piątek, 10 lipca 2015

I'm so happy

Po Jego SMS'ie odetchnęłam z ulgą i usnęłam..

Piik Piik Piik 
Budzik obudził mnie wcześnie rano. W końcu muszę jechać do biura, aby przekazać projekty szefowi. Nie chce mi się. Pośpiesznie idę do łazienki, żeby wziąć prysznic i od razu idę do kuchni. Siedziała w niej Mia, co było bardzo dziwne, bo zawsze ja wstaje przed nią.
- Hej, co Ty tak wcześnie wstałaś? - pytam.
- Hej, idę na 8 do pracy. - odpowiada mi.
- Po co? Przecież Ty zawsze chodzisz na 10 - mówię zdziwiona.
- Ale muszę wyprosić szefa o miesięczny urlop, głupku. - śmieje się.
- Och, a no tak. Kurde, ja też muszę z nim o tym porozmawiać. - mówię. - Mam prośbę do Ciebie.
- Jaką?
- Czy pożyczysz mi samochód, bo nie chcę się spóźnić. - proszę ją.
- No dobra, tylko będziesz musiała mnie zawieść do pracy.
- Okey, okey.
- O której kończysz? - pyta.
- O 14.15 powinnam, a co?
- To przyjedziesz po mnie i jedziemy na zakupy. W końcu musimy kupić coś na wyjazd, prawda? - śmieje się.
- O to dobry pomysł. Ale muszę być o 17 w domu, żeby się ogarnąć. - oznajmiam jej.
- Oki. Nie ma sprawy.
Po zjedzonym śniadaniu, poszłam się ubrać. Założyłam czarną sukienkę, z rozkloszowanym dołem, czarny żakiet i moje szpilki. Usiadłam przy toaletce i patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądam jeszcze gorzej niż po tamtej imprezie. Postanowiłam, że nałożę na siebie dobrze kryjący podkład i narysuje sobie cienkie kreski. Kiedy skończyłam malować rzęsy, zadzwonił mój telefon. To szef, od razu odebrałam.
- Dzień dobry Pani Jonson.
- Witam.
- Będzie Pani dzisiaj w pracy? Przywiezie Pani projekty?
- Tak,
- No to super. Dzwonie do Pani, aby Panią poinformować, że o godzinie 10.00 mamy ważne spotkanie i Pani musi w nim uczestniczyć.
- Dobrze.
- W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - rozłączam się. Ciekawe co to za spotkanie. Oj tam dowiem się potem. Przez telefon szefa zapomniałabym pomalować usta i się uczesać. Związałam sobie włosy w kucyka. W sumie jest on niewielki, ponieważ mam strasznie krótkie włosy. Wyszłam z pokoju, zawołałam Mię i pojechałyśmy. Podwiozłam Mię i pośpiesznie pojechałam do pracy. Kiedy weszłam do ogromnego budynku agencji, wszyscy ciepło mnie przywitali, co było bardzo dziwne, bo nie było mnie tu tylko ponad tydzień. Cóż, to było miłe. Wsiadłam w windę i pojechałam na ostatnie piętro i skierowałam się do mojego gabinetu. Siedziała w nim Stella moja współpracowniczka.
- Hej kochana, co tam słychać, projekt skończony? - wita mnie.
- Hej, tak skończony. Wszystko w porządku, a u Ciebie? - odpowiadam.
- A dobrze, słyszałam, że robiłaś projekt dla tego przystojnego piłkarza. Jaki on jest? - pyta, w jej oczach widać ciekawość. Zawsze jest taka ciekawska, to irytujące.
- Normalny. - prycham.
- Okey..- miała coś mówić, ale zadzwonił do mnie telefon z recepcji. Odbieram.
- Słucham.
- Kylio zejdź na dół kurier do Ciebie. - mówi do mnie Irina.
- Dobra, już idę. - odpowiadam i rozłączam się. Pośpiesznie wyszłam i wsiadłam do windy, po kilku minutach byłam już na dole. Podeszłam do recepcji i przeżyłam szok, kurier trzymał wielki bukiet białych róż.
- Dzień dobry. - witam kuriera ciepłym uśmiechem.
- Dzień dobry, czy Pani to Kylie Jonson? - on również odwzajemnia uśmiech.
- Tak.
- Więc proszę tutaj podpisać. - pokazuje wyznaczone miejsce, a ja podpisuje. - Dziękuje bardzo, miłego dnia. - żegna mnie z uśmiechem.
- Dziękuje i wzajemnie. - ja tez odwzajemniam uśmiech. Przyglądam się kwiatom.
- Ojej od kogo to? - pyta podekscytowana.
- Nie wiem. - odpowiadam z uśmiechem i idę do windy. Wchodzę do gabinetu, ale Stelli w nim nie ma. Całe szczęście, bo za chwilkę by zaczęła się wypytywać od kogo to i dlaczego. Wyciągnęłam karteczkę, która była przyczepiona do kwiatów, a na niej było napisane :
                          Te kwiaty są dla Ciebie. Pamiętaj
                          o dzisiejszym spotkaniu.
                            Miłego dnia w pracy. 
                                                           Twój Alexis. 
Wow, napisał Twój Alexis, to takie miłe. Jak to przeczytałam zrobiło mi się ciepło na sercu. 
- Kylio, zbieraj się i widzimy się w sali konferencyjnej! - krzyknął zza drzwi szef. 
- Dobrze już idę. - zbieram projekty i torebkę, do której wkładam karteczkę dołączoną do kwiatów, żeby Stella jej nie przeczytała. Weszłam do sali konferencyjnej, siedział już w niej szef a obok niego jakiś Pan z siwymi włosami. 
- Dzień dobry. - podał mi rękę. - Jestem Fernando Felicevich. 
- Witam, Kylie Jonson. - również podaje mu rękę i siadam naprzeciwko pustego krzesła. - będzie ktoś jeszcze z nami? - wypsnęło mi się to pytanie. 
- Tak. - odpowiada szef. Mija 20 minut, nie ma tej osoby, która miała się zjawić. - Długo jeszcze będziemy czekać? - słyszę jak szepcze do Fernanda. 
- Poczekajmy jeszcze chwilę. - odpowiada  głośniej szefowi. Chwilę później drzwi się otwierają i wchodzi Stella. 
- Pański klient już przybył. - powiedziała zimnym głosem i przyglądała się uważnie Alexisowi. Zdziwiłam się, że on przyszedł, no bo po co? Przecież już u mnie ustaliliśmy sprawy dotyczące projektu. Dziwne. Spogląda na mnie i uśmiecha się drwiąco, a ja natomiast nie odwzajemniam tego uśmiechu. Jest ubrany w czarne spodnie, białą koszule z podwiniętymi rękawami, przez którą przebijały jego mięśnie i do tego czarny krawat. Tak mi się w tym podoba. Na początku przywitał się z tym siwym panem. Co było dziwne, bo wyglądali jakby znali się już bardzo długo, potem ciepło uściskał dłoń prezesa, a na końcu przywitał się ze mną. Podał mi rękę i powiedział :
- Dzień dobry, Pani Jonson. 
- Dzień dobry, Alexis. - ups, wypsnęło mi się. Prezes spojrzał na mnie, jakby był poirytowany. A Alexis uśmiechnął się. W Jego oczach pojawił się tajemniczy błysk. Po chwili odciągnął ode mnie wzrok. 
- Przepraszam bardzo za spóźnienie, ale korki były ogromne. Masakra. - opowiada. 
- No dobrze proszę Pana. Nie czas na tłumaczenia. - przerywa mu prezes.
* dwie godziny później *
Spotkanie się kończy i wychodzimy z sali. Gdy jestem w drzwiach, ktoś łapie mnie w tali. Momentalnie się odwróciłam, nie był to nikt inny jak Alexis.
- Ślicznie wyglądasz, podobały się kwiaty? - mówi uwodzicielskim głosem.
- Dziękuje. Bardzo mi się podobały. - odpowiadam i odchodzę szybko.
- Zaczekaj chwile. - mówi, a ja się odwracam. - Słuchaj, powiedziałem Twojemu szefowi, żeby dał Ci urlop za to, że tak dobrze poradziłaś sobie z projektem. Zgłoś się teraz do niego i powiedz mu od kiedy chcesz ten urlop.
-  A kiedy my mamy wylecieć? Zresztą skąd wiesz, że w ogóle lecimy? - trzymam go w niepewności. A on stoi przede mną zdziwiony. Myślał, że moja odpowiedź będzie inna. - Żartowałam. Lecimy z Tobą, głuptasie. - uśmiecham się do Niego. - No to od kiedy mam wziąć ten urlop?
- Od 6 czerwca, bo 7-ego lecimy. - odpowiada.
- Dobrze, w takim razie do zobaczenia. - idę do gabinetu szefa.
- Do zobaczenia. - odpowiada i kieruje się w stronę windy.
Chwile później wyszłam z gabinetu szefa. Na szczęście nie zdenerwował się z powodu mojego urlopu. Poszłam do gabinetu po kwiaty, zjechałam windą na dół i pojechałam samochodem Mii po nią.
- Hej.Dostałam urlop! - Wykrzykuje kiedy wsiada do auta.
- Hejka. ja też. - odpowiada. - Od dzisiaj, aż do 10 lipca.
- Ojej jak super! - mówię jej. - Wiesz musimy jeszcze pojechać do domu.
- A po co? - pyta.
- Odwróć się. - Mia odwraca się. - Musimy je zawieść do mieszkania, żeby nie zwiędły.
- Wow, jakie śliczne! Okey, okey. To jedziemy. - i pojechałyśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz