. - powiedział. - No to co ona gada ciągle?  
- Słuchaj. Laia naopowiadała jej jakiś głupot.. - opowiedziałem mu wszystko. 
- O kurde stary. I co ona Ci nie wierzy? - zapytał. 
- Nie. - zakryłem twarz dłońmi i zacząłem płakać. 
- Nie załamuj się. Wszystko będzie dobrze! - pocieszał mnie. 
- Nie będzie nigdy. - załamałem się kompletnie. Jeszcze chwile pogadaliśmy i Raf pojechał do domu. 
*miesiąc później* 
Dalej nie odzywam się do Alexisa. Od miesiąca nie wyszłam na dwór, ciągle siedzę w swoim pokoju, albo w łazience. Płaczę dzień w dzień. Czasem coś zjem, co zdarza się sporadycznie. Ciągle o nim myślę. Mimo tego, że mówię, że go nienawidzę to i tak go kocham. Ten miesiąc był najgorszy. Chyba dam mu szansę. Najpierw pójdę się umyć. Poszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, założyłam czarne rurki i niebieską bluzkę na ramiączkach. Było chłodno na dworze więc założyłam jeszcze narzutkę. Włosy mi już trochę odrosły więc zostawiłam je tak jak mi się ułożyły, tylko podpięłam sobie grzywkę. Zadzwoniłam, nikt nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz, to samo. Trzeci, czwarty, nikt dalej nie odbiera. Widocznie dał sobie ze mną spokój. Wzięłam telefon i ledwo zeszłam na dół. Nie miałam siły. Nogi pode mną się uginały. Usiadłam na krześle obok Rafa. Rita podała mi śniadanie. Pierwszy raz od miesiąca zjadłam coś porządnego.
- Raf.. - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Co słychać u Alexisa? - zapytałam.
- Skłamać czy powiedzieć prawdę? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Skłam.
- No to wszystko super, ekstra. Znalazł sobie dziewczynę.
- A na serio? - zapytałam ponownie.
- Jest okropnie, nie może o Tobie zapomnieć. Jest załamany. - stwierdził i posmutniał. Ja nic nie powiedziałam, tylko spuściłam głowę. Nie miałam ochoty nic mówić. Raf zrozumiał to i nie nalegał na nic. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam..