Budzę się przecierając zaspane oczy. Podnoszę się i zerkam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Jest 2:20. Co ja tutaj robię? Gdzie ja jestem? Milion pytań przychodzi mi na myśl.. Rozglądam się uważnie po pokoju i przypominam sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Obok mnie śpi umięśniony mężczyzna. Ma potargane ciemnobrązowe włosy oraz wielkie usta i ciemną karnację. Śpi spokojnie, a jego klatka piersiowa unosi się i upada. Kim on jest? Nawet nie wiem jak ma na imię, a spędziłam z nim noc. Nie wiem co mnie poniosło. Gdy tak rozmyślam, On przysuwa się do mnie. Czuję Jego oddech na swoim ramieniu. Nagle przechodzi mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa, dziwnie się czuję. Po chwili wstaję powoli, aby go nie obudzić i ubieram się. Biorę swoje szpilki do rąk i wychodzę po cichu, mówiąc szeptem "ŻEGNAJ"
Piik piik piik
Do moich uszu dobiega dźwięk budzika. - Oh shit!- klnę pod nosem. Jest poniedziałek, strasznie boli mnie głowa. Po chwili dzwoni do mnie prezes. odbieram.
- Słucham? Z tej strony Laia Jonson.
- Witam, proszę o wizytę dzisiaj w moim gabinecie o godzinie 10.00 . Żadnych spóźnień, mam ważnego klienta dla Ciebie!
- Dobrze Panie prezesie. - odpowiadam i rozłączam się.
Shit, shit, shit! klnę na cały pokój! Do mojego pokoju wchodzi Mia
- Co jest Kylii? - pyta zdziwiona.
- Muszę jechać o 10.00 na spotkanie, prezes mnie wzywa. Boli mnie tak głowa, że nie chcę nigdzie wychodzić. - odpowiadam jej ze złością.
- Ojojoj kochana nie złość się tak. Widzę, że ostro pobalowałaś wczoraj, wyrwałaś takiego przystojniaka, a potem z nim gdzieś zniknęłaś. Co tam się działo? Hmm.. - śmieje się ze mnie.
- Nic.. - mówię zakłopotana, a na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.
- Jasne, jasne. Dobra szykuj się już bo jest 9.00. Bez urazy, ale wyglądasz tragicznie trochę Ci potrwa doprowadzenie się do porządku.
- Cholera! Nie wyrobię się!
Pośpiesznie biegnę do łazienki biorę prysznic, następnie suszę włosy. Jestem strasznie blada, maluję rzęsy i usta na jasno różowy kolor oraz nadaję mojej twarzy koloru prósząc kości policzkowe różem. Wyglądam o niebo lepiej. Zakładam na siebie granatową i obcisłą sukienkę i do tego moje ulubione czarne balerinki. Jestem architektem wnętrz, więc wygląd to podstawa. Włosy natomiast upinam w luźnego koka. Pośpiesznie biegnę na przystanek. Autobus przyjechał z 20 minutowym opóźnieniem. Mam tylko 10 minut, a korki są ogromne. Po 30 minutach docieram na miejsce, pośpiesznie biegnę do gabinetu prezesa. Jest 10.20. Kurwa prezes na pewno mnie wyleje! Gdy tam wchodzę, czeka już na mnie wraz z moim nowym klientem.
- Czekaliśmy na panią, Pani Jonson. - mówi prezes.
- Przepraszam za spóźnienie. Korki były okropne. Autobus się spóźnił. Istna masakra! - tłumaczę się.
- No dobrze, nie czas na tłumaczenia. Proszę bardzo o to pani klient.
- Jestem Alexis Sanchez. - podaje mi rękę i patrzy mi w oczy.
- A ja jestem Ky - ky - Kylie Jonson. - dukam.
- A więc omówmy wszystkie szczegóły dotyczące umowy. - wtrąca się prezes i przerywa kontakt wzrokowy nawiązany między mną a "moim" klientem.
Po godzinnym spotkaniu, wychodzę z gabinetu prezesa z wielką ulgą. Cholera! To ten mężczyzna z którym spędziłam wczorajszą noc. Oby mnie nie rozpoznał. Wychodzę z budynku. Kiedy chcę przejść przez przejście, podjeżdża do mnie srebrne audi R8. Z samochodu wychodzi Alexis.
- Podwieźć Panią? Słyszałem, że Pani przyjechała autobusem, a nie wygląda Pani za dobrze. - pyta z uprzejmością.
- Eee.. jeśli nie sprawia to Panu jakiego kolwiek problemu. - odpowiadam drżącym głosem. Podaje mu adres i jedziemy bez słowa. Nagle on przerywa ciszę.
- Długo mieszka Pani w Londynie? - pyta.
- Tak, już kilka dobrych lat. - odpowiadam.
- To bardzo piękne miasto. - mówi zdecydowanie.
- Bardzo.. - odpowiadam mu z szeptem.
- Jest Pani bardzo spięta, mam dla Pani propozycje.
- Jaką? - spoglądam na Niego ze zdziwieniem.
- Skoro mamy razem pracować, to zapraszam Panią na lunch. - proponuje mi.
- O której godzinie?
- Tak około 12.30
- No nie wiem co będę robić o tej godzinie.. - mówię z rezygnacją.
- Proszę Panią bardzo, zależy mi na tym. - spogląda mi prosto w oczy. Widać w nich szczerość.
- No dobrze skoro Pan nalega. - zgadzam się..
- Jutro o 12.00 przyjadę po Panią, dobrze?
- Okey, nie ma sprawy.
- Więc do jutra. - podaję mu rękę i lekko całuje.
- Do jutra. - wychodzę z samochodu i idę do mieszkania.
Dlaczego ja się na to zgodziłam, nie rozumiem samej siebie.. Być może to jego urok osobisty.. W głębi duszy modlę się, aby mnie nie rozpoznał..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz